Zrobimy wszystko

W przypadku firmy British American Tobacco, znanej na naszym rynku z papierosów PallMall czy Sobieski, uwidacznia się przewaga, jaką w przygotowaniu do nadejścia roku 2000 mają duże międzynarodowe korporacje. Mylące jest zresztą mówić o przewadze. Gdy zestawić BAT z przeciętnym polskim przedsiębiorstwem, zdawać by się mogło, że firmy te istnieją w dwóch różnych światach, a nie w tym samym kraju i w tym samym czasie. W pierwszym z tych światów problem roku 2000 jest rychłym i realnym zagrożeniem dla funkcjonowania firmy, zaś w drugim, odległą i mało ważną sprawą.

W przypadku firmy British American Tobacco, znanej na naszym rynku z papierosów PallMall czy Sobieski, uwidacznia się przewaga, jaką w przygotowaniu do nadejścia roku 2000 mają duże międzynarodowe korporacje. Mylące jest zresztą mówić o przewadze. Gdy zestawić BAT z przeciętnym polskim przedsiębiorstwem, zdawać by się mogło, że firmy te istnieją w dwóch różnych światach, a nie w tym samym kraju i w tym samym czasie. W pierwszym z tych światów problem roku 2000 jest rychłym i realnym zagrożeniem dla funkcjonowania firmy, zaś w drugim, odległą i mało ważną sprawą.

Firmy międzynarodowe przede wszystkim prowadzą skoordynowane, centralnie zarządzane projekty. Nie trzeba nikogo przekonywać o potrzebie wdrożenia projektu rok 2000. Jego wprowadzenie jest obowiązkiem dla wszystkich oddziałów firmy. Także polskiego oddziału BAT, który ma dużą fabrykę w Augustowie, kupioną w ramach prywatyzacji majątku państwowego. "Dużą część sprzętu otrzymaliśmy w spadku, po państwowej fabryce. Wszystko, co budzi nasze podejrzenia, że może się okazać niezgodne z rokiem 2000, zostaje wymienione" - mówi Roman Maret, kierownik działu informatyki w BAT. Obecnie budowana jest nowa hala produkcyjna. Wszystkie jej elementy sprawdzane są pod kątem zgodności z kryterium roku 2000. W działającej fabryce najbardziej niepewnym elementem pozostaje automatyka. "Nie da się jej całkowicie przetestować, bo po pierwsze, nie ma na to czasu, a po drugie -trzeba by w tym celu wstrzymać produkcję" - obawia się Roman Maret.

Wszystko w komputerze

Łatwiej kierować projektem milenium, gdy dysponuje się obszerną centralną bazą wiedzy o problemie roku 2000. W BAT integralną częścią globalnego projektu milenium, który powstał już w 1996 r., jest repozytorium informacyjne, zbudowane na bazie Lotus Notes. Znajdują się w niej informacje o stopniu przygotowania do nadejścia roku 2000 komputerów i programów oraz typowych urządzeń, wykorzystywanych w przemyśle tytoniowym. Wszystkie współpracujące z BAT firmy podzielono na globalne, regionalne i lokalne. Przygotowanie produktów firm, należących do tych dwóch pierwszych kategorii (cały świat i Europa), będzie sprawdzać centrala firmy (a uzyskane wyniki dostępne są w bazie danych BAT). W każdym kraju za projekt milenium ostatecznie odpowiada dyrektor naczelny.

"Na początku za prowadzenie projektu odpowiadał informatyk. Szybko się jednak z tego wycofaliśmy - jest to bowiem głównie problem biznesowy, a nie informatyczny" - twierdzi Roman Maret. Informatyk nie rozwiąże np. ustalenia właściwej współpracy nad problemem roku 2000 z kooperantami firmy. Wyniki prowadzonych przygotowań co miesiąc muszą być raportowane do centrali poprzez umieszczenie danych w centralnej bazie, z której raz wprowadzonych danych nie można już usunąć. Dostęp do niej mają wszystkie oddziały BAT. Ponadto przeprowadzony jest okresowy audyt postępu prac (prowadzony przez zewnętrzną firmę, wynajmowaną przez centralę).

W Polsce firma ma 300 lokalnych partnerów handlowych o szczególnym znaczeniu (nie licząc odbiorców). Od każdego z nich trzeba uzyskać gwarancję, że sam przygotowuje się do nadejścia roku 2000.

Zaskakujące zapytania

Wysyłka listów do dostawców rozpoczęła się w ubiegłym roku. "Nasze pytania rzadko kiedy spotykały się ze zrozumieniem. Często musieliśmy wyjaśniać, na czym w ogóle polega problem roku 2000" - mówi Edyta Mirecka, administrator Projektu Milenium w BAT. Najbardziej niepokojące były lakoniczne, krótkie odpowiedzi w rodzaju - "jesteśmy gotowi, bo w systemie przechowujemy daty na 8 pozycjach". Wówczas pracownicy BAT zawsze starali się wydobyć szczegółowe informacje podczas bezpośrednich spotkań, w których starano się np. ustalić, czy przeprowadzono testy sprawdzające interfejsy między poszczególnymi systemami - element szczególnie podatny na awarie przy zmianie daty. "Jeśli ktoś nie potrafi wskazać daty zakończenia projektu, mówiąc, że będzie gotowy 31 grudnia 1999 r., jest to dla nas poważny znak ostrzegawczy. Zapewne jeszcze w ogóle nie zaczął niczego robić" - uważa Roman Maret. Osoby prowadzące projekt milenium w BAT przyznają, że najlepiej byłoby, gdyby dostawca potrafił ich przekonać, iż rzeczywiście jest przygotowany. W przypadku krytycznych systemów nie wystarczy zapewnienie.

Obecnie poważnym problemem dla BAT jest uzyskanie informacji o przygotowaniu infrastruktury technicznej, zarządzanej przez właściciela budynku, w którym wynajmowane są pomieszczenia biurowe, wykorzystywane przez zarząd firmy w Polsce. "Być może przyjdzie nam poszukać innego biurowca" - twierdzi Roman Maret. Centrala BAT zaleciła bowiem zrywanie wszelkich kontraktów ze współpracującymi firmami, które nie potrafią wykazać, że prowadzą prace związane z problemem milenium. Warto tutaj zauważyć, że w tym samym budynku w Warszawie swoją siedzibę ma największa w Polsce firma komputerowa.