Pierra Levy'ego antropologia cyberprzestrzeni

Czasy przełomów, rzeczywistych, jak i symbolicznych sprzyjają wzmożonej aktywności intelektualnej. Chaos, będący owocem przemian, stanowi doskonałą pożywkę pogłębionej refleksji filozoficznej i mętnych wywodów szarlatanów.

Czasy przełomów, rzeczywistych, jak i symbolicznych sprzyjają wzmożonej aktywności intelektualnej. Chaos, będący owocem przemian, stanowi doskonałą pożywkę pogłębionej refleksji filozoficznej i mętnych wywodów szarlatanów.

Sytuacja, w której w jednym czasie zbiegają się koniec stulecia i milenium, a także eksplodują skutki rewolucji informacyjnej, musi być szczególnie intrygująca. Pozostawmy jednak wątki milenijne. Ich praktyczny aspekt wiąże się przecież tylko z problemem roku 2000, a jego istnienie jest z kolei gwarancją wysokich zarobków konsultantów i informatyków przez najbliższe lata. Dla pozostałych, związanych z kalendarzem gregoriańskim, Y2K oznacza okazję do lepszej niż zwykle zabawy noworocznej.

Credo industrialisty

Czy Rewolucja Informacyjna to tylko publicystyczny slogan, hasło marketingowe lub pojęcie utworzone przez żądnych prostych klasyfikacji socjologów i historyków? Dziś nikt nie neguje, że wynalazek przed dwustu laty maszyny parowej, a w sto lat później zdobycie umiejętności zamiany energii cieplnej na elektryczną, przeprowadziły ludzkość z epoki rolniczej do przemysłowej. Dowody były bezpośrednio uchwytne: powstał przemysł, który zalał rynki Rzeczami. Z bezkształtnych surowców z coraz większą wydajnością zaczęły powstawać przedmioty, fizyczne dowody panowania człowieka nad ziemią.

Nikt również nie wątpi, że informatyka i technologie telekomunikacyjne głęboko zmieniły sposób funkcjonowania człowieka w drugiej połowie XX wieku. Wielu myślicieli twierdzi, że skutki te są tak głębokie, jak efekty Rewolucji Przemysłowej. Tezy swej dowodzą liczbami: oto coraz większa część bogactwa narodów powstaje w sektorach gospodarki związanych z szeroko rozumianym przetwarzaniem informacji i komunikacją. Przemysł ciągle produkuje Rzeczy, ale już dawno utracił prymat w królestwie ekonomii. Świat z analogowego stał się cyfrowy.

Liczby te, zapewne wiarygodne, mają jedną wadę - nie można ich dotknąć. Dlatego też jeszcze długo u zdrowych mężczyzn większe emocje będzie wzbudzał nowy model mercedesa czy jaguara, niż kolejna wersja najciekawszego nawet oprogramowania. Już w samej nazwie tkwi wyjaśnienie problemu: Rzeczy to hardware, to coś zdecydowanego, pewnego, nienaruszalnego, wspierającego kruchość ludzkiej natury w jej walce z otaczającym światem.

Wiedza, informacja to software, czyli coś miękkiego, jak mózg. Brutalny upór hakera może uczynić z niej to, co kij baseballowy z mózgu geniusza. Software tak długo ma dla nas znaczenie, jak długo wspiera wytwarzanie Rzeczy, choćby ekonomiczne wskaźniki próbowały pokazać co innego.

Dla industrialisty dzieje ludzkości dzielą się na dwa zasadnicze okresy. Epokę mroku, kiedy naturalne pragnienie posiadania Rzeczy mogli zaspokoić jedynie nieliczni uprzywilejowani, i Złotą Epokę Przemysłową, w której Rzecz dostępna jest szerokim masom. Tzw. Rewolucja Informacyjna zintensyfikowała tylko produkcję Rzeczy, angażując do procesu w sposób dotychczas nie spotykany Wiedzę.

Ewolucja

Punkt widzenia industrialisty jest tylko jednym z możliwych. Opiera się na założeniu niezmienności natury ludzkiej. To jednak może być zbyt mało, by uzasadnić teraźniejszość, zmieniającą się w tempie dotąd nie spotykanym. Stąd też pogląd industrialno-konserwatywny nie zadowala tych, którzy wierzą w postęp i w to, że zarówno natura ludzka, jak i społeczeństwo podlegają ciągłej ewolucji, skutkującej zmianami nie tylko ilościowymi, ale i jakościowymi.

Optymistyczna literatura postępowa, wieszcząca powszechną szczęśliwość za sprawą informatyki, jest bardzo bogata. Niestety, poziom refleksji prezentowanej w znacznej części publikacji (autorstwa głównie twórców technologicznego postępu) jest niezbyt ciekawy. Głównie z tego względu, że uzasadnieniem sensu przemian jest możliwość ich dokonywania. Jak w każdej tautologii, wartość wyjaśniająca takich analiz jest bliska zeru.

Z tym większym uznaniem należy powitać prace francuskiego filozofa Pierra Levy'ego, profesora uniwersytetu Paris-VIII w Saint-Denis. Przed kilku laty opublikował on rozprawę zatytułowaną L'intelligence collective - pour une anthropologie du cyberspace (Inteligencja zbiorowa - wstęp do antropologii cyberprzestrzeni), a w roku ubiegłym - na zlecenie Rady Europy - przygotował raport zatytułowany Cyberculture (Cyberkultura). W dziełach tych filozof łączy najlepsze francuskie tradycje intelektualne: finezję i logikę wywodu oraz erudycję i śmiałość koncepcji.

Teza zasadnicza P. Levy'ego - na skutek rozwoju technologii teleinformatycznych, a w szczególności globalnych sieci informacyjnych uosabianych przez Internet, w niezwykłym stopniu zwiększyła się międzyludzka aktywność komunikacyjna. Globalna pajęczyna to dla P. Levy'ego analogia mózgu, który jest przecież pajęczyną synaptycznych połączeń. W mózgu efektem międzyneuronalnej komunikacji są procesy myślowe, a wielu badaczy mózgu twierdzi, że również świadomość jest skutkiem tej komunikacji.

Zdaniem P. Levy'ego, na skutek aktywności komunikacyjnej w Sieci (o której można powiedzieć, że jest pewnego rodzaju supermózgiem) nastąpi zmiana jakościowa, czego skutkiem będzie powstanie nowego autonomicznego zjawiska, inteligencji zbiorowej (l'intelligence collective). Inteligencja zbiorowa, czy inaczej superrozum rodzaju ludzkiego, to coś więcej niż tylko suma wiedzy poszczególnych osób. To całkowicie nowa jakość, efekt kolejnego etapu ewolucji homo sapiens. Nim zaczniemy zastanawiać się nad konsekwencjami propozycji P. Levy'ego, przyjrzyjmy się przesłankom, które doprowadziły go do tak śmiałych wniosków.


TOP 200