Najważniejsza jest motywacja

Z profesorem Kazimierzem Krzysztofkiem, socjologiem ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, wiceprezesem Fundacji Pro Cultura.

Jakie szanse rozwojowe ma Polska w obecnej sytuacji cywilizacyjnej, w obliczu rosnącego zastosowania technik informacyjnych, gospodarki opartej na wiedzy?

Jestem w tej materii pesymistą. Nie chodzi o to, jak wyglądamy na tle Europy pod względem wykorzystania Internetu - jesteśmy w towarzystwie Włoch czy Portugalii. Chodzi przede wszystkim o to, że połowa mieszkańców naszego kraju nie ma w ogóle Internetu i parę milionów Polaków nie chce, nie zamierza go mieć.

Przejście od społeczeństwa rolniczego do przemysłowego było łatwiejsze niż od przemysłowego do informacyjnego. Tuż po wojnie była w Polsce bieda, było przeludnienie. Łatwo było wyciągnąć ludzi do miast, przyuczyć do taśmy, zachęcić do pracy w fabryce. Wtedy była hierarchiczna struktura władzy, rządzili "oficerowie przemysłu". To motywowało do myślenia o karierze, łatwo było sobie wyobrazić wspinaczkę po kolejnych szczeblach awansu zawodowego i społecznego.

Komin fabryczny był kiedyś symbolem rozwoju dla ludzi. A co jest teraz? Wyjście ze wsi do miasta, do przemysłu było kiedyś dla ludzi wyraźnym wzorcem awansu społecznego. Dzisiaj takiego jednoznacznego wzorca nie ma. Zjawiskiem wcale nie marginalnym są dzisiaj wykształceni bezrobotni. Wiele prac jest automatyzowanych, wykonywanych przez komputery. To jest poważne wyzwanie: jak w takiej sytuacji motywować, zachęcać do korzystania z komputerów, do ciągłego uczenia się, jak inspirować do własnego rozwoju. Teraz, kiedy ludzie nie mają rozbudzonych potrzeb, szczególnie pokolenie 45+, nie mają aspiracji, to żadne ułatwienia nie pomogą, nawet Internet za darmo.

A może potrzeby pojawią się, gdy zobaczą korzyści z korzystania z Internetu? Nie hasła, slogany o społeczeństwie informacyjnym, ale namacalne, konkretne efekty pomagające w życiu codziennym.

Tylko całkowita cyfryzacja różnych dziedzin życia może zmienić sytuację. Gdy pojawią się produkty lub usługi całkowicie cyfrowe, dla których nie będzie żadnej analogowej alternatywy, wtedy ludzie będą zmuszeni korzystać z nowych technologii. Gdy, na przykład, do lekarza można się będzie zarejestrować tylko przez Internet lub komórkę.

To wymaga odwagi politycznej. Jaki rząd zdecyduje się na taki ruch? Co właściwie ogranicza dzisiaj w rozwoju?

Są dwa główne czynniki, które nas opóźniają w rozwoju. I wcale do nich nie zalicza się brak powszechnego dostępu do Internetu szerokopasmowego. On jest wymieniany dopiero na siódmym miejscu, tak samo jak brak możliwości technicznych. Opóźniają nas, przede wszystkim, czynniki społeczne, głównie niski poziom relacji społecznych poza społecznościami lokalnymi, wspólnotami terytorialnymi i miejscem pracy. To się przekłada na brak relacji w sieciach.

Czy nadal mamy w naszym kraju do czynienia z trzema różnymi prędkościami rozwoju: odnoszącą się do społeczeństwa agrarnego, społeczeństwa industrialnego i społeczeństwa informacyjnego?

Dzisiaj sprawa nie jest już tak prosta. Można powiedzieć, że mamy już sektor nowoczesnych, cyfrowych usług i technologii, podłączony do nurtu przemian światowych. On nie jest jednak lokomotywą postępu w naszym kraju. Z drugiej strony, mamy ciągle restrukturyzowany przemysł. I wreszcie jest wieś, ale też już nie jednolita. Młodzi ludzie z biednych rodzin i w mieście i na wsi mają już dzisiaj Internet. Czynnikiem różnicującym jest teraz głównie wiek.