Samorząd na kredyt

Z Anthonym Levitasem, doradcą ds. finansów komunalnych Increasing Local Government Access to Capital Project, programu finansowanego ze środków USAID - Amerykańskiej Agencji na Rzecz Rozwoju Demokracji, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Anthonym Levitasem, doradcą ds. finansów komunalnych Increasing Local Government Access to Capital Project, programu finansowanego ze środków USAID - Amerykańskiej Agencji na Rzecz Rozwoju Demokracji, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Od kilku lat pomagasz samorządom w Polsce w zmianie modelu zarządzania finansami. Poznałeś od podszewki ich problemy, wiesz, co zrobiłyby, gdyby miały więcej pieniędzy. Tymczasem nasze rodzime użalanie się utrudnia ocenę kondycji finansowej gmin. I tak budżet samorządu będzie zawsze za mały, bez względu na to, czy zwiększyłyby się dotacje państwa, czy też gdyby wreszcie podatek dochodowy zostawał w gminie. Jest zbyt dużo potrzeb, które trzeba zaspokoić "na już". Czy rzeczywiście z finansami komunalnymi jest tak źle?

Poziom źródeł dochodów własnych i stabilność systemu finansowego samorządu są stosunkowo wysokie. Przecież 30-40% to dochody własne (opłaty i podatki lokalne), 20-25% - udziały w podatkach państwowych, subwencje ogólne, zaś 15% - dotacje celowe. Ostatnio rośnie dysproporcja między dotacjami, subwencjami i udziałami w podatkach państwowych a dochodami własnymi i to rodzi frustrację wśród samorządowców. Cóż, wpłynęło na to m.in. przejęcie przez gminy finansowania szkół jako zadania własnego bez powiększania ich wartości podatkowych. Mimo wszystko kondycja finansowa - w porównaniu do samorządu lokalnego w Europie Wschodniej, a nawet w Zachodniej - jest całkiem niezła. Przecież z roku na rok samorządy inwestują 20-25% z dochodów bieżących.

Mimo wszystko poziom dochodów własnych jest stosunkowo niski.

Zgadzam się, ale w Polsce ma się to zmienić, jeśli zmieni się sposób naliczania podatku od nieruchomości - głównego źródła dochodów własnych gmin. Obecnie obowiązuje podatek od wielkości powierzchni gruntu lub budynku, gdzie maksymalne stawki są ustalane przez Ministerstwo Finansów i samorząd nie ma na to większego wpływu. Gdy zostanie wprowadzony podatek katastralny z prawdziwego zdarzenia ad valorem (od wartości), podatek sprawiedliwy, bo odzwierciedlający prawdziwą wartość nieruchomości, samorząd uzyska skuteczny instrument finansowy, zwiększający dochody własne.

Natomiast potencjalnie największe możliwości poprawy kondycji finansowej gmin, powiatów i województw samorządowych przyniosłaby zmiana udziału w podatkach państwowych na prawdziwy podatek lokalny, tzw dodatek do PIT-u i CIT-u (PIT - podatek dochodowy od osób fizycznych, CIT - podatek dochodowy od przedsiębiorstw). Zamiast udziałów w podatkach państwowych, państwo powinno dać samorządom prawo do ustalenia własnych stawek (z pewnymi widełkami) na PIT i CIT. Na przykład, zamiast 19% podatku dochodowego, jako najniższej stawki PIT-u, najniższą stawką dla państwa byłoby 13%. Gminy miałyby więc prawo do ustalenia lokalnej stawki PIT-u na 3-5%. Prawo do ustalenia przez gminy podatku, jaki mieliby płacić jej mieszkańcy, jest istotą samorządności. Byłoby to - z jednej strony - zwiększenie odpowiedzialności władz lokalnych wobec wyborców - z drugiej - pozwoliłoby na lepsze prognozowanie dochodów i lepsze planowanie inwestycji.

Rzeczywiście, miałoby to zbawienny wpływ na politykę regionalną i poziom inwestycji. Jednak nadal brakuje pieniędzy na realizację wieloletnich planów inwestycyjnych. Skąd je wziąć? Pamiętajmy wszakże o wieloletnich opóźnieniach w budowie infrastruktury: 15 lat temu po polskich drogach jeździła śmiesznie mała liczba samochodów. W ostatnich latach nastąpił ogromny ich wzrost, za którym nie nadążają inwestycje drogowe.

Jeżeli dysponujemy budżetem w wysokości 100 zł, zaś co roku możemy wydać na inwestycje 20-25 zł, za które musimy budować obiekty kosztujące 200 zł, stoimy przed wyborem: albo będziemy budować przez osiem lat (wcale nie jest to pewne, gdyż zdążymy w tym czasie zacząć kilkadziesiąt innych równie ważnych inwestycji), albo skupić się na jednym przedsięwzięciu, pożyczając pieniądze, zbudować np. most w dwa lata. Inaczej wydajemy pieniądze na inwestycje bardzo mało efektywnie, czas budowy podnosi znacząco koszty inwestycji i - uwaga - nikt nie odnosi z tego korzyści. Ani mieszkańcy, którzy aktualnie płacą podatki, bo mogą nie doczekać końca budowy owego mostu, ani radni - mostem zaczną jeździć samochody, jak skończy się kadencja radnym i nie będą mogli tego sukcesu wykorzystać w kampanii wyborczej. Toteż jestem szczerze przekonany, że najlepszą metodą przyspieszenia inwestycji komunalnych jest odpowiedzialne zadłużanie się.

Może tak jest w teorii, jednak politycy samorządowi boją się finansować rozwój gmin poprzez zadłużanie się. Jakie argumenty za tym przemawiają?

Po pierwsze, buduje się szybciej i efektywniej. Po drugie, jest to bardziej sprawiedliwe.