Odrywanie Ministerstwa Cyfryzacji od służb

Zamysł oderwania administracji - w ramach Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji - od policyjnych interesów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych okazuje się bardziej skomplikowany, niż się wydawało. Resorty toczą walkę o władzę nad rejestrami państwowymi.

Tradycja podsumowania roku w sektorze budżetowym nie ma zastosowania do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Pomimo kilku osiągnięć, które da się umieścić w bilansie roku 2011, wiele spraw jest w stanie rozgrzebanym i w Nowy Rok trzeba wkroczyć ze starymi problemami, takimi jak odwołane przetargi na systemy TETRA i PL.ID. Pewnie łatwiej byłoby zacząć wszystko od nowa, wybierając ze starych ministerstw specjalistów i jednostki organizacyjne, potrzebne, aby organizować sprawy wokół cyfryzacji, informatyzacji i telekomunikacji. Niektórym może marzyłoby się zrobić to tak, jak się niekiedy buduje nowocześniejszy system teleinformatyczny. Rozgrzebywanie budowanych latami połączeń interfejsów i kodów często nie ma sensu. Taniej zbudować wszystko od nowa.

Z doświadczonymi w biurokratycznych bojach wiarusami administracji tak się przeważnie nie da. Kiedy brakuje zupełnie nowej siedziby - i trzeba działać pod kilkoma starymi adresami - trzeba się liczyć, że z dobrodziejstwem inwentarza dostaje się wszystkie duchy mieszkające w szafach z zakurzonymi segregatorami. Przejmowanie dla nowej instytucji starych departamentów to skomplikowana operacja wojenna. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Do Centrum Projektów Informatycznych wkracza prokurator i funkcjonariusze CBA. NIK nie pozostawia suchej nitki na tzw. e-administracji. Wszyscy aktywni urzędnicy starają się zaś dopasować do nowej sytuacji. Naiwnością byłoby sadzić, że podział MSWiA na dwa resorty mógłby być prosty. Przypisanie rządowych sieci i projektów teleinformatycznych do kompetencji Ministra Spraw Wewnętrznych dokonało się bowiem w prehistorycznych - z dzisiejszej perspektywy - czasach PRL.

Milicjant skomputeryzowany

Na początku lat 70. opracowano system Magister, a później PESEL. Jest w tej historii związek z rocznicą tragicznych wydarzeń grudnia 1970. Edward Gierek, wymieniając ekipę Władysława Gomułki, usunął ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych Kazimierza Świtałę. Świtała zastąpił wprawdzie mającego upodobanie do krwawych rozwiązań Mieczysława Moczara, ale sam uczestniczył w słynnej naradzie u Gomułki w grudniu 1970, kiedy podjęto decyzję o strzelaniu do stoczniowców.

Nowym ministrem spraw wewnętrznych w 1971 został otwarty na nowości techniczne Franciszek Szlachcic, przedwojenny górnik, w czasie wojny żołnierz Gwardii Ludowej, a później funkcjonariusz służb i milicji. Jego zamiłowania techniczne spotkały się z chęcią do uporządkowania wiedzy o obywatelach PRL. Doprowadziło to do uruchomienia w MSW prac nad systemem Magister, a następnie PESEL. Warto też młodszym czytelnikom przypomnieć, że wszyscy poprzednicy ministra Leszka Millera, który był pierwszym ministrem administracji i spraw wewnętrznych, rządzili resortem jednoznacznie siłowym, nadzorującym działania Służby Bezpieczeństwa, wywiadu, kontrwywiadu, tzw. nadwiślańskich jednostek wojskowych, straży granicznej. Koledzy informatycy, którzy to pamiętają, pewnie wspominają różne koleje PESEL. Wielu z nich nie trafiło na umundurowanych współpracowników. Ale charakterystyczny dla historii PESEL może być fakt, że jako departament MSWiA był on jednostką służby zabezpieczenia operacyjnego, która zajmowała się również obserwacją i podsłuchami!


TOP 200