Polityka, inwestycje, kasa

Telekomunikacja Polska SA - główny rozgrywający na polskim rynku telekomunikacyjnym - zamierza walczyć z konkurencją i utrzymać 80-proc. udział w rynku telefonii stacjonarnej.

Telekomunikacja Polska SA - główny rozgrywający na polskim rynku telekomunikacyjnym - zamierza walczyć z konkurencją i utrzymać 80-proc. udział w rynku telefonii stacjonarnej.

British Telecom nie będzie już stawiał nowych budek telefonicznych. Nie opłaca się. Ludzie wolą komórki. Deutsche Telekom zrezygnował ze świadczenia usług telegraficznych. Telegram międzynarodowy kosztował ok. 40 DEM i z tej usługi skorzystało w ub.r. zaledwie kilka tysięcy osób. Większość woli wysłać e-mail lub faks z pracy albo z domu niż cierpliwie dyktować przez telefon pozdrowienia dla cioci z Linzu czy informować partnera handlowego o zmianie terminu przyjazdu.

Tymczasem u nas racja bytu tradycyjnej telekomunikacji wynika czasami z dość egzotycznych przesłanek. Przykładowo, samorządy - za sprawą sporu między Telekomunikacją Polską SA a Ustką - odkryły, że budka telefoniczna może podreperować budżety gminne. 'Skoro budki telefoniczne stoją na naszej ziemi, a TP SA na tym zarabia, to musi też płacić samorządowi' - mówili samorządowcy z Ustki. Zażądali 15 zł miesięcznie od każdego aparatu ustawionego w mieście. Telekomunikacja nie chciała się na to zgodzić. Zagrożono nawet, że jeżeli Ustka nie wycofa żądań, to budki zostaną przeniesione do konkurencyjnej Łeby. W końcu osiągnięto porozumienie. Do kasy miejskiej trafi ok. 14 zł za każdą budkę. Władze Ustki zarobią na tym rocznie ponad 10 tys. zł.

Podziwiam usteckich rajców, którzy nie przestraszyli się potęgi telekomunikacyjnego giganta i wywalczyli swoje. Przyznam jednak, że wykazaliby się większą roztropnością, gdyby zamiast walczyć o 10 tys. zł, założyli gminną spółkę telekomunikacyjną, która zgodnie z nowym Prawem telekomunikacyjnym nie musi mieć koncesji, i stworzyli realną konkurencję dla TP SA. Tak zaczynało podlaskie Szepietowo, którego lokalne przedsięwzięcie - Szeptel SA - zadebiutowało w ub.r. na warszawskiej giełdzie. Na początku kwietnia 2001 r. okazało się, że Tele Danmark Internet A/S, należący do grupy Tele Danmark A/S, będzie współpracował z Szeptel SA przy budowie ogólnopolskiej sieci szkieletowej dostępowej.

Przedwyborcze harce

Uchwalenie w ub.r. nowego Prawa telekomunikacyjnego, na mocy którego powstał Urząd Regulacji Telekomunikacji (URT), daje nadzieję na zmianę sytuacji na polskim rynku. Zdaniem Marka Rusina, wieloletniego wiceministra łączności, współtwórcy tej ustawy, obecnie zastępcy prezesa URT, właściwie stosowane to rewolucyjne prawo naprawdę zdemonopolizuje rynek. Koncesje na działalność telekomunikacyjną w zakresie transmisji danych zastąpiły zezwolenia. URT może odmówić wydania zezwolenia w nielicznych przypadkach. Zezwolenie z założenia obejmuje cały kraj. Do końca 2001 r. dotyczy to na razie transmisji danych. Nowe prawo znosi ograniczenia własnościowe firm pragnących świadczyć usługi telekomunikacyjne. Do tej pory zagraniczny operator mógł mieć co najwyżej 49% udziałów. Zachodni operatorzy nie muszą już szukać lokalnych partnerów. Przepis ten otwiera polski rynek.

Zgodnie z rządowymi ustaleniami w 2002 r. nastąpi uwolnienie rynku połączeń lokalnych i międzystrefowych, w roku 2003 - połączeń międzynarodowych. Marek Rusin radzi wprost operatorom: inwestujcie teraz w Internet, w sieć transmisji danych o jak najlepszych parametrach (ATM), a gdy przyjdzie ustawowy czas (czyli liberalizacja rynku), natychmiast uruchomcie usługi telefonii głosowej. Takie są skutki konwergencji telekomunikacji i informatyki: odchodzi w przeszłość łączność analogowa na rzecz sieci cyfrowych, wskutek czego traci na znaczeniu podział na głos i tekst.

Proces liberalizacji rynku - jak nigdzie na świecie - rozpoczęto od połączeń lokalnych. To się nie mogło udać, zwłaszcza że TP SA jak tylko mogła utrudniała życie konkurencji, np. proponując jej nierealne stawki za połączenia międzyoperatorskie (tzw. interconnecting) i nie zgadzając się na małą liczbę tzw. punktów styku między sieciami, pod pretekstem obawy przed zablokowaniem ruchu na łączach międzymiastowych. Dlatego operatorzy międzymiastowi - Netia1, Energis i Niezależny Operator Międzystrefowy (NOM) - nadal nie rozpoczęli działalności, mimo że 1 lipca 2000 r. miał być formalnie datą, od której Polacy powinni mieć możliwość wybierania operatora. TP SA prowadzi triumfalną kampanię promocyjną Łączy nas coraz więcej, zachwalając swoje nowe taryfy międzymiastowe, z których usunięto rozróżnienie na strefy do 100 i ponad 100 km. Teraz obowiązuje tylko jedna niższa taryfa międzymiastowa, notabene wprowadzona pod przymusem werdyktu prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który pod koniec stycznia nałożył na TP SA karę pieniężną w wysokości 54,1 mln zł za to, że spółka - wbrew wcześniejszej decyzji tego urzędu - nie zaniechała 'stosowania praktyk monopolistycznych, polegających na pobieraniu nadmiernie wygórowanych opłat za połączenia telefoniczne międzystrefowe na odległość powyżej 100 km'. Według urzędu, TP SA pobierała zbyt wysokie opłaty za połączenia międzymiastowe, a z uzyskanych wpływów pokrywała deficyt spowodowany niskimi opłatami abonamentowymi i niskimi cenami rozmów lokalnych.

Fatalny sposób uwalniania rynku telekomunikacyjnego ewidentnie przyczynił się do tego, że Polska ma najgorzej rozwiniętą sieć telefonii stacjonarnej wśród państw OECD (27 linii telefonicznych na 100 mieszkańców), a ceny usług telekomunikacyjnych w sieciach stacjonarnych, w tym dostępu do Internetu, należą do najwyższych. Skutecznie ogranicza to konkurencyjność naszej gospodarki. Trochę lepiej przedstawia się sytuacja telefonii komórkowej - 18 telefonów na 100 mieszkańców, choć daleko Polsce do unijnej średniej - 50 telefonów komórkowych. I znowu niewielka konkurencyjność ofert trzech operatorów komórkowych - PTK Centertel (spółka TP SA i France Telecom, operator sieci Idea GSM), Polkomtel (sieć Plus GSM) i Polska Telefonia Cyfrowa (operator Ery GSM) - wpływa na wysokie ceny usług.


TOP 200