Samorząd światłowodowy

Obowiązująca od dwóch miesięcy ustawa szerokopasmowa to przykład legislacji, w której przejawia się wiara, że kiedy nie staje przedsiębiorczej energii obywateli, lepszą przyszłość należy kreować środkami administracyjnymi. Tyle, że innowacyjność nie jest wpisana w kanon urzędników i samorządowców, a doraźne cele polityczne to czynnik ryzyka wobec amortyzowanych latami i zakopanych pod ziemię inwestycji.

Podobnie jak w przypadku wszystkich projektów nowych ustaw, autorzy ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci szerokopasmowych chcieli udoskonalić obowiązujące prawo. W tym przypadku zamierzali złagodzić przynajmniej niektóre z licznych administracyjnych barier wobec inwestycji telekomunikacyjnych. W ostatecznym efekcie pokusili się o daleko więcej - zarysowali ramy prawne dla inwestycji samorządowych. Można przyjąć, że to częściowo przepisy epizodyczne.

Wśród funduszy unijnych zaprogramowano niemałe środki na sieci szerokopasmowe, które Polska ma wykorzystać, nie jako wymuszony, luksusowy prezent, ale realizując unijną politykę spójności gospodarczej, w której powszechnemu dostępowi do innowacyjnych usług informacyjnych nadano najwyższą rangę. Polityka unijna zauważa przy tym dysproporcję w warunkach rozwoju rynku usług szerokopasmowych, który rozwija się coraz szybciej w gęsto zaludnionych obszarach metropolitarnych, zaniedbując, czyli relatywnie coraz bardziej oddalając cywilizacyjnie uboższe w infrastrukturę regiony wiejskie. Decyzjom politycznym sprzyja pogląd, że sieci szerokopasmowe przyczyniają się do pobudzenia rozwoju gospodarczego.

Publiczna użyteczność

Wyznaczenie nowoczesnego, innowacyjnego celu polityki publicznej i dopisanie go do katalogu zadań własnych użyteczności publicznej nie gwarantuje, że cel ten będzie dobrze zrozumiany przez samorządowców i urzędników. Trudno zignorować chwilową możliwość wykorzystania unijnych pieniędzy, ale wiele projektów samorządowych cechuje kunktatorska ostrożność. Niektóre samorządy albo po staremu chcą się zamknąć w sieciach obsługujących tylko podległe lub nadzorowane jednostki sektora publicznego, czyli być same dla siebie operatorem, albo próbują osiągnąć łatwy, medialny efekt, oferując darmowy Internet mieszkańcom. Nie można pewnie powstrzymać samorządów przed podejmowaniem ryzyka działalności, która wyręcza lub uzupełnia działalność wykonywaną w innych obszarach, ale należy zawsze uważnie rozważyć, jak taka decyzja wpłynie na warunki rozwoju całego lokalnego środowiska gospodarczego.

W pierwszym przypadku samorząd unika części formalnego obowiązku analizowania dopuszczalności pomocy publicznej, ale przeświadczenie, że oferowanie usług jednostkom sektora publicznego siłami wydzielonej jednostki organizacyjnej samorządu będzie dobrze zarządzane i wytrwa w warunkach nieuniknionej konkurencji rynkowej, może być złudne. Z kolei oferowanie mieszkańcom Internetu za darmo lub poniżej kosztów może, z jednej strony, utrudnić zaistnienie alternatywnym, prywatnym przedsięwzięciom, które mogłyby działać w tych samych miejscach, a z drugiej strony - podobnie jak w pierwszym przypadku - trzeba się liczyć z kosztami zapewnienia trwałości ekonomicznej projektu.