CV programisty – po co ten certyfikat?

Umiejętność kodowania wcale nie jest gwarancją wymarzonej posady.

W obliczu ogromnego zapotrzebowania na programistów i twórców aplikacji decyzja o zdobywaniu kolejnych certyfikatów i zdawaniu żmudnych egzaminów wydaje się być dość karkołomna. Tym bardziej, że w powszechnym mniemaniu to właśnie doświadczenie i umiejętności wyniesione z codziennej praktyki są cenione najwyżej. W końcu, czyż nie wszystko sprowadza się do sztuki kodowania?

Okazuje się, że niekoniecznie. Zdaniem specjalistów z branży IT – w szczególności osób rekrutujących i aktywnie poszukujących zawodowych wyzwań – to właśnie dodatkowe uprawnienia mogą przypieczętować zdobycie wymarzonej posady. Zwłaszcza wtedy, gdy zakres obowiązków wymaga znajomości zagadnień i umiejętności, na które dziś jest największe zapotrzebowanie.

Zobacz również:

Dowód na posiadanie odpowiednich kwalifikacji

Wśród programistów panuje przekonanie, że portfolio zamieszczane online, np. na stronach GitHub, w wystarczającym stopniu prezentuje ich umiejętności kodowania. Okazuje się jednak, że pracodawcy bardziej przychylnym okiem patrzą na listę posiadanych certyfikatów, które nadal stanowią dużo bardziej wiarygodny i rzeczowy dokument poświadczający kwalifikacje w poszczególnych obszarach programowania i rozwoju aplikacji. Mówiąc wprost, certyfikat pozwala lepiej „się sprzedać”.

- Umiejętności poświadczone certyfikatem dużo korzystniej wyglądają w CV i wyróżniają kandydata szukającego zatrudnienia w branży technologicznej na tle konkurentów – mówi John Reed, starszy dyrektor wykonawczy w firmie Robert Half Technology specjalizującej się w rekrutacji w branży IT.

Kursy i programy umożliwiające zdobycie certyfikatu są realizowane najczęściej w trybie online. Podczas takich szkoleń weryfikowana jest wiedza ogólna w konkretnej dziedzinie, a także umiejętność analizowania i rozwiązywania problemów oraz wiedza szczegółowa w zakresie objętym certyfikatem.

- Niezależnie od rodzaju certyfikatu, czas i wysiłek włożony w jego zdobycie świadczy o zaangażowaniu danej osoby w wykonywaną pracę – twierdzi Marty Puranik, założyciel i prezes spółki Atlantic.Net dostarczającej usługi hostingowe w chmurze. Jak się okazuje, zdecydowana większość kandydatów wpisuje w swoim życiorysie szereg umiejętności, które nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością.

Przykładem są języki programowania, które pojawiają się w CV nawet wtedy, gdy stanowiły jedynie krótkotrwały epizod w karierze programisty. Tymczasem, posiadanie certyfikatu, ukończenie kursu lub zdobycie akredytacji świadczy o pewnym doświadczeniu, dając kandydatowi przewagę nad konkurentami, których umiejętności nie są możliwe do zweryfikowania.

Można by się zastanawiać, czy lepszym rozwiązaniem nie jest po prostu prezentacja stworzonego przez programistę kodu? Czy przedstawianie rzeczywistego wycinka pracy nie jest przypadkiem lepsze od poświęcania wielu godzin na kursy i szkolenia?

Okazuje się, że niekoniecznie. Jak twierdzą ci, którzy wiele takich przedsięwzięć mają już za sobą, zdobywanie kolejnych certyfikatów się po prostu opłaca.

- To prawda, że zapotrzebowanie na programistów jeszcze nigdy nie było tak duże. Warto jednak pamiętać o tym, że równie duża jest rywalizacja o najciekawsze posady oferowane przez najlepszych pracodawców. A ci są z reguły dużo bardziej wymagający – mówi Nathan Wenzler, starszy ewangelista technologii w firmie Thycotic dostarczającej rozwiązania bezpieczeństwa. Sam posiada aż trzynaście certyfikatów z zakresu programowania i innych dziedzin IT, które zdobył w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Ciągłe kształcenie i zdobywanie kolejnych certyfikatów świadczy nie tylko o ogromnym zaangażowaniu kandydata w wykonywaną pracę, lecz również pokazuje, że podjął on próbę weryfikacji własnych umiejętności. I to z pozytywnym skutkiem. Oznacza to, że jest w stanie pomyślnie rozwiązywać stawiane przed nim problemy.

Zdaniem Jeremy’ego Steinerta, kierownika działu programistycznego w firmie WSM International świadczącej usługi migracji w chmurze, certyfikacja ma szczególne znaczenie na początkowym etapie rozwoju kariery zawodowej. W późniejszym okresie, zwykle po przekroczeniu magicznego progu pięciu lat doświadczenia, waga certyfikatów maleje, bo w tym czasie kandydat zdążył już zademonstrować swoje umiejętności i zbudować zaufanie pracodawcy w stosunku do jego wiedzy i doświadczenia. Ale nawet wtedy, ze względu na nieustanne innowacje technologiczne, certyfikaty pokazują, że nie traci on chęci dokształcania się i jest na bieżąco z technologiami.

Certyfikat a wynagrodzenie

Zdobywanie kolejnych certyfikatów może stanowić podstawę do ubiegania się o podwyżkę jako dowód na nieustanne podnoszenie kwalifikacji. Z raportu płacowego (Salary Guide) przygotowanego przez Robert Half Technology wynika, że poziom wynagrodzenia pracownika posiadającego umiejętności poświadczone certyfikatem może wzrosnąć nawet do 10% powyżej branżowej średniej krajowej (badanie przeprowadzono w USA).

- Oczywiście, pracodawcy nie patrzą wyłącznie na to, jakie certyfikaty posiada dany kandydat. W większości przypadków „papierek” nie zastępuje rzeczywistego doświadczenia. Certyfikat może jednak zwiększyć przewagę kandydata nad konkurentami, szczególnie wtedy, gdy potwierdza kwalifikacje w zakresie pracy z najnowszymi technologiami – wyjaśnia John Reed.

- Certyfikacja ma tym większe znaczenie, im bardziej specjalistyczny jest dany wycinek branży, co często przekłada się na wyższe zarobki – twierdzi Igor Landes, wiceprezes ds. inżynierii w firmie Exadel zajmującej się rozwojem oprogramowania biznesowego.

Prosty przykład: konsultant posiadający certyfikat MongoDB zarabia statystycznie więcej niż konsultant nieposiadający takiego certyfikatu. Oczywiście, bogate doświadczenie we wskazanym obszarze pozwala niwelować różnice w wynagrodzeniu, jeżeli pracodawca faktycznie ma świadomość ogromu wiedzy wnoszonej do organizacji przez takiego pracownika.

Marty Puranik uważa jednak, że certyfikaty w zakresie programowania mają większe znaczenie w dużych firmach niż w małych, początkujących start-upach. Wynika to z tego, że nowe przedsięwzięcia wymagają stosowania najbardziej innowacyjnych technologii, dla których ścieżka certyfikacji nie została po prostu jeszcze utworzona. Ponadto, większe organizacje korzystają zwykle ze starszych języków programowania w ramach zastanych już technologii.

- W kulturze korporacyjnej liczba posiadanych certyfikatów zwykle przekłada się na wyższe zarobki, podczas gdy start-upy cenią sobie pewną „hakerską” mentalność, umiejętność pracy pod presją czasu i szybkość myślenia, które trudno zweryfikować w postaci egzaminu – wyjaśnia Elijah Murray, dyrektor ds. technologicznych i współzałożyciel serwisu Lenda zajmującego się finansowaniem kredytów hipotecznych.

- Certyfikacja przynosi korzyści pracownikom, którzy jednocześnie wnoszą do firmy bogate doświadczenie i wiedzę. Niejednokrotnie zdarza się, że mimo wielu kursów i szkoleń niektórzy kandydaci nie posiadają wystarczającego doświadczenia i wiedzy praktycznej, co sprawia, że nie zawsze są w stanie dogłębnie przeanalizować i rozwiązać rzeczywisty problem – wyjaśnia Nathan Wenzler.


TOP 200