Wydruki na hektary

Rynek systemów druku masowego przeżywa rozkwit, a jednocześnie podlega silnym przeobrażeniom. Czy zmiany technologiczne oznaczają zmianę warty przy najbardziej lukratywnych kontraktach?

Rynek systemów druku masowego przeżywa rozkwit, a jednocześnie podlega silnym przeobrażeniom. Czy zmiany technologiczne oznaczają zmianę warty przy najbardziej lukratywnych kontraktach?

Rynek druku masowego rozwija się żywiołowo. Dostawcy nowego, markowego sprzętu w ciągu ostatnich dwóch lat notowali wzrosty sprzedaży na poziomie 100% rocznie, choć, przyznać trzeba, startowali z niezbyt wysokich poziomów. Jeszcze dynamiczniej rośnie rynek urządzeń używanych - w ub.r. w Polsce sprzedano kilkadziesiąt używanych urządzeń sprowadzonych z Zachodu. W użytku - głównie w administracji - nadal są drukarki liniowe i igłowe pamiętające jeszcze początek lat 90., a nawet starsze.

Jednocześnie na rynku zachodzą znaczące przeobrażenia, jeśli chodzi o strukturę popytu. Zakupy nowego sprzętu przez firmy mające potrzeby w dziedzinie drukowania masowego praktycznie ustały - zdecydowana większość kontraktów na nowy sprzęt to zakupy dokonywane przez wyspecjalizowane firmy usługowe działające na rzecz klientów. Zakłady Zeto - tradycyjni dostawcy tych usług, czują jednak na plecach oddech nowej, zagranicznej konkurencji.

Rynek dzieli się na trzy segmenty: (1) wydruki obowiązkowe, np. faktury, wyciągi bankowe, poświadczenia wpłat i sald funduszy inwestycyjnych itd., (2) wydruki związane z szeroko pojętym marketingiem bezpośrednim, oraz (3) zaawansowane usługi drukowania "szyte na miarę", np. wydruk indywidualnych ofert lub instrukcji obsługi dostosowanych do zamówionych opcji wyposażenia.

Technologiczny przekrój

Druk masowy ma w Polsce długą tradycję. W ramach dawnej Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej to w Polsce właśnie (Mera-Błonie) produkowano drukarki wierszowe dla całego tzw. bloku wschodniego. Urządzenia DW1 i ich następcy DW2 działają jeszcze tu i ówdzie w Terenowych Bankach Danych. Kto wie, czy wydruki wyników z obwodowych komisji w najbliższych wyborach parlamentarnych nie będą jeszcze drukowane właśnie na nich.

Technologia oparta na predefiniowanych czcionkach umieszczonych na stalowym bębnie i uderzających weń przez ruchomą materiałową kalkę młotkach elektromagnetycznych jest wprawdzie przestarzała, spełnia jednak podstawowy warunek druku masowego: jest tania. Trwałość urządzeń - ze względu na ich cenę - jest podstawowym wyznacznikiem kosztów jednostkowych druku i wpływa bezpośrednio na opłacalność takiego przedsięwzięcia. Do tego dochodzi dodatkowa korzyść w postaci relatywnie niewysokiego kosztu materiałów eksploatacyjnych.

Podobne właściwości w dziedzinie kosztów, ale większą wydajność, przyniosło zastąpienie bębna stalową taśmą przebiegającą przez całą szerokość wstęgi papieru. Na taśmie montowane były poruszające się poziomo zestawy czcionek, co pozwalało drukować nie jedną, jak dotychczas, ale kilka linii jednocześnie. Również i ta technologia doczekała się udoskonalenia - zestawy gotowych czcionek zostały zastąpione przez szeregi niewielkich młoteczków (igieł), przy pomocy których można było drukować jeszcze szybciej, a przy tym nadawać wydrukom dowolne kształty.

Starsze technologie są wykorzystywane do druku, którego jakość nie ma w praktyce większego znaczenia. Różnice w odcieniach barwnika na papierze spowodowane zużywaniem się z biegiem czasu materiałowej kalki nim nasączonej w wielu urzędowych czy przemysłowych zastosowaniach mają znaczenie drugorzędne wobec kosztów. Podobnie jest z precyzją druku. Są jednak zastosowania, w których zarówno powtarzalność odcienia, jak i precyzja druku mają znaczenie podstawowe.

Na potrzeby nowych, precyzyjnych zastosowań powstały technologie masowego druku oparte na naświetlaniu bębna światłoczułego przez laser lub rzędy diod emitujących światło. Toner przyczepia się do tych miejsc na powierzchni bębna, w których ładunki elektryczne nie zostały rozładowane przez światło. Równolegle powstała analogiczna technika wykorzystująca zamiast efektu optoelektrycznego efekt magnetyczny z tonerem, który przyczepia się do powierzchni namagnesowanych.

Stare wciąż się trzyma

Rynek druku masowego w Polsce to w większości sprzęt starego lub bardzo starego typu. Ponieważ potrzeby w dziedzinie druku masowego rosną z roku na rok, wymiana sprzętu stała się nieunikniona. Sprzedawcy urządzeń drukujących od dwóch lat notują wyraźny wzrost zainteresowania nowymi urządzeniami. Słowo "wyraźny" oznacza nierzadko podwojenie sprzedaży w ciągu roku. To prawda, nowych urządzeń nie sprzedawało się w Polsce zbyt wiele - raptem kilka, kilkanaście sztuk rocznie. Utrzymanie się trendu drugi rok z rzędu oznacza, że ma on solidne podstawy i utrzyma się w najbliższym czasie.

Równolegle bardzo silnie rozwija się rynek urządzeń używane. Warszawska firma CPU-Service twierdzi, że w ub.r. sprzedała w Polsce ok. 50 używanych drukarek liniowych. Rynek drukarek używanych otwiera się również na Wschodzie, który dotychczas korzystał z drukarek wyprodukowanych jeszcze przez Mera-Błonie. Cena w okolicy 50 tys. USD za rządzenie używane, lecz wciąż sprawne, kusi niejedną firmę usługową. Za nową drukarkę trzeba zapłacić co najmniej dziesięciokrotnie więcej, a budowa całego systemu, wraz z maszyną zapasową, to wydatek rzędu 3 i więcej mln euro.

Dostawcami nowych systemów wielkoseryjnego druku spersonalizowanego są lokalni przedstawiciele ich producentów: IBM, Nipson, Océ, Siemens, Xerox. Większość z nich korzysta z mechanizmów drukujących dwóch producentów: Hitachi i Fujitsu, uzupełniając je o własne pojemniki, podajniki, systemy transportu oraz, oczywiście, elektronikę i oprogramowanie. Dzięki monokulturze technologicznej (taka sama szerokość wstęgi papieru) przez wiele lat branży wydruków masowych udawało się bez problemów utrzymać wysoki stopień kompatybilności rozwiązań.


TOP 200