Konsekwencje decyzji o wejściu w chmurę

Hasło "skorzystajmy z chmury" jest tylko początkiem reakcji łańcuchowej. A to, czy ten łańcuch będzie łańcuchem napędowym, czy też łańcuchem z kulą u nogi dla naszej firmy, zależy tylko od nas.

Dualizm podejścia polskiego użytkownika do tematu korzystania z rozwiązań cloud computing bywa rozbrajający. Podczas rozmów z klientami wciąż widać, że naturalny pęd do oszczędzania przegrywa walkę z tradycją posiadania czegoś, co można dotknąć. Pamiętam jednak, że dokładnie tak samo wyglądały w Polsce początki korzystania z kart płatniczych i kredytowych. Nawet wśród moich "oświeconych" znajomych w tamtym czasie sporą grupę stanowili ci, którzy woleli mieć "gotówkę" zamiast "plastiku". Czas zweryfikował opinie użytkowników i pokazał, że "możliwości" przewyższyły "obawy", a plastikowy pieniądz wszedł na rynek i niepodzielnie na nim króluje. Podobnie będzie i z rynkiem usług IT dostępnych z chmury obliczeniowej. Choć oczywiście - jak karty nie zastąpiły do konta gotówki - tak też będą istnieć obszary, z których chmura nigdy nie wyprze własnych zasobów IT, ale to inna historia…

Chmura, czyli rozwiązanie na żądanie

Jak więc ugryźć ten kawałek tortu, co do którego usługi chmury obliczeniowej mogą zostać zastosowane? Doświadczenie pokazuje, że na początku drogi warto, rozmawiając z potencjalnym klientem, przestać mówić o chmurze, a zacząć korzystać z pojęcia "na żądanie". Chmura jest czymś ulotnym i ze swej natury nietrwałym, dlaczego więc inwestycja w nią miałaby być czym innym, jak mrzonką i stratą pieniędzy? Natomiast rozwiązania dostępne na żądanie to coś, co mam wtedy, kiedy chcę, i tylko wtedy, gdy zapłacę. Brzmi to i lepiej, i jest lepiej odbierane, szczególnie w kręgach osób, które same nie muszą być specjalistami z głębokim zrozumieniem możliwości chmury, ale decydują o wydaniu na nią pieniędzy.

Budując chmurę będziemy mieć przed sobą trzy wyzwania:

- planowanie chmury,

- budowanie chmury,

- uruchomienie chmury.

Pojęcie "na żądanie" lepiej też wygląda na wszelkich wykresach, zdecydowanie częściej branych pod uwagę przy wydatkach niż opisy słowno-muzyczne. Pomimo stosowania pewnych umownych znaków, chmurę trudniej jest jednak rozsądnie narysować niż oszczędności i korzyści podane w pieniądzu. Przykład prezentujemy na załączonym wykresie.

Niebieska linia niech oznacza potrzeby biznesu w temacie dostępności mocy obliczeniowej dla obsługi usługi X. Kolor czerwony sugeruje zaś możliwości jej dostarczenia przez IT, wliczając w to "przerzucanie" obciążenia między posiadanymi zasobami oraz zakupy. Oś pionowa to potrzeby wyrażone w ilości danych, a pozioma - to czas. Po takim wstępie i pobieżnym nawet obejrzeniu wykresu od razu widać, że są miejsca, w których nie można dostarczać usługi, bo brakuje zasobów. Są też momenty, kiedy mamy zbyt dużo zasobów, których nie ma na co zutylizować.

W takiej sytuacji, idąc drogą "tradycyjną", można "rozwiązać worek" z propozycjami implementacji systemów monitorujących bieżące obciążenie, przerzucających to obciążenie, znów je monitorujących i tak w koło. To bardzo atrakcyjna perspektywa, szczególnie dla firm dostarczających narzędzia monitorująco-optymalizujące. Można jednak "zażądać" dodatkowej mocy obliczeniowej i przez określony czas z niej korzystać, a jak już nie jest potrzebna - to przestać. Ciekawą propozycję pokazującą, jak bardzo systemy na żądanie mogą ułatwić życie, ma BMC w grze symulacyjnej Airport Simulation, w której przechodzi się przez kolejne etapy dojrzałości organizacji, przekraczając kolejne bariery nieufności, aż do chmury, uzyskując łatwe do policzenia efekty. Podczas gry zmieniamy sposób zarządzania z ręcznego sterowania posiadanymi zasobami do pełnej automatyzacji zasobów pozyskiwanych z chmury, śledząc jednocześnie, jak postępują spadek kosztów i przyspieszenie reakcji IT na potrzeby biznesu. Przy okazji można się też przekonać, co to jest, i zrozumieć, jakie znaczenie ma pojęcie time-to-market.


TOP 200