Piłowanie unijnych regulacji prawnych

Od kilkunastu miesięcy na forach unijnych, z dala od polskich, prowincjonalnych problemów, trwa pracowita debata na temat reformy ram regulacyjnych dla sektora sieci i usług łączności elektronicznej.

Od kilkunastu miesięcy na forach unijnych, z dala od polskich, prowincjonalnych problemów, trwa pracowita debata na temat reformy ram regulacyjnych dla sektora sieci i usług łączności elektronicznej.

Jednym z deklarowanych celów zmian jest upraszczanie obszernego systemu przepisów. Pierwszą z trzech dyrektyw nowelizujących system nazwano nawet - miejmy nadzieję nie na wyrost - „O lepszych regulacjach”. Obserwując historyczne dyskusje z różnych lat, trzeba stwierdzić, że ta jest trudniejsza, bo na już w miarę rozwiniętym, wartym 347 mld euro, rynku ścierają się złożone, nie zawsze łatwe do jednoznacznego zdiagnozowania, a tym bardziej pogodzenia interesy. W 2009 r. powinny się rozstrzygnąć dalsze losy reformy europejskich ram regulacyjnych sieci i usług łączności elektronicznej, które mają określić model rozwoju sektora na najbliższe lata.

Drugie czytanie pakietu nowelizującego obecny system wpisano wstępnie do planu Parlamentu Europejskiego na 5 maja. Dokumenty - które są rezultatem dyskusji po pierwszym czytaniu we wrześniu 2008 r. - kiedy przyjęto w sumie 443 poprawki, kompromisowa propozycja Komisji Europejskiej, z początku listopada, odrzucająca 159 z tych poprawek, a przede wszystkim minimalistyczne stanowisko europejskich ministrów łączności przyjęte 27 listopada na posiedzeniu Rady UE różnią się tak bardzo, że osiągnięcie zadawalającego kompromisu może się okazać zbyt trudne dla uchodzącej za konserwatywną w sprawach reformowania Europy prezydencji czeskiej. Wtedy po wyborach do Parlamentu Europejskiego, zadanie dostosowania systemu regulacyjnego do warunków zmieniającego się rynku zależałoby od nowej Komisji Europejskiej, nowego parlamentu i nadziei, że Prezydencja Szwedzka w drugiej połowie 2009 roku, w sprawach rynku telekomunikacyjnego reprezentuje stanowisko sprzyjające reformom.

Euroregulator

347 mld euro

wart jest rynek telekomunikacyjny UE, na którym ścierają się złożone, nie zawsze łatwe do jednoznacznego zdiagnozowania, a tym bardziej pogodzenia interesy.

Najwyraźniej zaskakująco dla pomysłodawców projektu Komisji Europejskiej, najwięcej emocji wywołała dyskusja o przesunięciu niektórych kompetencji regulacyjnych na poziom ogólnoeuropejski. W Parlamencie Europejskim przyjęto np. do projektu rozporządzenia w tej sprawie 164 poprawki. Wcześniej, w toku kilkunastomiesięcznej dyskusji, koncepcja organu, który miałby wypełniać tego rodzaju rolę, ewoluowała i rozmywała się do postaci prawie pozbawionej wszelkich zębów, bo okazało się, że rządy państw członkowskich nie bardzo chcą akceptować lub zrozumieć tego rodzaju zmianę.

Jak się wydaje, nieco zirytowana Komisarz Viviane Reding sugeruje, że za oporem niektórych rządów kryje się głównie skuteczność nacisku lobbingowego operatorów, którzy w większości państw trwają w wygodnym status quo. Można oczywiście też doszukiwać się tu związków z ogólną dyskusją o integracji europejskiej, fiaskiem projektu konstytucji i odwlekaniem zatwierdzenia Traktatu Lizbońskiego w niektórych państwach. Jak widać, integracja gospodarcza i polityczna to nadal dwa odmienne światy.


TOP 200