Walka z uzależnieniem

Celem wszelkich projektów i zakupów informatycznych powinna być wyłącznie wartość biznesowa. Niemożność jej rozpoznania oznacza, że albo projekt jest zbędny, albo ludzie, którzy się do niego zabrali, nie rozumieją istoty rzeczy. Tak czy owak - strata czasu i pieniędzy.

Celem wszelkich projektów i zakupów informatycznych powinna być wyłącznie wartość biznesowa. Niemożność jej rozpoznania oznacza, że albo projekt jest zbędny, albo ludzie, którzy się do niego zabrali, nie rozumieją istoty rzeczy. Tak czy owak - strata czasu i pieniędzy.

Niniejszy artykuł miał być, zgodnie z zamysłem redaktora naczelnego Computerworld, inspirowany prezentacją wygłoszoną przeze mnie na konferencji IT Asset Management, organizowanej przez IDG Forum w czerwcu 2002 r. Agora była tam przedstawiana przeze mnie jako czternastoletnia panna na wydaniu, zrzędliwa ciotka Ekonomia miała pieczę nad jej posagiem, a niezbyt lubiany, ale wszechobecny wuj IT wciąż sprowadzał łasych na pieniądze zalotników. I choć taka żartobliwa, teatralna forma doskonale się sprawdza podczas prezentacji, to zastosowanie jej w artykule prasowym po prostu nie uchodzi. Lecz mimo ograniczeń formy, postaram się podzielić z Państwem przemyśleniami i doświadczeniami z licznych relacji z dostawcami towarów i usług informatycznych, z którymi mieliśmy większą lub mniejszą przyjemność współpracować w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nie biorę odpowiedzialności za skutki ewentualnego zastosowania się do moich rad. Każda firma ma swoją drogę, a każdy człowiek własną opowieść.

Agora jest też firmą informatyczną. To twierdzenie, choć brzmi żartobliwie, można udowodnić z całą powagą. Produktem wyjściowym Agory jest informacja, podawana m.in. w formie Gazety Wyborczej, magazynów kolorowych, programu radiowego, reklamy zewnętrznej i serwisu internetowego. Surowcem wejściowym również jest informacja, a to, co dzieje się między wejściem a wyjściem, to nic innego jak segregacja, kontrola jakości, przetwarzanie, formatowanie i składowanie. Systemy komputerowe Agory to ponad dwieście serwerów różnych klas, kilka tysięcy stacji roboczych i kilkadziesiąt - małych i dużych, standardowych i specjalizowanych - systemów komputerowych. Funkcjonowanie systemów warunkuje funkcjonowanie firmy, a rozwój informatyki to po prostu rozwój Agory.

Co kupić?

Leszek Maśniak

Leszek Maśniak

Towarów i usług w branży IT jest więcej niż nabywców. Co więcej, w obecnej sytuacji rynkowej każdy potencjalny nabywca usług IT jest rarytasem. W tej sytuacji jest w czym wybierać, ale też wybierać trzeba i robią to również nasi konkurenci. Pytanie brzmi, kto robi to lepiej i czy te wybory budują przewagę konkurencyjną czy tylko bazę kosztową? Nie będę odkrywczy, gdy napiszę, że podstawą wszelkich decyzji dotyczących zakupów powinna być spodziewana wartość biznesowa, a nie moda, ale jest to prawda tak samo znana, jak ignorowana. Zazwyczaj istnieje jakaś tak zwana strategia informatyzacji, są rozpoczęte projekty, które trzeba kontynuować, choć nikt już nie pamięta po co; jakieś odgórne wytyczne interpretowane dosłownie z gorliwością godną lepszej sprawy. Moim zdaniem "informatyzacja" to równie dobra idea jak "industrializacja" - modna w poprzedniej epoce gospodarczej. Celem wszelkich projektów i zakupów informatycznych powinna być wyłącznie wartość biznesowa, wyrażona choćby w trudno mierzalnych kategoriach prestiżu firmy, zgodności z przepisami czy satysfakcji klienta. Niemożność rozpoznania tej wartości oznacza, że albo projekt jest zbędny, albo ludzie, którzy się do niego zabrali, nie rozumieją istoty rzeczy. Tak czy owak - strata czasu i pieniędzy.

Jak wybrać właściwą technologię?

Na pozór sprawa jest prosta: trzeba zdefiniować cel, sformułować kryteria oceny i porównać ze sobą kilku liderów rynku. Potem ewentualnie robi się jeszcze tzw. pilota, negocjuje kontrakt i płaci. Może nawet tak było - kilka lat temu, kiedy różne technologie nie były tak bardzo powiązane. Dziś trzeba sobie zadać kilka pytań dodatkowych. Dokąd mnie zaprowadzi ta technologia? Czy ten producent lubi innych, którym zaufałem, czy też ich zwalcza? Co będzie za kilka lat? Kupujemy dziś, wdrożenie potrwa rok, za dwa, trzy lata przyjdzie czas na rachunek sumienia. Jak wówczas zostanie oceniona podjęta dziś decyzja? Nikt nie będzie pamiętał prezentacji dostawcy, nikt nie będzie się zastanawiał, czym kierował się ten, który podjął decyzję o zakupie. Jedynym kryterium oceny będzie jakość tego, co widać po latach. Dlatego kupowanie właściwych technologii polega głównie na przewidywaniu przyszłości.

Jak wybrać dostawcę?

Sądzę, że podstawą dobrej relacji jest zrównoważenie interesów obu stron. Czuję się dobrze, jeśli jestem ważny dla mojego dostawcy, gdyż moje zakupy stanowią 5-10% jego obrotów. Jednak w sytuacji, gdy stanowią więcej niż 30%, zaczynam czuć się niepewnie. Wprawdzie dostawcy bardzo na mnie zależy, ale stałem się jego głównym żywicielem. I jeśli w kolejnym roku zmniejszę o połowę wielkość zamówień, to dostawca ten może upaść, a to oznacza dla mojej firmy kłopoty. Jeśli chodzi o kryterium kompetencji, to zalecałbym daleko idącą dociekliwość. To dobrze, że oferent ma na koncie projekty podobne do mojego, ale chciałbym wiedzieć, czy ludzie, którzy odnieśli tam sukces, jeszcze u oferenta pracują. Jeśli tak, czy będą pracowali dla mnie, czy też zobaczę jakiegoś złapanego na ulicy podwykonawcę? Staram się też poznać osobiście przyszłego szefa projektu i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tego człowieka obchodzi los mojej firmy? Czy chciałby odpowiedzialność za projekt nie tylko wziąć na swoje barki, ale też donieść ją do końca, bez względu na trudności, które na pewno się pojawią. Kontrakt podpisujemy z firmą, ale współpracować będziemy z konkretnymi ludźmi. Sprawdźmy zatem, czy mamy z nimi wspólny język, którym będziemy rozmawiać o problemach naszej firmy.