W zgodzie z historią

Z Leszkiem Szewczykiem, konsultantem Programu Rozwoju Narodów Zjednoczonych UNDP, współautorem raportu "Wskaźniki realizacji milenijnych celów rozwoju w polskich gminach", rozmawia Andrzej Gontarz.

Z Leszkiem Szewczykiem, konsultantem Programu Rozwoju Narodów Zjednoczonych UNDP, współautorem raportu "Wskaźniki realizacji milenijnych celów rozwoju w polskich gminach", rozmawia Andrzej Gontarz.

Dociera do nas coraz więcej danych statystycznych na temat korzystania z Internetu. Często są to dane sprzeczne z sobą. Dlatego albo się cieszymy, albo martwimy stopniem naszego udziału w globalnej sieci. Tyle tylko, że na tym w zasadzie kończy się pożytek z przeprowadzonych badań. Zazwyczaj brakuje już głębszej analizy czy interpretacji otrzymanych zastawień.

Na początek trzeba sobie uświadomić różnice między różnymi badaniami Internetu. Kulturolodzy zajmują się przede wszystkim mnogością form i treści zjawiska Internetu, socjolodzy - więzami społecznymi, które się tworzą przy okazji korzystania z sieci, a dopiero na końcu jedni i drudzy pytają o ludzi tworzących i użytkujących Internet: ilu ich jest, kim są, skąd pochodzą, gdzie mieszkają i pracują, czego szukają i co w nim znajdują; ilu z tych, którzy mogliby być internautami, ma na to szanse i możliwości, itp., itd.

Odpowiedzi na pytania "socjologiczne" mają dla wiedzy o społecznej skali i kulturowej treści zjawiska, jakim jest Internet, bardzo duże znaczenie. Ważne są także dla praktyki, ryzykowne jest bowiem zaangażowanie znacznych środków w techniczną infrastrukturę Internetu, gdy za przewodnika ma się głównie własną intuicję. Wypowiedzi o wirtualnej przestrzeni, o zasobach internetowych, czy o jego użytkownikach często są formułowane tak, jak gdyby sieć funkcjonowała w sposób samoistny, jakby jej użytkownikami nie byli żywi i do czegoś dążący ludzie. Takie abstrakcyjne podejście jest dość rozpowszechnione. Warto więc sobie uzmysłowić, kto korzysta z Internetu - ilu ludzi, jacy ludzie, skąd są ci ludzie. Nie jest tak, że to są ludzie znikąd. Oni nie żyją przecież w rzeczywistości wirtualnej. Przestrzeń wirtualna nie jest niezależna, to tylko dodatkowa, nowa - komunikacyjna - sfera ich przestrzeni społecznej. Potencjalni i faktyczni użytkownicy Internetu najpierw są zlokalizowani przestrzennie w świecie rzeczywistym, żyją w konkretnych społecznościach, mieszkają i pracują w konkretnych miejscowościach. To usytuowanie wywiera wielki wpływ na geografię Internetu.

Jaka jest zatem najbardziej popularna metoda badań użytkowników Internetu?

W zgodzie z historią

Leszek Szewczyk, konsultant Programu Rozwoju Narodów Zjednoczonych UNDP

Jest to zadawanie pytań bezpośrednio wybranym osobom - czy mają dostęp do Internetu, jak często z niego korzystają, co oglądają. Niestety, ludzie często mówią np. to, co chciałby usłyszeć ankieter (może on sugerować to respondentom mową ciała, gestem czy mimowolnym wtrąceniem). Poza tym ludzie czują respekt do tego, co jest powszechnie wysoko cenione. Dostosowują do tego swoje odpowiedzi, bez względu na stan faktyczny. Nie zawsze można zweryfikować te odpowiedzi.

Internautów i ich faktyczne zachowania badać jednak można również we wnętrzu sieci. Do gromadzenia informacji o zachowaniach internetowych aktorów wykorzystuje się narzędzia informatyczne, np. cookies. Po statystycznym przetworzeniu zgromadzonych informacji wiadomo m.in. w jakich miejscowościach znajdują się serwery-bramki najbliższe lokalnym użytkownikom komputerów, jak często oni się z nimi łączą, kim są, jakie treści i jak często widują na ekranach swoich komputerów, kto treści tych był nadawcą, autorem itp. Dzięki takim informacjom możemy odtworzyć mapę "zakotwiczenia" i osadzenia przestrzeni wirtualnej w realnej przestrzeni społecznej.

Co na niej widać?

To zależy od socjologicznej wyobraźni analityka. Także wyobraźni tego, kto mu zleca badanie aktorów sceny internetowej. Przede wszystkim jednak pryska mit o tym, że każdy może z każdego miejsca i o każdej porze skorzystać swobodnie z zasobów i usług oferowanych przez Internet. To, gdzie się fizycznie mieszka czy przebywa, ma olbrzymie znaczenie dla możliwości wejścia i poruszania się po wirtualnych przestrzeniach. Podłoże dla bardziej dynamicznego rozwoju internetowego medium istnieje przede wszystkim tam, gdzie już wcześniej został zakumulowany znaczny kapitał kulturowy, społeczny i ekonomiczny, a więc głównie w metropoliach oraz dużych i średnich ośrodkach miejskich.

Na mapie wyraźnie widoczne są trzy kategorie obszarów: po pierwsze, węzły metropolitarne, po drugie, biegnące między nimi - wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych, przez większe i mniejsze miejscowości - pasma oraz, po trzecie, obramowane przez węzły i pasma tzw. nisze cywilizacyjne. Najlepiej rozwinięta infrastruktura dostępu do Internetu i największe grupy jego użytkowników skupiają się w obszarach metropolitarnych. O klasę gorzej jest na obszarach pasm łączących węzły. W niszach warunki dostępu są zdecydowanie najsłabsze; tu też życie internetowe kwitnie najmniej bujnie. Tak rysuje się ogólna tendencja. Zdarzają się wcale nie rzadkie wyjątki od tej zasady, ale z reguły stoi za nimi świadomy wysiłek całych społeczności lokalnych.

Internet to z technicznego punktu widzenia nic innego jak komputer, sieć telekomunikacyjna i wtyczka do gniazdka sieciowego. Internauci są wszędzie tam, gdzie istnieje możliwość podłączenia wtyczki do gniazdka, a o tym przesądza przede wszystkim zasięg kablowej sieci telefonicznej. Na ogół sieć dostępowa do Internetu jest dziedziczona po sieci telefonicznej, a najwięcej internautów jest tam, gdzie wcześniej dobrze rozwinięto sieć telefoniczną. Jest ona rozbudowywana i modernizowana, ale nowe kable kładzie się generalnie i tak przy tych samych, dawnych traktach, w tych samych studzienkach i kanałach technicznych. Sieci internetowe nakładają się na historycznie wykształcone dysproporcje przestrzenne.

Wyniki badań pokazują wyraźnie, że korzystanie z Internetu - medium przyszłości, jak niektórzy uważają - najlepiej rozwija się tam, gdzie jest dobrze rozwinięta infrastruktura z przeszłości, sprzed epoki Internetu. Telefony instalowano głównie tam, gdzie były ośrodki przemysłowe, centra kultury, centra strategicznych decyzji politycznych. Tam też siłą rzeczy teraz jest najlepszy dostęp do Internetu. Sieci telefonii komórkowej, oferujące "kompaktowy" Internet, geografii tej zasadniczo nie zmienią.

Z tego by wynikało, że szanse na gwałtowny skok cywilizacyjny za sprawą technik informacyjnych, o czym niektórzy u nas marzyli bądź jeszcze marzą, są znikome. Rozwój ma charakter ewolucyjny, odbywa się poprzez kumulację zasobów.

Przestrzenny układ dostępu do sieci jest odzwierciedleniem przestrzennego układu rozwoju cywilizacyjnego sprzed 20, 50, 100, a może i więcej lat. Najnowocześniejsze medium, które ma nas wprowadzić w lepszą, świetlaną przyszłość, ma wiele bardzo istotnych ograniczeń natury historycznej. Jego dzisiejszy stan jest uobecnieniem wielu lat historii. Rozwój Internetu kontynuuje w gruncie rzeczy układ przestrzenny, którego dopracowano się przez wieki, trochę tylko go modyfikując. Zasadnicze ramy tego układu ukształtowano w Średniowieczu, kiedy to większość współczesnych miast uzyskiwała swoje lokacje.

Dekompozycji ulegały natomiast hierarchie ich znaczenia.

W ośrodkach miejskich przez wieki kumulowano potencjał kulturowy, ekonomiczny, społeczny, polityczny. To teraz procentuje m.in. lepszym dostępem do Internetu i większą dynamiką rozwoju infrastruktury teleinformatycznej. Zgodnie ze starym prawem ekonomii, zgromadzony kapitał rośnie szybciej tam, gdzie jest go więcej. Tak więc samotny użytkownik Internetu w ubogich miejscowościach jest na gorszej pozycji niż duża grupa internautów w społecznościach bogatych.

Internet otwiera ludziom nowy kanał komunikacji, ale nie jest to kanał w pełni autonomiczny, jak to się na ogół przedstawia. Co prawda, ma swoje specyficzne cechy i właściwości, ale też stanowi uzupełnienie, rozwinięcie, poprzednich kanałów komunikacyjnych. Przestrzeń społeczna i kulturowa powiększa się o nową sferę komunikacji, ale fizyczne rozmieszczenie jej technicznej infrastruktury nie zmienia się jakościowo aż tak bardzo. Okablowanie współczesnych sieci telekomunikacyjnych kładzie się z reguły obok traktów i dróg, których przebieg na polskich ziemiach wydeptywano przez wieki.


TOP 200