Informatyka w służbie

Nie da się sensownie zastosować informatyki w administracji bez świata polityki. To udowodniło życie, szczególnie w ostatnich 10 latach. Jeśli się nie da, to trzeba się publicznie porozumieć. Porozumieć się nie w kręgach znajomych i interesów, lecz porozumieć publicznie, w światłach reflektorów i na oczach społeczeństwa.

Nie da się sensownie zastosować informatyki w administracji bez świata polityki. To udowodniło życie, szczególnie w ostatnich 10 latach. Jeśli się nie da, to trzeba się publicznie porozumieć. Porozumieć się nie w kręgach znajomych i interesów, lecz porozumieć publicznie, w światłach reflektorów i na oczach społeczeństwa.

Pisząc o stanie zaawansowania zastosowań informatyki w administracji (z dowolnym przymiotnikiem, czyli rządowej, samorządowej, specjalnej i każdej innej), zaczyna się standardowo od opisu perypetii z Poltaksem (młodszym czytelnikom i czytelniczkom przypominam - gdyż początek budowy tego systemu to początek lat 90. - że chodzi o stworzenie systemu informatycznego obsługującego system podatkowy państwa); dalej płynnie przechodzi się do ZUS-u, bo to na czasie i nie wiadomo, kiedy zadziała; po drodze, co bardziej pamiętliwi, wcisną jeszcze osławioną aferę z połowy lat 90., dotyczącą budowy poczty elektronicznej administracji rządowej tzw. PEAR, zwanej od nazwy nie istniejącej już firmy aferą "Inter Amsu". To kamienie milowe uzasadniające nieudolność, w zależności od piszących

albo poprzedniej ekipy, albo kolejnej ekipy, albo korupcji, albo firm informatycznych. Dla co bardziej wnikliwych można by dodać jeszcze kilka niepowodzeń i klęsk, by wyłonił się obraz totalnej niemocy w praktycznym zastosowaniu tej techniki urodzonej w XX wieku i, jak chcą wizjonerzy, będącej szansą wieku XXI.

Jak w takim razie pisać o w administracji?

Na pewno trudno, gdyż zawsze ktoś się może obrazić, ponieważ w budowę systemów dla tego sektora było zaangażowanych kilku profesorów, kilkanaście autorytetów i kilkadziesiąt firm. Zawsze też były argumenty za i przeciw. Mam więc prośbę do adwersarzy, aby na tych kilka skreślonych słów spojrzeli z boku, z dystansu. Może wtedy, przypominając sobie kilka prawd oczywistych, będziemy mogli zmienić istniejące społeczne odczucie.

Odczucie, bo nie zgadzam się z tezą, że nic dobrego nie zrobiono w administracji w ostatnich latach. Dobre jednak przebija się do świadomości społecznej dłużej, jest mniej widowiskowe, a ponieważ jeden z tych dobrych przykładów dotyczy np. Centralnego Rejestru Skazanych, trudno oczekiwać, aby ta grupa - czyli skazani - głośno chwaliła jego sprawność i niezawodność, a także tempo i sposób przeprowadzenia projektu.

Co było początkiem?

Niewielu pamięta, że pierwszy duży, ogólnopolski system wdrożony w administracji i to w czasach minionych to PESEL (Powszechny Elektroniczny System Ewidencji Ludności). Było to duże przedsięwzięcie informatyczne, a także organizacyjne i logistyczne, tym większe, że w kraju objętym embargiem technologii trzeba było napisać dla tego przedsięwzięcia system bazodanowy. Jak trzeba było, tak zrobiono. System napisano, wszystkich obywateli do systemu wprowadzono, baza danych działa do dziś. Inną bajką są perypetie związane z jej aktualizacją, ale wybory się odbywają, listy wyborcze drukują i numery do dowodu osobistego wpisują. Na podstawie PESEL-u przeprowadzono też jedną z najtrudniejszych organizacyjnie operacji, dla której sprawne zastosowanie informatyki było podstawą sukcesu, a mianowicie wydawanie Powszechnych Świadectw Udziałowych. Operacja przeprowadzona skutecznie, na terenie całej Polski, bez afer, profesjonalnie i - jak twierdzą jej uczestnicy -zakończona lepszym wynikiem niż program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. W systemie finansowym też jest taki mały, komercyjny sukces zastosowania informatyki, a mianowicie kasy fiskalne! To przedsięwzięcie, dla którego nie trzeba było kupować systemu, lecz stworzyć warunki organizacyjno-prawne, wykorzystać zasady konkurencji - wdrożyło się praktycznie samo. Jaki z tego wniosek - widać wprost.

Jak więc jest naprawdę?

Diagnoz było kilka. Najpoważniejsze usiłował w roku 1994 i 1998 dać Kongres Informatyki Polskiej. Gremium społeczne, złożone z programistów, twórców sprzętu i oprogramowania, wykładowców, nauczycieli, użytkowników systemów oraz przedstawicieli firm. W materiałach I Kongresu nie pisano wprost o informatyzacji administracji, choć sprecyzowano kilka niezbędnych dla powodzenia tego przedsięwzięcia postulatów:

"5. Pilnym zadaniem władzy ustawodawczej jest opracowanie racjonalnych rozwiązań prawnych dotyczących informatyki.

8. Dla prawidłowego przebiegu rozwoju informatyzacji konieczne jest zapewnienie dopływu wykształconych kadr informatycznych, co można osiągnąć tylko na podstawie sprawnie funkcjonującego systemu edukacji".

Na Kongresie ostrzegano też:

"Zbyt często lansowana jest teza, że środkiem wiodącym do uporządkowania działalności oraz oszczędności na kosztach działania danej instytucji jest jej zinformatyzowanie. Prawdziwa informatyzacja jest bardzo kosztownym przedsięwzięciem, jednakże poprawnie przeprowadzona, przynosi nową jakość w funkcjonowaniu instytucji, dzięki wspomaganiu procesów decyzyjnych, wynikających z pełniejszego i łatwiejszego dostępu do informacji".


TOP 200