Patologia codzienności informatycznej

Lat temu dziesięć, a więc w okresie historycznie nieodległym i dostępnym dla pamięci naszej, byliśmy świadkami niespotykanego zwrotu w technologii przetwarzania informacji. Mnożyć się bowiem poczęły zastosowania sieci lokalnych opartych na mikrokomputerach, a niewiele później z rozmachem wkroczył Internet.

Lat temu dziesięć, a więc w okresie historycznie nieodległym i dostępnym dla pamięci naszej, byliśmy świadkami niespotykanego zwrotu w technologii przetwarzania informacji. Mnożyć się bowiem poczęły zastosowania sieci lokalnych opartych na mikrokomputerach, a niewiele później z rozmachem wkroczył Internet.

Był to okres, w którym komputeryzacja zeszła z poziomu centrów obliczeniowych wprost na biurka użytkowników czy wręcz trafiła pod strzechy, zasilając gospodarstwa domowe nowym cudownym nabytkiem, jakim był komputer.

Jedni traktowali narzędzia informatyki z całym majestatem należnym nowoczesnym urządzeniom programowalnym, służącym do polepszenia jakości pracy, inni jako frapujące hobby o nie zbadanym bliżej potencjale możliwości. Przyczyny tego stanu rzeczy były dosyć oczywiste - dostępność technologii po przystępnej cenie. Pokazało się światełko w tunelu - światełko dające tajemnicze znaki z oddali, zdające się mówić: chodźcie do mnie, a będziecie szczęśliwi, bogaci i mądrzy. I tak też wielu podążyło w tę stronę - zarówno zawodowi informatycy, jak i rzesza użytkowników. Z biegiem lat okazało się, że tunel ów posiada liczne rozgałęzienia czy wręcz ślepe zaułki i nie na wszystkich jego końcach pali się zielone światło.

Mimo że u progu nowego wieku technologia komputerowa jest zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym, to jeszcze nie na tyle, aby stwierdzić, iż jest zjawiskiem w pełni zrozumiałym. Brak powszechnej świadomości w kwestii jej obecnego potencjału i, co gorsza, świadomości dotyczącej dalszego kreowania jej ścieżek rozwoju nie sprzyja budowaniu nici porozumienia między użytkownikami a zawodowymi informatykami. Brak zrozumienia informatyki objawia się przede wszystkim tym, iż wielu użyt-kownikom zaczęło się wydawać, że informatyka jest łatwa, nie wymaga zbytnich nakładów edukacyjnych, a pobieżna znajomość tematyki rozwiąże prawie wszystkie problemy. Wydawać się może komu chce i co chce, dopóki czyjeś imaginacje nie zaczynają mieć destrukcyjnego wpływu na rzeczywistość, a tego właśnie jesteśmy nieraz świadkami, użytkownicy bowiem decydują o informatyce, zaś specjaliści od komputerów z łezką w oku mogą jedynie wspominać hasło "nic o nas bez nas".

Użytkownicy decydują zarówno na najniższych szczeblach zarządzania w firmach i tacy sami użytkownicy podejmują decyzje na szczeblach strategicznych. Nadużywanie słowa "informatyka" i jego pochodnych - bezpośredni skutek popularyzacji zastosowań - przyniosły niechciane zjawiska uboczne dla przedstawicieli tej dziedziny, pod postacią degradacji percepcyjnej w ogólnym odbiorze społecznym.

Postrzeganie informatyki jako dziedziny nieco tajemniczej uatrakcyjnia użytkownikom obcowanie z komputerem. Emocjonalne podejście do zjawisk nie w pełni lub zupełnie niezrozumiałych, charakterystyczne nowicjuszom w każdej dziedzinie, w sferze informatyki wydaje się trwać wieczność za sprawą błyskawicznych zmian technologii i dużej jej zawiłości. Z rzadka użytkownicy komputerów zdają sobie sprawę z zachodzących w oprogramowaniu procesów i zazwyczaj nie mają głębszych na ten temat wyobrażeń, pozwalających powiązać w logiczny łańcuch przyczyn i skutków zjawiska wyzwalane prozaicznym naciśnięciem klawisza. Krajobrazu nieświadomości dopełnia mylenie pojęć i stawianie znaku równości między hurtownią danych a bazą danych hurtowni.

Problem rozróżniania

Chyba nikt nie zaneguje stwierdzenia, że informatyk powinien reprezentować wiedzę związaną ze swym zawodem na poziomie nieporównywalnie wyższym niż jakikolwiek, nawet najbardziej wprawny użytkownik.

Informatyk świadomy dziedzinę swego działania postrzega poprzez pryzmat algorytmów i tym różni się on od reszty użytkowników i informatyków nieświadomych 1. Przynajmniej tak powinno być i byłoby, gdyby systemy, z którymi mamy do czynienia, nie preferowały często działań odległych od rzetelnej wiedzy i logiki. Uległość popularnych produktów informatycznych wobec użytkowników preferujących metodykę prób na chybił trafił lub wiedzę swą czerpiących z "uświadamiania przez starszych kolegów" wyzwala efekt piramidalnego narastania niewiedzy.

Informatyk nieświadomy, dysponując jednokierunkową wyobraźnią o zjawiskach zachodzących w oprogramowaniu i sprzęcie, przy rozwiązywaniu problemów wykorzystuje techniki rodem z książki kucharskiej lub akurat przez przypadek odkrył, iż działanie takie przynosi oczekiwany efekt, co zdaje się utwierdzać tę grupę w przekonaniu o pewnej dawce intuicyjnej przypadkowości w informatyce. Niestety, w nieco zmienionej konfiguracji często okazuje się, że metodyka owa zawodzi i trzeba znowu wielu prób, dzięki którym udaje się, albo nie, problem rozwiązać.

Ku wielkiemu nieszczęściu wielu informatyków świadomych zaczyna - lub raczej jest zmuszona do tego - naśladować w działaniach swych nieświadomych kolegów. Popularne systemy są bowiem źle dokumentowane, zezwalają na zbyt wiele intuicyjności w działaniach użytkownika przy jednoczesnej niedoskonałości rozwiązań technicznych. Praca z komputerem przeradza się we wtórne odkrywanie obszarów starannie zamaskowanych przez pro-ducentów oprogramowania, nadając standardowym poczynaniom posmak pseudonaukowości, w doraźnym wymiarze sprowadzających się do rozwikłania szczegółu technicznego, wiedza taka okazuje się jednak zupełnie nieprzydatna w następnej wersji oprogramowania.

Aby było jeszcze mniej sprawiedliwie, informatyk nieświadomy - najczęściej wykazując się olbrzymią wprawą w instalowaniu, deinstalowaniu, znajomości trików, numerów najnowszych wersji programów udostępnianych na CD przez popularne czasopisma, znający nazwy akceleratorów kart graficznych oraz innych śmiesznych rzeczy do komputera, którymi informatyk świadomy zajmuje się tylko wówczas, jeżeli ma takie hobby - potrafi wywrzeć niewiarygodnie pozytywne wrażenie na użytkownikach. To on właśnie uznawany jest w owych kręgach za prawdziwego znawcę informatyki, a nie specjalista - mętnie z punktu widzenia laika - tłumaczący coś o algorytmach i tworzący oprogramowanie, w którym zawsze trzeba wykonywać wiele poprawek.

W gruncie rzeczy informatyk nieświadomy potrafi często lepiej oczarować użytkowników, stwarzając pozory paranormalności zjawisk, które jedynie dla wtajemniczonych są jak najbardziej zrozumiałe, mierzalne i logiczne i dzięki prześlizgiwaniu się po powłoce tematycznej jest w stanie opanować całą gamę pseudotechnik, wykorzystywanych w różnych sytuacjach. Informatyk świadomy, dopatrujący się na każdym kroku podwalin rzetelnej wiedzy i logiki, analizując dogłębnie różne sytuacje, nie nadąża za empiryzmem, jaki przejawia jednostka nieświadoma. Gra pozorów kreuje magiczny obraz świata komputerów, który w rzeczywistości skonstruowany na bazie racjonalnych przesłanek wcale taki nie jest.


TOP 200