Twarde kontra miękkie

Mimo ogromnej wiedzy, którą posiadają prowadzący szkolenia techniczne specjaliści, nie potrafią jej właściwie przekazać. Powinni się tego uczyć od trenerów szkoleń miękkich.

Dlaczego, kiedy myślimy o trenerze umiejętności miękkich, przed oczami staje nam młody, elegancki człowiek w nienagannie skrojonym garniturze? Widzimy specjalistę potrafiącego przez pełne 8 godzin treningu utrzymać uwagę szkolących się dowcipnymi spostrzeżeniami, dygresjami, mową ciała. Kogo natomiast widzimy, kiedy zastanawiamy się nad szkoleniami technicznymi? Dlaczego w głowie świta nam obraz czterdziestoparoletniego, lekko otyłego faceta w koszuli w kratę i pogniecionej marynarce? Dlaczego człowiek ten, choć wiedzę ma ogromną, nie potrafi jej przekazać i do tego strasznie nudzi? Skąd się biorą te nasze wyobrażenia? Prawdopodobnie stąd, że tak właśnie jest w rzeczywistości.

Kiedy myślimy o szkoleniach, większość z nas raczej od razu rozróżnia dwa ich podstawowe typy. Dzielimy je na te dla ograniczonej grupy specjalistów z jednej, wąskiej dziedziny i na te "dla wszystkich". Ci pierwsi dostają szkolenia twarde, dotyczące zazwyczaj zagadnień mocno technicznych, takich jak czy produkcja. Treningi miękkie, z kolei, trafiają do szerokiej grupy odbiorców i szkolą umiejętności komunikacji czy też zarządzania czasem. Już dawno zauważono, że choć oba typy szkoleń wyewoluowały z jednego pojęcia, to teraz są osobnymi gatunkami. Przy użyciu porównań zwierzęcych, można powiedzieć, że szkolenia miękkie, to gepardy - szybkie i zwinne, z kolei szkolenia twarde, to słonie - ciężkie i długowieczne. Różnice widoczne są gołym okiem na wszystkich poziomach: przygotowania, prowadzenia i podsumowania szkolenia.

Konkurujemy?

Na rynku szkoleń miękkie królują nad twardymi. Firm szkoleniowych z tego obszaru jest więcej, a i oferta jest bogatsza. Zdrowa konkurencja napędza tutaj rozwój i kształtuje ceny. Inaczej ma się rzecz ze szkoleniami twardymi, które, niestety, stają się niszą rynkową. Nie tylko odczuwa się brak konkurencji, ale również w niektórych miejscach widoczny jest monopol.

Przykładowo, sprowadza się do Polski uznany na zachodnim rynku certyfikat i prawa do niego przyznaje się wyłączne jednej firmie lub stowarzyszeniu. Efekt jest mizerny dla wszystkich, za wyjątkiem monopolisty. Jakość szkoleń woła o pomstę do nieba. Trenerzy się nie starają, bo klient i tak nie ma wyboru. Interes się kręci. Szkolący się wychodzą z treningów z niesmakiem i poczuciem otrzymania niepełnowartościowego towaru w nieadekwatnej cenie.

Reklama dźwignią handlu

Firmy prowadzące szkolenia twarde nie potrafią profesjonalnie sprzedać swoich usług. Rzadko kiedy posiadają dedykowanych tematowi sprzedawców, rzadko też sięgają po reklamę. (Aż chce się powiedzieć: może warto pójść na szkolenie miękkie ze sprzedaży?) Ich podstawowa forma promocji, to strona internetowa. Niby słusznie, bo przecież technicy korzystają namiętnie z Internetu. Ale czy jesteśmy w stanie przebić się przez szum informacyjny i dotrzeć do potencjalnego klienta z odpowiednim komunikatem?