Siecioprzestrzeń

Warto zastanowić się nad tym, co hiperkomunikacja czyni z czasem.

Warto zastanowić się nad tym, co hiperkomunikacja czyni z czasem.

Czas to ponoć złudzenie mózgu. Jeśli tak, to ma rację Manuel Castells mówiąc, że czas jest w epoce sieci bezczasowy. Widać z tego, że aby opisać nowe zjawiska, trzeba się uciekać do metafor i oksymoronów. Brakuje języka. W polszczyźnie mamy jedno słowo na określenie czasu. W starożytnej grece były dwa: czas mechaniczny, który rządzi naszym dniem codziennym - Keiros; oraz czas wieczny, metafizyczny - Kronos. Atrybutem tego drugiego jest Alatheia - synonim wiecznej prawdy; tego, co nie przemija.

Dziś te dwa rozumienia czasu już nie wystarczą. Angielski kulturoznawca, Stuart Hall, w "Tańcu życia" mnoży rodzaje czasów, wymieniając czas biologiczny, osobisty, fizyczny, metafizyczny, a także mikro-, diachro- i synchroczas, czas sakralny i metaczas. Nie na wszystkie z tych czasów są odpowiednie zegary. Komputer jeszcze bardziej to komplikuje; jest on poniekąd maszyną do produkcji czasu: mierzy czas nanosekundowy, ma swój zegar taktujący. Czas dzielony na nanosekundy przestaje być ciągły, staje się sproszkowany.

Czas metafizyczny jest niemierzalny. Czas mechaniczny mierzymy dzięki wynalazkowi zegara. Ten przykład pokazuje, że każdy nowy wynalazek jest trudny do oceny z punktu widzenia winners and loosers. Zegar skonstruowany w XII w. przez benedyktynów wydostał się poza mury zakonu dopiero w XIV w. Stworzono go z intencją precyzyjnego odmierzania czasu 7 modlitw i rozmyślań. Nikt nie myślał, że stanie się on kiedyś narzędziem (auto)kontroli i synchronizacji działań człowieka. Z zastosowania tego wynalazku poczęła się regularna produkcja, praca i temu podobne zjawiska. Dało się to robić z grubsza przy zegarze słonecznym, ale tylko w dzień i nie w dni pochmurne. Można zatem powiedzieć, że bez Boga nie byłoby kapitalizmu i akumulacji pieniądza - zegar był bowiem wymyślony z myślą o Bogu. Ale ten wynalazek pociągnął za sobą lawinę zmian w życiu społecznym, kulturze i cywilizacji.

Wszystkie procesy społeczne rozgrywają się w jakimś czasie i w jakiejś przestrzeni, ale czas nabrał znaczenia w nauce dopiero od epoki Darwina. Idea ewolucji gatunków rozbudziła potrzebę refleksji nad rozwojem cywilizacji - przedtem czas należał do teologów, historyków czy poetów.

Ekonomia czasu

Czas narzuca ruch tylko w jednym kierunku: ciągle naprzód. Fizyczna przestrzeń daje nam więcej wolności - umożliwia ruch w wielu kierunkach. Nowoczesna cywilizacja wprowadziła czas linearny - jeden wektor od przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości. Może wzięło się to z samej natury czytania, które jest akcją "ciągle naprzód". Może dlatego też człowiek nowoczesny odwracał się od przeszłości. Dziś kartkę uzupełnił monitor, który pikselizuje informację.

Dotyczy to oczywiście globalnego społeczeństwa informacyjnego. Ludy pierwotne nieskażone modernizacją żyły w poczuciu cykliczności czasu. Jednakże dziś, w warunkach mundus communicans społeczeństwa o różnych poziomach, żyjące w swoich niszach i pętlach czasowych, zderzają się ze sobą. Miał rację Jorge Luis Borges mówiąc, że czas rozgałęzia się ciągle w kierunku niezliczonych przyszłości. Tym bardziej różne będą te przyszłości, im różniejszych przeszłości doświadczały ludy naszej planety. Bo poczucie czasu jest ważną kategorią odróżniającą kultury.

Najpierw w USA, a później we wszystkich uprzemysłowionych krajach czas stał się pieniądzem. Upływający czas to zatem "upływający" (przepływający) pieniądz.

Od kiedy czas jest dobrem wymiennym, żyjemy w ekonomii czasu. W kulturach nieekonomicznych był on po prostu trwaniem. Pewnemu plemieniu, któremu czas wypełniało karczowanie drzew, dostarczono kilka siekier. Swoją robotę wykonywali kilkakrotnie szybciej, ale zaoszczędzony czas przeznaczyli na zabawę i leniuchowanie. Nie byli pod władzą zegara - byli panami czasu, a nie jego niewolnikami.

Tę inność w percypowaniu czasu znakomicie opisuje Ryszard Kapuściński w "Hebanie". Istnieją jeszcze miejsca w Afryce, gdzie nie ma lokalnych rozkładów jazdy: autobusy odjeżdżają wtedy, gdy się napełnią pasażerami.

Nie trzeba daleko szukać: czas dla mieszkańca Warszawy ma inny wymiar niż dla mieszkańca wsi podlaskiej. Inna jest bowiem jego percepcja w centrach cywilizacyjnych, a inna w niszach, zastoinach. Ludzie i skupiska, podłączone do infoglobalizacji, żyją i pracują szybciej. W niepodłączonych sieciach lokalnych żyje się wolniej, bo informacja i pieniądz wolniej krążą.

Ale strefa destrukcji czasu i przestrzeni stale się poszerza. Im szybciej krąży (info)pieniądz dziś, tym szybciej będzie krążył jutro, takie jest bowiem prawo procesu kumulacyjnego. Infoglobalizacja bowiem to nade wszystko niesamowita intensyfikacja relacji społecznych na skalę ponadnarodową. Powoduje ona zlewanie się lokalnych sieci społecznych w jeden globalny multinetwork. Żadne centrum tego nie napędza - to raczej my sami, uzbrojeni w nowe technologie sprawiamy to milionami swych codziennych kontaktów interpersonalnych. Globalna socjometria pokazuje wprawdzie, że główne strumienie tych kontaktów koncentrują się w triadzie: Ameryka Północna - Europa - Daleki Wschód (pokrywa się to z tzw. mapą świetlną świata, gdzie najlepiej widziane z kosmosu dzięki elektryczności są centra cywilizacyjne). Im więcej jednak będzie bezprzewodowej łączności, tym więcej odstających pod tym względem obszarów włączonych zostanie do strefy intensywnej komunikacji globalnej.

Coraz szybciej

Granica między pracą a czasem wolnym w przestrzeni przepływów praktycznie nie istnieje. Zwykła rozmowa przy kawie lub przez komórkę może być naraz jednym i drugim. Nadmiar czasu nie jest już atrybutem bogatych czy klasy próżniaczej, lecz tych, którym się nie powiodło. Wolny czas staje się przekleństwem biednych i wykluczonych, którzy nie wiedzą, co z nim zrobić. Chociaż nie; wiedzą, jeśli mają telewizor w domu oraz ofertę oper mydlanych, big Rotherów i talk shows.

Ludzie aktywni są niewolnikami czasu: ciągle go mają za mało mimo tysięcy urządzeń, które wyręczają ludzi, uwalniając ich od żmudnych i czasochłonnych zajęć. Mówi się o nich, że są money rich, time poor. Im bardziej są aktywni, tym bardziej niecierpliwi i - paradoksalnie - tej niecierpliwości doznajemy tym szybciej, im szybciej wyręcza nas we wszystkim technika. Jeśli Internet nie ładuje się od razu, to psioczymy na World Wide Wait.


TOP 200