Bariera numer zero

Pisanie o rozwiązaniach i systemach informacji przestrzennej wymaga wiedzy i rzetelności, by nie mącić w głowach tym, którzy nie zajmują się na co dzień tą dziedziną.

Pisanie o rozwiązaniach i systemach informacji przestrzennej wymaga wiedzy i rzetelności, by nie mącić w głowach tym, którzy nie zajmują się na co dzień tą dziedziną.

Tygodnik Computerworld czytuję regularnie i uważnie od bardzo wczesnych jego numerów. Gdy w prenumeracie giną cztery kolejne numery (jak ostatnio) lub gdy znajduję w nim artykuł -oględnie mówiąc - dyskusyjny, nieco się denerwuję. Głos zabieram dość rzadko, teraz jednak uważam, że odezwać się trzeba. Przyczyną jest artykuł Wojciecha Hanika "Mapa pięciu barier" (CW nr 46/2004). Kwalifikuję go jako, przepraszam za słowo, obrzydliwy, nie tylko ze względu na ton, ale także dlatego, że jest płytki intelektualnie, bo Autor nie zadał sobie trudu rozpoznania problemów, o których rozprawia. Ton stosuje napastliwy i używa słów, które mają w Polsce charakter wyzwiska. Gdybym miał zastosować takie samo podejście, to musiałbym napisać, że w całym artykule Autor stosuje ubecki sposób bezdowodowego ferowania wyroku, wykazując proletariacką czujność w tropieniu wroga klasowego. Weźmy pierwsze zdanie tekstu: "Spoza kulis ustawodawstwa geodezyjnego przezierają cenzuropodobne, postkomunistyczne zapędy do centralizowania oraz blokowania dostępu do informacji geograficznej". Co to znaczy? Ustawodawstwo geodezyjne to po prostu prawo, zaś cenzuropodobne są te jego ustępy, w których obecna jest ochrona informacji niejawnych - być może nie zawsze słusznie, ale nadal wymagana przez wojsko.

Centralizowanie samo w sobie nie jest niczym złym, bo np. nie można wprowadzić standardu de iure inaczej niż przez narzucenie go przez silną władzę centralną, która w przypadku sprzeciwu może karać ekonomicznie, a w skrajnym przypadku nawet użyć siły fizycznej. Są to obojętne moralnie zasadnicze cechy każdego państwa, decydujące o jego istnieniu, natomiast mówienie o postkomunistycznych zapędach do centralizowania jest insynuacją wartościującą ideologicznie, zaś "blokowanie dostępu do informacji geograficznej" to pomówienie o przestępstwo. Czym innym jest wszak wynikający z braku pieniędzy w budżecie niedowład organizacyjny lub brak możliwości technicznych, a czym innym "blokowanie dostępu".

Nieświadomemu opisywanych spraw łatwo zamieszać w głowie. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że Autor wskazuje kolejną aferę, bo marnowane są "potężne nakłady z budżetu państwa", a firma geoinformatyczna ponosi "koszty zawyżone do granic absurdu". Postaram się bez użycia cytatów ustaw lub słownictwa specjalistycznego wyjaśnić możliwie krótko, o czym faktycznie mowa. Wielokrotnie używać będę natomiast pojęć geodezja i kartografia (GiK). Są to dyscypliny nauki i techniki zajmujące się od tysiącleci zapisem cech i odniesień przestrzennych oraz wzrokowym przedstawieniem obiektów na Ziemi, czyli informatyką przestrzenną.

Straszne ośrodki

Niewątpliwie polskie rozwiązania prawne dotyczące GiK są przestarzałe. W szczególności dotyczy to klasyfikacji geodezyjnych i kartograficznych materiałów niejawnych i ich ochrony. Jednakże te przepisy są zewnętrzne w stosunku do prawa GiK (zawarto je w rozporządzeniach wydawanych wspólnie przez ministra obrony narodowej i ministra nadzorującego Główny Urząd Geodezji i Kartografii). Prawo geodezyjne jedynie do tych rozporządzeń odsyła.

Opluwanie geodezyjnego urzędasa za niedobre prawo ma taki sens, jak opluwanie astronoma za to, że pozwolił na zaćmienie. Głównym zadaniem urzędnika jest pilnowanie przestrzegania prawa. To na ogół urzędnik pierwszy dostrzega, że nowy przepis jest niedobry. Na ogół tenże urzędnik zdaje sobie sprawę, że obywatel narusza przepis, bo do głowy mu nie przychodzi, że gdy postępuje sensownie, to go narusza. Lekarstwo jest jedno, trzeba zmienić prawo. To jest właśnie zasadniczy komentarz do Pierwszej Bariery Wojciecha Hanika. Nie chodzi jednak tylko o to. Autor napisał, całkiem gołosłownie, że w Polsce przyjęła się praktyka wielokrotnego zarabiania na obywatelu oraz że potężne nakłady finansowe łożone na utrzymanie wszelkiego rodzaju ośrodków geodezyjnych pochodzą z budżetu państwa. Tymczasem Ośrodki Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej (ODGiK), o które idzie Autorowi, utrzymywane są przez budżety samorządów wojewódzkich, powiatowych, a niektóre nawet gminnych. Jest ich nieco ponad 400 i tylko jeden utrzymywany jest z budżetu państwa - ośrodek centralny (CODGiK).

W dużym skrócie można stwierdzić, że ośrodki te zostały powołane do prowadzenia państwowych baz danych GiK. Jeśli są niedofinansowane, to mogą jedynie nieco spowalniać spadek wartości tych zasobów. Według Wojciecha Hanika te wprost diaboliczne ośrodki "produkują, przetwarzają i gromadzą olbrzymie ilości danych, skrzętnie broniąc do nich dostępu, także przez zastosowanie mechanizmów ekonomicznych". Po pierwsze, wcale nie produkują danych! Owszem, gromadzą dane, zbierając je od geodetów, zaś niektóre (nieliczne, te lepiej wyposażone) je przetwarzają, ale żaden ich nie produkuje!

Po drugie, ośrodki nie bronią do nich dostępu, bo z udostępniania danych żyją. Nie wiem, o jakie perfidne mechanizmy ekonomiczne chodziło Autorowi, bo więcej na ten temat nie napisał. Wspomniany Centralny Ośrodek Dokumentacji GiK, jedyny zasilany z budżetu państwa, przechowuje tę część danych GiK, które dotyczą całego kraju lub mają dla niego znaczenie. Są to przede wszystkim dane prac i osnów "podstawowych", mapy o skalach małych, w tym mapy fotogrametryczne lotnicze lub satelitarne. Od jakiś sześciu miesięcy CODGiK udostępnia BDO (bazę danych ogólnogeograficznych) emitowaną jako jednolitą mapę na arkuszach w skalach od 1:250 tys. do 1:4 mln, zgodną ze standardami Euro Map). Podobnie jak wszystkie inne mapy, w przypadku druku nie jest ona "wytwarzana z pieniędzy podatnika" tylko z papieru mapowego II klasy.

Utworzenie tej bazy nastąpiło na zlecenie GUGiK w drodze zamówienia publicznego za pieniądze funduszu gospodarki zasobem (FGZ). Jest to fundusz związany z tajemniczym zasobem, o którym wspomniał Autor w zdaniu "tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy zasób geodezyjny jest dobrem wspólnym?".


TOP 200