To jeszcze nie powrót boomu

Z Pawłem Czajkowskim, prezesem HP Polska, rozmawia Dorota Konowrocka

Amerykańska Rezerwa Federalna twierdzi, że formalnie kryzys w zasadzie już się zakończył. Czy HP obserwuje symptomy powrotu koniunktury w Polsce, w Stanach Zjednoczonych i Europie?

Wróć do sekcji Lider informatyki Koniec kryzysu to początek ożywienia gospodarczego, odbudowywania utraconych pozycji i wzrostu zakupów, a tego jeszcze nie widzę. Daje się jednak zaobserwować pewną stabilizację. Kryzys nie ulega już pogłębieniu, choć nadal większość wskaźników gospodarczych pali się na czerwono. Dotyczy to zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Europy, w tym Polski, choć oczywiście istnieją różnice pomiędzy krajami. Spadki się zatrzymały, ale byłbym bardzo ostrożny z formułowaniem tezy, że jesteśmy już na krzywej wznoszącej.

Co działo się przez ten ostatni rok na rynku rozwiązań IT? Jak zmieniały się nastroje ich odbiorców? Czy HP obserwowało "przeobrażający" wpływ kryzysu? Czy przedsiębiorstwa wykorzystały ten czas na "posprzątanie" i optymalizację działań?

Paweł Czajkowski,prezes HP Polska

Kryzys był zimnym prysznicem dla wszystkich. Zmusił do przemyślenia operacyjnego funkcjonowania w przedsiębiorstwach. Z moich obserwacji rynku wynika, że większość firm - w szczególności największe korporacje - zajęła się przeglądaniem efektywności procesów, analizą kosztów i szacowaniem, czy dane wydatki są niezbędnym warunkiem sprzedawania produktów i osiągania zysków na ich sprzedaży. Przeglądano mechanizmy inwestowania w informatykę i wykorzystywania posiadanych zasobów oraz narzędzi. W Polsce to olbrzymie wyhamowanie inwestycji w IT szczególnie w dużych firmach było bardzo wyczuwalne. Rynek średnich przedsiębiorstw był bardziej dynamiczny: ze swej natury obejmuje większą liczbę graczy i nawet jeśli część zamraża inwestycje, druga część próbuje jakoś sobie radzić. Zahamowanie inwestycji było wyczuwalne najbardziej na rynku bankowym, który zdecydowanie najwcześniej odczuł skutki kryzysu.

W Polsce kryzys miał jeszcze dodatkowy wymiar - osłabienie złotówki. Zatwierdzane w grudniu budżety korporacji zakładały osiąganie zysków przy określonym kursie dolara i euro. Zmiana kursów o 30% oznaczała całkowite wywrócenie się podstaw owych starannie opracowanych planów i potężny wzrost po stronie kosztów. Dopiero teraz widzimy, że szczególnie dotknięci tym zjawiskiem operatorzy telekomunikacyjni powoli wracają do normalnego trybu działania, uwzględniającego naturalne zakupy nowej infrastruktury na potrzeby rozwoju. Inwestycje zostały ponownie przeanalizowane. Niektóre z nich pozostały w budżetach i doczekały się kontynuacji - z reguły te, które rzeczywiście były krytyczne. Te zaś, które nie okazały się niezbędne, zostały przesunięte w czasie albo całkowicie wykreślone z planów. To zjawisko było i jest nadal wszechobecne.

Czy dostrzega Pan jakieś schematy w mechanizmach redukowania inwestycji?

Myślę, że można pewne trendy dziś już wyodrębnić. W pierwszych miesiącach kryzysu nastąpiło wciśnięcie hamulca, przyjęcie spojrzenia bardzo krótkoterminowego i wydawanie pieniędzy tylko wówczas, gdy był to warunek przeżycia. Jest to normalne zjawisko. Szczególnie w Polsce szok kryzysowy był dość gwałtowny. Jeszcze w listopadzie panowała opinia, że kryzys Polskę ominie. W grudniu mieliśmy pierwsze jego oznaki, ale ludzie zajmowali się świętami, a nie rozmyślaniem o zbliżającym się załamaniu gospodarczym. Dewaluacja złotego ostudziła panujący optymizm i była hasłem do wstrzymania inwestycji. Teraz zarządy firm są przekonane, że jeśli inwestować, to w te projekty, które przyniosą efekt kosztowy, a to przekłada się w dużej mierze na centralizację zasobów oraz sprawniejsze i bardziej wszechstronne ich wykorzystywanie.