W świecie interfejsów

Media elektroniczne nie pokazują obrazu świata. One same ten świat kreują. W dużym stopniu za sprawą techniki cyfrowej jedną z fundamentalnych cech współczesnej kultury stały się jej właściwości symulacyjne. Rzeczywistość medialna jest dzisiaj w pełni równoważna innym obszarom rzeczywistości.

Media elektroniczne nie pokazują obrazu świata. One same ten świat kreują. W dużym stopniu za sprawą techniki cyfrowej jedną z fundamentalnych cech współczesnej kultury stały się jej właściwości symulacyjne. Rzeczywistość medialna jest dzisiaj w pełni równoważna innym obszarom rzeczywistości.

Jednym z fundamentalnych zagadnień związanych z wdrażaniem systemów informatycznych jest znalezienie sposobów jak najlepszego odwzorowania w nich rzeczywiście zachodzących procesów - biznesowych, administracyjnych czy technologicznych. Niejeden analityk, projektant, architekt systemowy czy kierownik projektu posiwiał, zastanawiając się, co zrobić, aby przetwarzane dane były jak najbliższe prawdy o obsługiwanym przez system obszarze rzeczywistości.

Po lekturze najnowszej książki Andrzeja Gwoździa, można się zastanawiać, czy takie zadanie jest w ogóle możliwe do realizacji.

Autor opisuje zmiany zachodzące we współczesnej kulturze pod wpływem nowych technik medialnych w wyniku pojawiania się nowych tzw. aparatów obrazowych czy maszyn widzenia. Interesuje go przede wszystkim obszar kultury audiowizualnej związany z kinem i filmem. Pojawiające się przy tej okazji refleksje pokazują jednak o wiele szerzej mechanizmy rozwoju współczesnej kultury i cywilizacji zdominowanej coraz silniej przez przekaz cyfrowy.

Kultura ekranu

Ważną rolę w dzisiejszej rzeczywistości zajmują ekrany - nie tylko te telewizyjne czy komputerowe, lecz także ekrany świetlnych billboardów, aparatów medycznych, wyświetlaczy ciekłokrystalicznych i wielu innych, z którymi spotykamy się w coraz mniej oczywistych zastosowaniach. Współczesna cywilizacja, jeszcze do niedawna określana mianem cywilizacji obrazów, coraz częściej nazywana jest cywilizacją ekranów. Obraz obrazowi bowiem nierówny. Rozwój nowych technologii zmienia ludzkie widzenie świata, zmienia sposoby wizualizacji ludzkich doświadczeń. Jak również sposoby komunikacji międzyludzkiej. Oznacza to generalnie inny sposób naszego funkcjonowania w świecie, powstanie nowego układu kultury, inną hierarchię kodów kulturowych.

Bardzo dobrze widać to na przykładzie zmian zachodzących w obrębie techniki pisania dokonującej się za sprawą komputerowych edytorów tekstu. Mówi się, że rozstaliśmy się z "galaktyką Gutenberga" i weszliśmy, jak to formułuje Bolter, w "galaktykę Turinga". Nie oznacza to jednak, że słowo zostało całkowicie wyrugowane z dzisiejszego obiegu kulturowego. Ono przyjęło inną, medialną postać - przyjęło formę obrazu. W przypadku techniki komputerowej mamy w zasadzie do czynienia z obrazem słowa. Piśmienność rozumiana jako manualne albo mechaniczne generowanie kształtu słowa została zastąpiona przez elektroniczne generowanie obrazu.

Życie między ekranami

Zdaniem przywoływanego niejednokrotnie w książce Davida J. Boltera "człowiek Turinga nie jest nawiedzoną istotą, jaką był człowiek faustowski; podejmuje analizę na ogół nie po to, by rozumieć, lecz po to, by działać". Przekaz cyfrowy nie oddaje głębi rzeczy, na ekranie widzimy tylko prezentację powłoki - uzmysławia nam, za amerykańskim badaczem, Andrzej Gwóźdź. Pierwsze oznaki takiego sposobu myślenia o obrazowaniu rzeczywistości pojawiły się już sto lat temu w twórczości impresjonistów. Dopiero jednak technika cyfrowa pozwoliła go w pełni zrealizować w praktyce. Wyświetlane na ekranie komputera czy innego urządzenia cyfrowego kształty nie pokazują rzeczywistości, tylko wynikający z uwarunkowań technologicznych medium i naszego sposobu widzenia obraz świata. Przekaz telewizyjny może być traktowany jako swego rodzaju obraz elektroniczny, szczególnie w wydaniu .

Nie oznacza to jednak, że współczesne ekrany i dzisiejsze, cyfrowe techniki przekazu nie są w niczym ludziom użyteczne. Coraz częściej i chętniej podpieramy się wizualizacjami tam, gdzie kiedyś wystarczyły słowa - twierdzi Andrzej Gwóźdź. Posługiwanie się obrazami jest już dzisiaj w wielu przypadkach niemal koniecznością, warunkiem poznania świata czy wręcz skutecznego w nim funkcjonowania. Sztandarowym przykładem jest tu zdjęcie rentgenowskie. To dzięki naświetleniu kliszy przez promienie X możemy posiąść wiele cennych informacji o stanie zdrowia pacjenta, informacji niemożliwych do zdobycia na drodze słownego opisu. To samo dotyczy tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, makrofotografii czy symulacji komputerowych. Zresztą nie chodzi nawet o tak oczywiste przykłady - o ile łatwiej uchwycić nieraz zależności zachodzące między różnymi danymi statystycznymi, gdy przedstawi się je w formie tabel, wykresów czy kolorowych diagramów. Nasz mózg bowiem ewolucja ukształtowała do bardzo wydajnego przetwarzania złożonych obrazów.


TOP 200