Bilans ekologiczny

Magia nalepek

Załóżmy, że są takie komputery. Czy użytkownik ma szansę się o tym dowiedzieć?

Na obudowach komputerów pojawia się coraz więcej wszelkiego rodzaju znaczków i nalepek. Niektóre z nich mają także bezpośrednie znaczenie ekologiczne, np. "Green Workstation" czy "Energy Star". Jednak umieszczanie na komputerze "ogólnoekologicznych" informacji niewiele mówi użytkownikowi na temat faktycznej przyjazności środowiskowej określonego urządzenia.

Wyobraźmy sobie, że z komputerów znikają ceny, a sprzedawca wyposaża je zaledwie w certyfikaty typu "tani", "drogi" czy "na każdą kieszeń". Co dla konkretnego użytkownika znaczą owe hasła? Ci, którzy twierdzą, że wszyscy mają jednakowe kieszenie, nie biorą pod uwagę tego, iż na szczęście nie wszyscy mają jednakowe mózgi, aby w to uwierzyć. Krótko mówiąc: to, czy komputer określamy mianem drogiego, czy taniego jest kwestią relatywną i indywidualną. Truizm? Oczywiście, rzecz jednak w tym, że właśnie w dziedzinie ekologii mamy do czynienia z podobną sytuacją.

Producenci epatują nas przeróżnymi "zielonymi punktami" i "niebieskimi aniołami", zamiast podobnie absolutnymi wartościami jak cena, wyrażona konkretną liczbą w konkretnej walucie. Istnieje zatem pilna potrzeba skonstruowania przejrzystej miary odzwierciedlającej bilans ekologiczny komputera czy innych urządzeń informatycznych. Ideałem byłoby, gdyby owa miara dała wyrazić się w prosty sposób, za pomocą współczynników (np. liczbowych), stanowiących co najmniej standard przemysłowy de facto.

Wydruk bez papieru

W epoce bezpapierowych (teoretycznie) biur, drukarki "wypluwają" kilometry papieru, który często już za chwilę ląduje w koszu. Nieracjonalna gospodarka papierem to dodatkowe obciążenie środowiska. Z papieru nie da się szybko i w sposób całkowity zrezygnować, trudno też wierzyć w skuteczność apeli, liczących na indywidualną oszczędność użytkowników. Należy raczej zapewniać im wygodną alternatywę w stosunku do tradycyjnych wydruków.

Użytkownik często drukuje dlatego, że musi. I nie chodzi tu nawet o wymagania natury organizacyjno-prawnej (archiwizacja, oficjalna korespondencja), ale o wydruki kontrolne i chwilowe. Przykładowo - przygotowujemy graficzną prezentację. Jaki system działa wg pięknej teoretycznie zasady ToCoWiJeTyCoDo, czyli z angielska WYSIWYG (What You See Is What You Get - To Co Widzisz Jest Tym Co Dostajesz)? Jest to wręcz niemożliwe, choćby z tej prostej przyczyny, że typowy ekran komputerowy jest za mały, aby zobaczyć na nim kartkę A4, pionowo i w skali 1:1. Pozostajemy więc w zaklętym kręgu o bardziej wojskowym skrócie WOPK: Wydruk-Ogląd-Poprawki-Kosz, Wydruk-Ogląd-Poprawki-Kosz...

Zielona informatyka

Podczas tej wyliczanki wad komputerów i słusznego uderzania się w piersi nie zapominajmy, że owe maszyny są narzędziem technologii informacyjnej, ta jest niewątpliwie bardziej ekologiczna niż klasyczne dziedziny usługowo-przemysłowe naszej cywilizacji. Celem jest "produkcja" danych i informacji, one zaś są równie nieszkodliwe dla środowiska, jak np. matematyka. Francuskiemu uczonemu LeVerierowi wystarczyła kartka papieru i ołówek, aby odkryć planetę Neptun, niezależnie od brytyjskiego astronoma Adamsa. Zaiste potężne to narzędzia w połączeniu z geniuszem ludzkiego umysłu. Ile materiałów i energii trzeba było, aby wytworzyć wielkie teleskopy do badania Układu Słonecznego? Wniosek: informacją można w pewnych przypadkach zastępować materię i energię, a na stosowaniu takich alternatyw środowisko naturalne może tylko skorzystać.

Telepraca na stanowisku komputerowym nie wymaga dróg i lotnisk, samochodów i samolotów. Transport informacji po bezszelestnych łączach zastępuje uliczny hałas i ryk odrzutowych silników. Mikroprocesor w pralce czy grzejniku to oszczędność wody bądź ciepła. Podobne przykłady można mnożyć. Warto więc zadbać o to, aby "zielony" image informatyki odnosił się również w coraz większym stopniu do jej infrastruktury sprzętowej.


TOP 200