Zamach stanu, czyli kto tu rządzi

Debatę na temat nowego Prawa telekomunikacyjnego przerwał na chwilę ostry protest Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, obawiającej się utraty władzy nad interaktywnymi usługami cyfrowymi.

Debatę na temat nowego Prawa telekomunikacyjnego przerwał na chwilę ostry protest Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, obawiającej się utraty władzy nad interaktywnymi usługami cyfrowymi.

Nowy, w założeniach bardziej liberalny, system regulacyjny Unii Europejskiej ma ujednolicić warunki działania wszystkich uczestników sektora komunikacji elektronicznej. Zmiany są istotne, chociaż nieradykalne. To raczej logiczna kontynuacja i ewolucja pakietu regulacyjnego sprzed kilku lat, opracowanego w czasach, kiedy nie zdawano sobie sprawy np. z tego, że różnorodne technologie przekazu informacji mogą się wzajemnie uzupełniać lub zastępować. Dla polskiego rynku poprawienie niedomagań Prawa telekomunikacyjnego jest szczególnie ważne, bo ani dostępność usług, ani tym bardziej konkurencyjność oferty nie spełniają naszych oczekiwań. Tymczasem protest Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) przeciwko stanowisku rządu nie ma zbyt wiele wspólnego z rozwojem konkurencji.

Władza koncesji

KRRiT - utwierdzając się w poczuciu ogromnej władzy - przez kilka pierwszych lat istnienia była zajęta wydawaniem koncesji nowym nadawcom. Kiedy zaś kończył się pierwszy etap podziału dostępnych zasobów widma częstotliwości fal radiowych, zaczęto się rozglądać za nowymi wyzwaniami. Co jakiś czas powracała myśl, że są przecież inne sposoby rozpowszechniania informacji niż radiofonia i telewizja. W związku z tym - przy okazji projektu prawie każdej nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji, a było ich od połowy lat 90. sporo - pojawiały się próby rozszerzenia kompetencji regulacyjnych Rady przynajmniej na niektóre usługi lub podmioty rynku telekomunikacyjnego.

Przy okazji jednego z takich projektów nowelizacji, w grudniu 1996 r. Bolesław Sulik, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, podczas obrad sejmowej Komisji Kultury i Środków Masowego Przekazu przedstawił następujący wywód: "Prawo radiowo-telewizyjne wymaga dostosowania do możliwości, jakie stwarza cyfrowa technika produkcji, i rozpowszechniania programów, integracji usług w sieciach telekomunikacyjnych oraz wykorzystania częstotliwości przeznaczonych na rozpowszechnianie programów do świadczenia innych usług. Ponieważ rozwój możliwości technicznych i inicjatyw w tej dziedzinie jest bardzo szybki, konieczne jest dokonanie rozgraniczeń kompetencyjnych między poszczególnymi organami państwowymi tak, aby problemy kompetencyjne nie hamowały rozwoju oferty audiowizualnej. Główne problemy w tym zakresie koncentrują się na styku między administracją radiofonii i telewizji a administracją łączności. Rozważenia wymaga kwestia zakresu reglamentacji prawnej treści przekazywanych do powszechnego odbioru w sieciach telekomunikacyjnych. Należy się spodziewać pojawiania się różnego rodzaju ofert udostępniania utworów audiowizualnych niestanowiących programu w dotychczasowym rozumieniu tego pojęcia".

Propozycję rozstrzygnięcia dylematu podziału kompetencji pomiędzy regulatorów rynku telekomunikacyjnego i medialnego wyjaśniał ówczesny projekt nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji. Zezwolenia wydawanego przez przewodniczącego KRRiT miało wymagać rozpowszechnianie drogą radiową jakichkolwiek informacji, obrazów lub znaków, chociaż nie byłyby programami w rozumieniu Prawa o radiofonii i telewizji. W tym samym projekcie nowelizacji znalazła się sugestia, aby uprawnienia do świadczenia jakichkolwiek usług telekomunikacyjnych przez nadawców radiowych lub telewizyjnych wydawano "w porozumieniu" z przewodniczącym Rady, co należy rozumieć, "po uzyskaniu jego zgody".

Proponowanej nowej redakcji przepisów nie przyjęto, ale przy okazji kolejnych projektów nowelizacji ponownie roztrząsano kwestię usług dodatkowych świadczonych przez nadawców, np. teletekst czy komunikaty RDS. Wciąż powracającym tematem stały się próby objęcia Internetu władzą regulacyjną Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Prawdopodobieństwo wprowadzenia koncesji na rozpowszechnianie treści w Internecie stało się wprawdzie nieco mniej atrakcyjne po pęknięciu internetowej bańki w 2000 r., ale temat nie znika, ponieważ znaczenie internetowych serwisów informacyjnych szybko rośnie. Trzeba też brać pod uwagę, co może sobie myśleć regulator rynku mediów o tym, że użytkownicy szerokopasmowego dostępu do Internetu zyskują możliwość słuchania tysięcy stacji radiowych lub oglądania stacji telewizyjnych nadających wyłącznie w Internecie.

Zielona Księga

W październiku 2003 r. na stronie internetowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przedstawiono tzw. Zieloną Księgę, prezentowaną jako polityka państwa w dziedzinie mediów elektronicznych (podtytuł

dokumentu brzmi Założenia Nowej Ustawy o Mediach Elektronicznych). Od kilkunastu tygodni odesłanie do Zielonej Księgi na internetowej stronie Rady wygląda, jak odesłanie do najważniejszego dokumentu programowego. Nie ma przy tym komentarza, że to raport ekspercki, którego nie należałoby interpretować jako stanowiska KRRiT.

Powstanie dokumentu zostało sfinansowane przez fundusz PHARE, a więc z pewnością za wiedzą Komitetu Integracji Europejskiej. Dokument opracował zespół, w którym uczestniczyli dr Karol Jakubowicz, prof. dr hab. Bogdan Jung i dr hab. Tadeusz Kowalski, koordynujący całość prac. Skorzystano ponadto ze wsparcia wielu polskich ekspertów Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w tym francuskiego regulatora mediów - Direction du Développement de Médias oraz specjalistów z Francji, Danii i Wlk. Brytanii. Ze strony Rady kierownictwo nad projektem sprawowali Waldemar Dziubanowski i Aleksander Łuczak.


TOP 200