e-Government po polsku

Dyskusja nad Agendą Cyfrową skoncentrowała się w Polsce praktycznie na zapewnieniu szerokopasmowego dostępu do Internetu. Przeszliśmy za to do porządku dziennego nad tym, że Komisja Europejska planuje, iż do 2015 r. ponad 50% obywateli UE będzie korzystać z e-usług administracji.

Komisja Europejska oczekuje, że wszystkie kraje członkowskie sporządzą strategie wdrażania Agendy Cyfrowej. Musi więc pojawić się nieuchronne pytanie, jak się ma stan polskiej elektronicznej administracji do tych planów. Z jednej strony należy uczciwie powiedzieć, że od czasu wejścia do UE dokonał się w Polsce jakościowy skok w tym obszarze. Wdrożono z powodzeniem szereg systemów informacyjnych zarówno w administracji centralnej, jak i w samorządach. Nad wieloma innymi "potrzebnymi od zawsze" trwają intensywne prace. Głębokie nowelizacje ustawy o informatyzacji, ustawy o dowodach osobistych i przygotowywana nowela ustawy o e-podpisie usuną kolejne rygle tkwiące w mechanizmie polskiego e-Government. Mimo to jestem sceptyczny, że zdołamy w ten sposób, osiągnąć ów 50-proc. wskaźnik wykorzystania e-usług w administracji. Są bowiem trzy fundamentalne powody, które wskazują, że polski e-Government - w obecnym kształcie - osiągnął granice rozwoju.

Powód I: brak kompleksowego podejścia

Polska jest chyba jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym ciągle utożsamia się elektroniczną administrację z usługami świadczonymi na drodze elektronicznej przez urzędy. Zupełnie tak jakby nic się nie zmieniło od 2002 r., kiedy to Komisja określiła tzw. 20 podstawowych usług e-Administracji. Natomiast w innych krajach unijnych pod pojęciem eGovernment rozumie się wszystkie formy kontaktu klienta z administracją wykorzystujące technologie ICT. Dobrym przykładem może być model opracowany przez Szwedzką Agencję Innowacji w Administracji Vinnova, która definiuje eGovernment, jako taki sposób kontaktu obywatela z urzędem, który - dzięki możliwościom technologii teleinformatycznych - zapewnia aktywny dialog stron tego kontaktu. To bardzo pojemna definicja, w której na eGovernment składają się: e-Usługi, e-Demokracja i e-Management.

Tak więc "elektroniczna administracja po polsku" to tylko jeden wymiar eGovernment wg. Vinnova. W innych wymiarach - zwłaszcza w obszarze e-Management - niestety niewiele zdziałaliśmy. Skutek, to czysto resortowy charakter systemów polskiej administracji (zwłaszcza centralnej). W praktyce wygląda to tak, że systemy poszczególnych resortów nieźle sobie radzą z obsługą spraw klienta, jeśli tylko dotyczy ich obszaru. Problemy pojawiają się, gdy sprawa dotyka kilku urzędów albo zachodzi konieczność sięgnięcia do danych zgromadzonych przez inną instytucję. Klient nie załatwia jednej sprawy, lecz szereg spraw cząstkowych, w których zbiera dokumenty i wędruje z nimi między urzędami. Tak więc w Polsce nie "rejestrujemy firmy", lecz załatwiamy wpisy w Ewidencji Działalności Gospodarczej, Urzędzie Skarbowym, występujemy o REGON itp. itd.

Tak naprawdę urzędy jedynie łatają braki informacyjne, aby wyeliminować próby nadużyć. Niestety, ten ułomny sposób odwzorowują też resortowe systemy eGovernment. Mam nadzieję, że takie projekty jak Platforma e-PUAP pokażą w końcu możliwości integracji funkcji "od strony klienta" i danych "od strony administracji" w sposób nie naruszający autonomii i dobrego funkcjonowania systemów resortowych. Nie jest to przecież nic nowego.