Optymizm na kartki

Dane o stanie finansowym państwa na koniec 2000 r. świdczą o zadowalającym wzroście gospodarki, jednak większość przedsiębiorstwnie przejawia nawet umiarkowanego optymizmu.

Dane o stanie finansowym państwa na koniec 2000 r. świdczą o zadowalającym wzroście gospodarki, jednak większość przedsiębiorstwnie przejawia nawet umiarkowanego optymizmu.

Przedsiębiorstwa po prostu nie mają środków na rozwój. Taka sytuacja utrzymuje się już od lat, co najmniej od roku 1997. Pieniądze wypracowywane przez przedsiębiorstwa pochłaniają podatki, różne świadczenia na rzecz pracowników, fundusze celowe i są w inny sposób wyprowadzane z firm. Jednak wyjaśnienie to akcentuje konsumpcyjną stronę działalności przedsiębiorstwa, to znaczy podział posiadanych środków. Niewątpliwie jest on niekorzystny dla firm, ponieważ niewiele im pozostaje. Ale sedno problemu leży w sferze biznesowej, czyli wytwarzania tych środków i wypracowywania przychodów. Przedsiębiorstwa nie odnotowują satysfakcjonującego ich przyrostu, a w wielu branżach widać wręcz ich spadek.

Na tę sytuację ma wpływ ogólne obniżenie koniunktury spowodowane wydarzeniami na rynkach zagranicznych czy czynnikami politycznymi, ale przede wszystkim brak odpowiedniej polityki gospodarczej państwa. Grzechem kolejnych administracji, a także wspierających je środowisk ekonomicznych jest rozpatrywanie gospodarki wyłącznie jako całości poddanej m.in. oddziaływaniu stóp procentowych albo progów podatkowych, albo płac minimalnych, albo inflacji. Nie ma w Polsce poważniejszych prób dostrzeżenia w tej całości różnych grup podmiotów - a nawet poszczególnych przedsiębiorstw - i analizowania ich praktyk biznesowych w celu znalezienia najlepszych w danej grupie i propagowania ich wśród pozostałych. Wszak również w każdej grupie są przedsiębiorstwa, które radzą sobie świetnie, takie, które ustabilizowały swój rozwój, i takie, które podupadają. Tylko nieliczne środowiska starają się upowszechniać podejście porównawcze, które z "szarej masy" gospodarki buduje zróżnicowany krajobraz gospodarczy Polski.

A zatem wpływ ogólnej koniunktury na pogarszanie się warunków do rozwoju firm jest zapewne faktem, jednak w przypadku każdej jednostki i każdej grupy firm kształtuje się inaczej. Nie można jednak poprzestać na tym wyjaśnieniu, bo nie stanowi ono żadnej wskazówki dla podmiotów działających na rynku.

Co wiemy

Inne - poza makroekonomicznym - podejście nie cieszy się w Polsce powodzeniem, dlatego niewiele wiemy o tym, co hamuje rozwój przedsiębiorstw, co powoduje, że zarabiają mniej pieniędzy, że nie wystarcza im na konieczne inwestycje, w tym inwestycje informatyczne. Ważne jest również to, czy cokolwiek można tu poprawić, wykonać coś, co ma realną siłę sprawczą. Jeśli powiemy sobie, że polityka, że podatki, że ZUS, że cła, że... wszystko to, co należy do kompetencji administracji państwowej, to od razu można wyrokować o szansach powodzenia, czyli braku szans. Trzeba rozpocząć rozważania od innej strony, "zapominając" o polityce państwa, podatkach itd.

Są trzy obszary, które powinny być poddane oddziaływaniu przedsiębiorstw. Pierwszy obszar to kreowanie rynków, drugi obejmuje kształcenie menedżerów i pracowników, trzeci koncentruje się na współpracy z partnerami. W roku 2000 tylko te przedsiębiorstwa, które potrafiły sformułować kompleksową strategię i przynajmniej częściowo ją zrealizowały, uzyskały dobre wyniki. Z punktu widzenia branży informatycznej - i większości innych - istotne jest, że ta prawidłowość dotyczy ich podwójnie. Po pierwsze, muszą one budować własną strategię, uwzględniając wspomniane obszary, po drugie, jako klientów wybierać organizacje, które mają takie właśnie strategie. Ogromnym problemem dobrych firm informatycznych jest to, że często ich klienci nie dorównują im nowoczesnością myślenia o biznesie, poziomem organizacyjnym i kulturą zarządzania. Klienci potrzebują narzędzi informatycznych, ale nie potrafią podjąć właściwej decyzji o zakresie i kierunkach informatyzacji, a często w ogóle nie potrafią podejmować decyzji.

Narzędzia muszą być adekwatne do strategii. Nawet najlepsze narzędzia informatyczne nie pomogą w osiągnięciu dobrych wyników, jeśli wspomagają złą, nietwórczą strategię, strategię lekceważącą trzy wymienione obszary. Klienci branży informatycznej często nie rozumieją tego, obwiniając słabą rentowność inwestycji informatycznych czy dostawców rozwiązań, nie poszukując przyczyn u siebie. To nie wpływa na tworzenie się dobrych stosunków, opóźnia unowocześnianie przedsiębiorstw i innych organizacji, hamuje rozwój branży informatycznej.

Partnerzy

Gospodarka jest zbiorem naczyń połączonych. Każdy dostawca ma klientów i partnerów. Aby biznes mógł się rozwijać, należy zachować równowagę między podmiotami: technologiczną, kulturową, finansową itd. Płaszczyzna porozumienia nie wynika z wielkości biznesu ani rodzaju produktów czy usług, lecz z poziomu organizacyjnego i technologicznego.

W kontaktach międzyludzkich nazywa się tę płaszczyznę klasą. Ktoś ma taką samą klasę jak ja, więc chętnie z nim przestaję, nawet jeśli jest mniej lub bardziej ode mnie zamożny, z prowincji albo z metropolii, ma rodziców niskiego albo arystokratycznego stanu, czyli jest różny w wielu aspektach. W gospodarce bywa podobnie.


TOP 200