Rewolucja edukacyjna

Jeżeli nie dokonamy jak najszybciej reformy nauczania informatyki w liceach, to o ludziach odpowiedzialnych za system edukacyjny w Polsce będzie można powiedzieć to samo co o socjalistach francuskich z lat 80.: oni tak bardzo lubią bezrobotnych, że produkują ich masowo.

Jeżeli nie dokonamy jak najszybciej reformy nauczania w liceach, to o ludziach odpowiedzialnych za system edukacyjny w Polsce będzie można powiedzieć to samo co o socjalistach francuskich z lat 80.: oni tak bardzo lubią bezrobotnych, że produkują ich masowo.

We Francji, Meksyku, Anglii, Peru, Rosji nauczyciele, uczniowie i ich rodzice wspólnie zastanawiają się i próbują rozwiązać jeden z podstawowych dylematów społeczeństwa informacyjnego: jak uczyć informatyki? Mają oni na względzie, że narzędzia informatyczne aktualnie używane - biorąc pod uwagę błyskawiczne tempo zmian technologicznych - mogą być bezużyteczne po skończeniu szkoły przez dzisiejszych licealistów. Czy w takim razie uczyć raczej obsługiwania programów komputerowych, czy zrozumienia, jak one działają? Czy w procesie nauczania należy korzystać z narzędzi informatycznych firmy Microsoft, które dostarczane są użytkownikowi w formie uniemożliwiającej ich przeczytanie i zrozumienie?

Pytań jest wiele i - co warto podkreślić - niektóre państwa udzieliły na nie już odpowiedzi. W roku 1997 rząd meksykański wprowadził radykalną reformę systemu nauczania informatyki, instalując w 140 tys. szkół system operacyjny Linux. Tenże - w przeciwieństwie do narzędzi Microsoft - umożliwia czytanie i zrozumienie kodu źródłowego. Fińska, radykalna reforma ekonomiczna sprzed kilku lat polegała głównie na całkowitym zreorganizowaniu systemu edukacji, w szczególności systemu nauczania informatyki. Efekty są znane. Nastąpił boom gospodarczy. We Francji natomiast liczne stowarzyszenia, skupiające rodziców licealistów i wybitnych informatyków, wymusiły na wszechpotężnym Ministerstwie Edukacji Narodowej wprowadzenie do szkół nauki Linuxa. A Polska?

Wiedza czy umiejętności

W roku 2002 PWN wydał podręcznik Technologia Informacyjna autorstwa Edwarda Krawczyńskiego, Zbigniewa Talagi i Marii Wilk z przeznaczeniem dla uczniów liceów ogólnokształcących. Obiema rękoma podpisuję się pod stwierdzeniami reklamującymi książkę: "prosty, przystępny język itd." , tylko że powinno się ją zatytułować Technologia Informacyjna Windows. Przyznają to zresztą sami autorzy: "W podręczniku, omawiając konkretne bloki tematyczne, wykorzystano głównie platformę systemową Windows".

Znajduje się w nim także krótki, 10-stronicowy rozdział poświęcony Linuxowi, na którego zaznajomienie autorzy proponują poświęcić trzy godziny. "[...] poznanie systemu Linux jest bez wątpienia pożyteczne, jednak nie ma kluczowego znaczenia dla osiągnięcia celów zawartych w podstawie programowej przedmiotu technologia informacyjna" - wyjaśniają autorzy. Dlaczego? Bo system Linux umożliwia zrozumienie działania narzędzi informatycznych, celem przedmiotu technologia informacyjna jest natomiast nauka ich obsługiwania. Czy jest jednak możliwe w informatyce automatyczne oddzielenie wiedzy od umiejętności?

Oto dwie definicje Internetu. Pierwsza z tego podręcznika: "Ważne, żebyś rozumiał, że istotę Internetu stanowi infrastruktura sieciowa [...] oraz zbiór zasad normujących jego działanie". Porównajmy ją z określeniem Internetu, jakie znajdujemy w książce Stanisława Lema Tajemnica chińskiego pokoju: "Dopiero niedawno dowiedziałem się, że zaczątek Internetu jako sieci komputerowej bezośrodkowej, czyli takim sposobem rozgałęzionej, że nie posiada ona żadnego centrum, wymyślili fachowcy Pentagonu".

Wybitny pisarz w krótkim zdaniu przedstawił podstawową zasadę funkcjonowania cyberprzestrzeni. Z kolei z definicji umieszczonej w podręczniku informatyki nie dowiadujemy się niczego. Cóż to znaczy, że "istotę Internetu stanowi infrastruktura sieciowa"? Przypomina ono sławne marksistowskie "istota człowieka to całokształt stosunków społecznych". Dziwię się, że autorzy konstruują definicje, używając pojęć i metod z epoki zdawałoby się dawno minionej i zapomnianej.

Przytoczone przykłady - a tak naprawdę cała metodologia, na której jest oparty podręcznik - stawiają na ostrzu noża podstawowy problem związany z nauczaniem informatyki: czy jest możliwe skuteczne obsługiwanie narzędzi informatycznych bez jednoczesnego zrozumienia mechanizmów ich działania? Czy w XXI wieku dychotomiczne rozdzielenie wiedzy i umiejętności nie jest sprzeczne z zasadami regulującymi dużą część rynku pracy? Na czym rzeczywiście polega praca w społeczeństwie informacyjnym?

Pluralizm w nauczaniu informatyki

Przeżywamy prawdziwą eksplozję informacji. Według ankiety przeprowadzonej przez uniwersytet Berkeley w 2001 r., poprzez Internet możemy dotrzeć do 550 mld dokumentów. Codziennie przybywa 7,3 mln stron internetowych. W ciągu doby powstaje 500 razy więcej listów elektronicznych niż stron internetowych. Przedsiębiorstwa mają dostęp do różnych - praktycznie - niepoliczalnych danych, do których szybki dostęp jest warunkiem niezbędnym ich funkcjonowania i przetrwania w stale zmieniającym się otoczeniu ekonomicznym. Ekonomia elektroniczna polega na umiejętnym wyszukiwaniu danych potrzebnych przedsiębiorstwu i na ich jak najszybszym przetworzeniu, organizowaniu i uporządkowaniu.

Jaki typ pracownika jest do tego typu zajęć potrzebny? Przede wszystkim musi on być wykształcony i - co istotniejsze - musi być zdolny do podejmowania samodzielnych inicjatyw i decyzji. Istnienie małych i dużych przedsiębiorstw zależy - o wiele bardziej niż w przeszłości - od stopnia samodzielności ich personelu. Znikają hierarchiczne struktury, upowszechnia się coraz bardziej horyzontalny typ relacji organizacyjnych, w których zakres odpowiedzialności każdego pracownika wzrasta niepomiernie w porównaniu z zasadami pracy obowiązującymi w przedsiębiorstwie XX wieku.

W tych warunkach wartość pracownika nie jest wyznaczona tylko przez studia wyższe, lecz także przez typ otrzymanej w szkole edukacji. W gospodarce elektronicznej pracownik musi umieć przystosowywać się do ciągle zmieniających się warunków ekonomicznych i technologicznych. Wymaga to stałego podnoszenia kwalifikacji.

Warunkiem skutecznej pracy jest szybkość, z jaką analizuje się i absorbuje zmianę, ponie-waż zmiana jest cechą charakterystyczną naszej cywilizacji. Paradoksalnie, doskonała znajomość i ciągłe używanie tylko jednego systemu operacyjnego utrudnia - a czasami wręcz uniemożliwia - naukę innych programów opartych na odmiennych zasadach. Ekonomiści nazywają to zjawisko blokadą innowacyjną. Dlatego pluralizm metodologiczny w nauczaniu informatyki jest konieczny właśnie z punktu widzenia praw rządzących gospodarką elektroniczną.

Szkoła powinna uczyć uczenia się. Ciągła nauka to aksjomat XXI wieku, który stał się częścią naszego życia zawodowego i codziennego. W opinii ekonomistów to system edukacyjny decyduje o miejscu zapóźnionych cywilizacyjnie społeczeństw - takich jak Polska - w światowym podziale pracy.

Czy jest jednak możliwe, biorąc pod uwagę liczbę godzin przeznaczoną na naukę informatyki w szkole, zaznajomienie uczniów z dwoma systemami operacyjnymi? Oprócz ewidentnie korzystnej dla pedagogiki różnorodności metodologicznej, umożliwiłoby to również praktyczne zrozumienie przez młodzież zasady konkurencji, na której jest oparta współczesna ekonomia. Byłby to niewątpliwie eksperyment, ale nauczanie informatyki jest ciągłym eksperymentem.

Konkurencja informatyczna - gdyż używając różnych systemów, uczniowie porównują je i oceniają - w szkole jest ważna także z innego powodu: gwarantowałaby niezależność programów szkolnych od strategii marketingowej przedsiębiorstw produkujących oprogramowanie oparte na prawie własności. Powszechnie wiadomo że przedsiębiorstwa te traktują systemy edukacyjne jako doskonałe narzędzia do zaznajamiania i - co gorsza - do przyzwyczajania uczniów do używania w przyszłości swoich produktów. Jeżeli uważamy, że celem nauki informatyki w szkole nie jest wychowywanie konsumentów używających automatycznie, czyli bezmyślnie, programów potężnych firm, lecz kształcenie podstaw metodologicznych informatyki i nabywania umiejętności obsługiwania narzędzi informatycznych zbudowanych wg różnorodnych zasad, to wniosek wydaje się oczywisty.