Szanse i wyzwania

Z Jerzym Kalinowskim, prezesem AMG.net, wiceprezesem Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, rozmawia Dorota Konowrocka.

Z Jerzym Kalinowskim, prezesem AMG.net, wiceprezesem Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, rozmawia Dorota Konowrocka.

Szanse i wyzwania

Jerzy Kalinowski, prezes AMG.net

Rozmawiając z szefami polskich firm informatycznych, mam nieodparte wrażenie, że nie mają zdania na temat zmian, które nastąpią w polskim sektorze IT po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. Z czego to wynika? Trudno jest określić kształt przyszłości, czy też nikogo on nie interesuje?

Sądzę, że przyczyny są co najmniej dwie. Po pierwsze, menedżerowie polskich firm nie zastanawiają się zbyt często, jak będą one funkcjonowały za dwa, trzy lata, nie starają się przewidzieć kształtu rynku w 2005 r. czy 2006 r. Firmy są zarządzane operacyjnie, a nie strategicznie czy choćby taktycznie. Po drugie, Europa w pewnym sensie jest już w Polsce. 1 maja 2004 r. nie zajdą żadne radykalne zmiany. Z pewnością zmienią się zasady, zgodnie z którymi kształtowane jest prawo. Dyrektywy Unii ograniczą możliwość dowolnej zmiany prawa zależnie od okoliczności, co z pewnością będzie miało ogromny wpływ na sektor telekomunikacyjny. Wydaje się również, że nie docenia się w Polsce faktu, że wejście Polski do Unii wymusi projekty informatyczne związane z koniecznością dostosowywania naszej administracji do przyjętych w Unii standardów współpracy z przedsiębiorcą i obywatelem.

Chodzi m.in. o możliwość kontaktowania się z urzędami i załatwiania niektórych formalności przez Internet?

Zasady te zostały sformułowane m.in. w programie eEurope 2005. Zdefiniowano w nich standardy, które obowiązują kraje członkowskie Unii. Istnieją konkretne wytyczne, jakiego rodzaju sprawy obywatel czy przedsiębiorca będzie mógł załatwić przez Internet czy za pomocą innych kanałów elektronicznych. Nasze wejście do Unii oznacza konieczność wdrożenia tych standardów, rozpisania przetargów i realizacji projektów zmierzających do udostępnienia kanału elektronicznego na styku administracja-obywatel i administracja-przedsiębiorstwo.

W wyniku wejścia Polski do Unii powiększy się więc - dzięki projektom w sektorze administracji publicznej - polski rynek IT?

Tak. I jednocześnie na rynku tym będzie trochę mniej miejsca dla firm polskich. W innych krajach Unii wiele informatycznych systemów współpracy administracji z obywatelem jest już wdrożonych albo wdrażanych. Firmy, które zrealizowały te projekty, mają już doświadczenia i będą szukać nowych rynków. W Polsce działa większość dużych firm międzynarodowych, ale nie ma jeszcze wielu znaczących firm europejskich. W pierwszej połowie lat 90. rynki wschodnioeuropejskie były interesujące dla inwestorów i wówczas wchodziły na nie duże firmy zachodnie. W drugiej połowie lat 90. boom gospodarczy i technologiczny powiększył rynki wewnętrzne, potencjalni eksporterzy nie byli więc nastawieni na ekspansję do naszego regionu, lecz raczej na wykorzystanie możliwości, które pojawiały się na rynkach lokalnych. Obecnie tempo wzrostu polskiego rynku IT nie jest tak wysokie jak jeszcze kilka lat temu, kiedy przychody w sektorze rosły średnio blisko 30% w skali rocznej. Nadal jest to rynek duży, nie doinwestowany, stwarzający możliwości. I firmy europejskie pojawią się na nim zachęcone możliwością wdrożenia znanych im rozwiązań dla administracji publicznej. Pogoń za nowymi możliwościami będzie tym łatwiejsza, że w Polsce zaczną obowiązywać te same zasady rejestracji i prowadzenia działalności gospodarczej co w innych krajach Unii. Większe zainteresowanie firm europejskich projektami informatycznymi realizowanymi w polskiej administracji powinno też wpłynąć na większą przejrzystość zasad rozstrzygania przetargów. Firmy zagraniczne coraz częściej będą pytać, dlaczego dziś te zasady są tak niejasne i niezrozumiałe.

Czy jednak dostosowywanie administracji do europejskich wymagań oraz związane z tym projekty i możliwości nie opóźnią jeszcze bardziej rozwoju konkurencyjności polskich firm, nie powiększą jeszcze bardziej luki dzielącej nas od najbardziej innowacyjnych rynków informatycznych, nie opóźnią momentu, w którym przedsiębiorcy zdecydują się wyjść na rynki zewnętrzne?

Na polskim rynku IT, gdzie w latach 90. dominowało dostarczanie pudełek, tak łatwo było w ubiegłej dekadzie osiągać zysk i wzrost, że przedsiębiorcy całkiem słusznie nie interesowali się rynkami zagranicznymi. Zresztą, z czym polski przedsiębiorca od pudełek mógł startować na rynku zachodnioeuropejskim? Wydaje się jednak, że nadmiernie koncentrując się na naszym lokalnym rynku, przegapiliśmy moment na stworzenie potencjału w dziedzinie produkcji oprogramowania. Bułgarzy produkują sporo oprogramowania dla Stanów Zjednoczonych. Węgrzy osiągają trzykrotnie większy niż Polska przychód z eksportu produktów i usług informatycznych, choć są krajem zdecydowanie mniejszym. W Polsce powstaje dużo mniej produktów i usług na eksport.

Co musi się zmienić, by Polska miała szanse w konkurencji z firmami europejskimi?

Nieunikniona jest konsolidacja polskiego rynku, z czym wiąże się zmiana modelu zarządzania. Kwestia "ego" właścicieli firm jest jedną z głównych barier w sprawnej konsolidacji sektora. Polskie firmy IT są zarządzane przez właścicieli, którzy je zbudowali i do tej pory są przekonani, że sami powinni decydować o wielu szczegółowych aspektach operacyjnego działania firmy. To musi się zmienić. Nadchodzi zmierzch firm właścicielskich, zmierzch modelu włoskiego, w którym firmami zarządzają ich właściciele. W polskim sektorze IT powoli zaczyna obowiązywać model anglosaski, w którym prawo własności jest oddzielone od zarządzania.

Czy system zarządzania jest jedynym elementem, który zdecyduje o konkurencyjności polskich firm IT?

Zdecydują wizja i strategia działania oraz dostęp do pieniędzy na inwestycje. Tylko inwestycje i innowacje dają możliwość bycia konkurencyjnym na tym rynku. Wprowadzenie na rynek czegokolwiek nowego wymaga inwestycji w badania i rozwój, w kształcenie kadr czy rekrutację doświadczonych specjalistów. Ale ktoś musi jednak stymulować badania podstawowe, prace badawczo-rozwojowe prowadzone na uczelniach wyższych.


TOP 200