Wielki selekcjoner czy wielki demokrata

Inwestorzy nadmiernie ekscytują się możliwościami firm zarządzających informacjami, za mało natomiast zwracają uwagę na to, kto tę informację tworzy. A tutaj rodzi się nowy model biznesu i powstają nowe źródła zysku.

Inwestorzy nadmiernie ekscytują się możliwościami firm zarządzających informacjami, za mało natomiast zwracają uwagę na to, kto tę informację tworzy. A tutaj rodzi się nowy model biznesu i powstają nowe źródła zysku.

Prezydent Bill Clinton, który wygłosił wielką pochwałę dla Internetu na niedawnej konferencji Rządy postępu w XXI w. we Florencji, wcale nie musi być głosicielem nowej drogi w rozwoju społeczeństw i gospodarek, tzw. trzeciej drogi. Prezydent Stanów Zjednoczonych zwyczajnie broni amerykańskich standardów. Propagując je w świecie, zapewnia amerykańskiej gospodarce prymat w globalnej rozgrywce. B. Clinton reprezentuje interes swojego kraju.

Można również zakwestionować jego twierdzenie o sprawczej roli technologii informatycznej w dziedzinie wywoływania koniunktury w USA. Na pewno ta rola jest niebagatelna, ale duże znaczenie ma także istnienie tam jednego rynku i jednej waluty w przeciwieństwie do Europy, która z tych obu dóbr korzysta dopiero od niedawna. Wielki boom na giełdzie wywołany ogromnymi inwestycjami w firmy informatyczne, zwłaszcza internetowe - mimo strat w wyniku działalności operacyjnej - można interpretować na dwa sposoby. Albo są to firmy o wielkiej przyszłości, albo zaufanie do ich potencjału jest zdecydowanie na wyrost. Albo są niedoszacowane, albo mocno przeszacowane. Naprawdę nie ma określonych wskaźników, które umożliwiałyby diagnozę pewną.

Jednak coś w tym jest

Moim zdaniem, inwestorzy nadmiernie podniecają się możliwoś-ciami firm zarządzających informacjami, za mało natomiast zwracają uwagę na to, kto tę informację tworzy. Tymczasem tutaj rodzi się nowy model biznesu i tutaj powstają nowe źródła zysku. Firmy internetowe wykonały fundamentalną rzecz - uczyniły z informacji towar na masową skalę. Jest to informacja inaczej rozumiana niż prasowa - informacja, której posiadanie oznacza skuteczność w biznesie. Temu zawdzięczają zainteresowanie inwestorów, polityków, przedsiębiorców i studentów u progu kariery zawodowej. Jednak nie one są pierwsze w łańcuchu wartości tworzonym w cyklu życia informacji.

Kto będzie największym beneficjantem rynku informacji?

Jest to pytanie kluczowe w analizie znaczenia nowych technologii, zwłaszcza telekomunikacyjnych i informatycznych.

Tradycyjnie informacja powstawała równolegle z towarem lub usługą i wraz z nimi przesuwała się w łańcuchu logistycznym. Informacji i towarowi (lub usłudze) towarzyszył pieniądz. Długo związek tych trzech elementów: przepływ materialny, pieniądza i informacji był nierozerwalny. Pierwszy wyłom uczynił pieniądz. Oderwał się od tradycyjnej postaci i w dużej mierze stał się pieniądzem wirtualnym, czyli informacją o pieniądzu, a nie nim samym. Informacją o pieniądzu są wszystkie jego substytuty, np. karty, bony, transakcje w Internecie. Skutek jest taki, że gospodarka funkcjonuje tak, jakby tego pieniądza było znacznie więcej niż go rzeczywiście jest. Dzisiaj ocenia się, że stosunek pieniądza do jego derywatów wynosi 1:30. Niektórzy dostrzegają w tym przyczynę ubiegłorocznego wielkiego kryzysu na rynkach azjatyckich. Ale sądzę, że to były przejściowe perturbacje.

Obecnie obserwujemy odrywanie się obiegu dóbr materialnych (i usług) od obiegu informacji o nich. To nie jest już prosty łańcuch: producent, wcześniej jego zaopatrzeniowcy i kooperanci, dystrybutorzy, dilerzy, konsumenci. Towar musi pokonać wszystkie te etapy i raczej ta logika się nie zmieni, co najwyżej łańcuch może się uprościć, przepływ przyspieszyć itd. Ale informacja o tym towarze jest dostępna zdecydowanie większej publiczności niż wynikałoby to z miejsca, w którym aktualnie towar się znajduje. Na przykład klient widzi "swój" produkt już w fabryce, a nawet uczestniczy w jego projektowaniu. Gdy produkt trafia do firmy spedycyjnej i klient, i producent mogą sprawdzać, godzina po godzinie, gdzie on się znajduje. Wiedza o rynkach powstaje w działach marketingowych firm, ale tam nie zostaje. Upowszechnia się wraz z Internetem. Podobnie wiedza technologiczna, wynalazki czy nowe koncepcje organizacyjne i menedżerskie opuszczają stosowne pracownie i służą komuś innemu niż ich wytwórcom.

Wcześniej handel tymi informacjami bądź ich niekomercyjna wymiana nie miały sensu, ponieważ, po pierwsze, za długo trwał przesył stosownych informacji, aby ich zastosowanie zdążyło przynieść korzyść, po drugie, firmy wytwarzają już więcej informacji niż mogą ich "skonsumować", a więc wyrzucają je na zewnątrz.