Te wspaniałe telefony z namiastką oprogramowania

Czy masz telefon komórkowy? Jeśli tak - czy zdarzyło ci się kiedyś nacisnąć nie ten guzik, zrywając ważne połączenie? Czy miałeś kiedyś ochotę wyrzucić ze swego telefonu całe oprogramowanie i napisać je samemu od nowa? Jak często zdarza ci się, że twój telefon doprowadza cię do białej gorączki?

Czy masz telefon komórkowy? Jeśli tak - czy zdarzyło ci się kiedyś nacisnąć nie ten guzik, zrywając ważne połączenie? Czy miałeś kiedyś ochotę wyrzucić ze swego telefonu całe oprogramowanie i napisać je samemu od nowa? Jak często zdarza ci się, że twój telefon doprowadza cię do białej gorączki?

Mnie, niestety, zdarza się to dość często - i nie jest to raczej wina konkretnego telefonu, który sobie pechowo wybrałem. W ciągu ostatnich sześciu lat używałem w miarę regularnie, co najmniej przez sześć miesięcy, ośmiu różnych telefonów, pochodzących od pięciu różnych producentów, działających w trzech różnych systemach. Żaden mnie nie zadowolił.

Najwyraźniej nie są też zadowoleni liczni moi znajomi, a także nieznajomi, w tym zwłaszcza ci pisujący na internetowej liście pl.misc.telefonia.gsm, która, jak łatwo zgadnąć, poświęcona jest wymianie poglądów na temat "komórek". Stąd powstał pomysł próby zebrania zarzutów, które można postawić dostępnym na rynku "komórkom" i ich producentom.

Na początku chciałem, by był to swoisty przewodnik po rynku: wspominając o niemiłych cechach telefonów, zamierzałem przyporządkować je konkretnym typom, by później utworzyć coś na kształt klasyfikacji według liczby zebranych punktów ujemnych. Ale szybko zdałem sobie sprawę, że większość zarzutów odnosi się do wszystkich lub prawie wszystkich telefonów i klasyfikacja nie miałaby sensu. Jedyny bowiem wniosek byłby taki, że telefony najdroższe, high end, mają stosunkowo najmniej wad. Ale to rzecz trywialna, niewarta dyskusji.

Da się zadzwonić

To prawda: z każdego chyba znanego mi telefonu komórkowego da się zadzwonić. Wystarczy prawidłowo wprowadzić z klawiatury numer i zakończyć tę czynność wciśnięciem klawisza, na którym widnieje najczęściej rysunek zielonej słuchawki - albo też powyżej którego, na wyświetlaczu, widnieje napis Call lub podobny. Każdy telefon pozwala też na łatwe odebranie rozmowy. Dzwoni - naciskam klawisz, o którym mowa wyżej, i już.

Te dwie czynności właściwie wyczerpują zakres tego, czego od swego telefonu oczekuje wielu znanych mi użytkowników "komórek". No, może jeszcze używają wbudowanej w telefon lub zapisanej na karcie SIM "książki telefonicznej". Z tego co zaobserwowałem, wielu wprowadza do książki kilka najczęściej używanych numerów, czyni to raz, z instrukcją w ręku, zapamiętuje sposób wywołania tych numerów i już. Zwykle ograniczają się przy tym do początkowych lokacji w pamięci, dostępnych później za pomocą jednego lub dwóch klawiszy.

Z punktu widzenia takiego użytkownika telefony komórkowe spełniają kryteria użyteczności i ergonomii. Takich użytkowników jest zaś znacząca większość. Czy zatem nie ma sprawy i nie ma o czym pisać? Nieprawda. Jeśli nawet wymagających więcej jest tylko 10%, jeśli tylko co dwudziesty użytkownik "komórki" wysyła z niej czasem "krótką wiadomość tekstową", czyli SMS-a, jeśli nawet tylko co setny podłącza ją regularnie do komputera - ci nieliczni też mają swoje prawa. A to oni właśnie dostają białej gorączki, chcąc wydobyć z telefonu to, co producenci traktują po macoszemu.

Książka na zawsze

Książki telefoniczne ogromnej większości aparatów wołają o pomstę do nieba. Na dobrą sprawę umożliwiają tylko jedno: pracowite wstukanie najważniejszych dla abonenta kontaktów. Raz wstukana, książka jest praktycznie niemożliwa do zmiany. Owszem, gdy znajomy zmieni numer, bez poważniejszych kłopotów można poprawić wpis. Ale o przenoszeniu zapisów z miejsca na miejsce czy poważniejszym porządkowaniu książki nie ma mowy.

Możliwości są przecież ogromne. Tak naprawdę niemal każdy aparat ma nawet dwie książki: jedną na karcie SIM, drugą w swej pamięci. Większość ma też wbudowane procedury sortowania książki przynajmniej alfabetycznie. A jednak zapisanie np. na karcie książki przetasowanej według wybranego kryterium nie jest możliwe. Nie da się też w znanych mi telefonach wstawić w konkretne miejsce książki nowego zapisu tak, by pozostałe wpisy przesunęły się o jedno pole.

Rzecz wcale nie jest błaha, gdyż większość telefonów umożliwia szybki wybór numeru z jednej z pierwszych 10 komórek pamięci. Zerwanie kontaktów z kumplem, który dotąd figurował na poczesnym czwartym miejscu, po poczcie głosowej, żonie i bezpośrednim przełożonym, oznacza wiele kwaransów straconych na wstukanie na nowo wielu numerów.

Osobna sprawa to żałosna prędkość, z jakim telefon wczytuje numery z książki na karcie SIM. Większość telefonów czyni to hurtem natychmiast po włączeniu, nie wiadomo czemu uniemożliwiając wtedy dzwonienie nawet pod numer wprowadzony ręcznie. Także procedury sortowania pamięci działają zwykle bardzo wolno, tak jakby autorzy oprogramowania nie opanowali algorytmów znanych od lat każdemu chyba początkującemu amatorowi Basica.


TOP 200