Odpoczynek dla systemów billingowych

To będzie gorąca jesień dla giełdowych firm telekomunikacyjnych. Powodem jest sytuacja krajowej gospodarki, ale przede wszystkim wolniejszy niż oczekiwano przyrost liczby nowych abonentów. Trzeba będzie przyspieszyć restrukturyzację i odważniej obniżać koszty.

To będzie gorąca jesień dla giełdowych firm telekomunikacyjnych. Powodem jest sytuacja krajowej gospodarki, ale przede wszystkim wolniejszy niż oczekiwano przyrost liczby nowych abonentów. Trzeba będzie przyspieszyć restrukturyzację i odważniej obniżać koszty.

Ostatnie miesiące upłynęły giełdowym inwestorom pod znakiem oczekiwania na dwa arcyważne dla całego rynku telekomunikacyjnego wydarzenia. Po pierwsze, aż do końca lata ważyły się losy zwiększenia udziałów France Telecom w Telekomunikacji Polskiej SA. Przypomnijmy, że Francuzi, którzy ponad rok temu kupili od Skarbu Państwa pakiet 35% akcji naszego narodowego operatora po 38 zł, nie zdecydowali się na zwiększenie puli o kolejne 10% akcji po tej samej cenie, powiększonej o inflację, proponując podobno tylko 20 zł za akcję. Nerwowe negocjacje trwały aż do końca sierpnia. Niemal równolegle w zaciszu gabinetów toczyły się negocjacje innego potentata w dziedzinie telekomunikacji - Elektrimu - z francuskim Vivendi na temat strategicznego partnerstwa w telekomunikacji. Na mocy zawartego w czerwcu wstępnego porozumienia Elektrim miał oddać Francuzom kontrolę nad swoimi aktywami telekomunikacyjnymi (w tym spółką Polska Telefonia Cyfrowa - operatorem Ery i liderem komórkowego rynku), ale w zamian dostałby 600 mln euro. Dla zadłużonego po uszy holdingu, te pieniądze byłyby jak manna z nieba.

Choć w chwili oddawania do druku tego numeru ani sprawa przejęcia Telekomunikacji Polskiej przez France Telecom, ani sojusz Elektrim-Vivendi nie zostały jeszcze przesądzone, to nie ma wątpliwości, że przy systematycznie pogarszającej się sytuacji w krajowej makroekonomii i wyraźnym spowolnieniu rozwoju rynku telekomunikacyjnego obaj liderzy nie mają dużego wyboru. Aby utrzymać swą pozycję, potrzebują wsparcia silnych inwestorów strategicznych. Analitycy nie mają bowiem wątpliwości, że branża telekomunikacyjna już zaczyna odczuwać kłopoty krajowej gospodarki.

Zaciskanie telepasa

Z danych za pierwsze dwa kwartały wynika, że liczba nowych abonentów, od których w dużej mierze zależy przyszła poprawa zysków firm telekomunikacyjnych, rośnie wolniej niż spodziewano się jeszcze kilka miesięcy temu. Jednocześnie rodząca się konkurencja powoduje konieczność obniżania cen usług. Połączenie tych dwóch czynników sprawia, że operatorzy, w poprzednich latach przyzwyczajeni do szybkiego rozwoju biznesu, teraz będą musieli zacisnąć pasa.

W szczególnie niewesołej sytuacji wydaje się być Telekomunikacja Polska. Choć na pierwszy rzut oka pozycji tego kolosa, kontrolującego 95% rynku, nie może zachwiać nawet osłabienie koniunktury, to - zdaniem analityków - właśnie on najbardziej powinien się obawiać nadchodzącej recesji. Nie dość że pogarszają się perspektywy całej telefonii stacjonarnej, dla której zagrożeniem są coraz bardziej popularne komórki, to krajowy monopolista - jakby zupełnie lekceważąc realia rynkowe - wiosną zaaplikował swoim abonentom 40-proc. podwyżkę abonamentu.

Choć zarząd Telekomunikacji Polskiej szybko spostrzegł swój błąd i zaczął wycofywać się z podwyżek, oferując nowe pakiety usług z darmowymi minutami, to wyniki pierwszego półrocza pokazują, że narodowy operator zapłacił za brak roztropności i zachłanność. Wprawdzie w okresie styczeń-czerwiec przyłączył ok. 400 tys. nowych abonentów, ale w tym samym czasie ponad 300 tys. osób i firm zrezygnowało z jego usług lub zostało odłączonych za nie płacone rachunki. Nic dziwnego, że zysk netto TP SA w drugim kwartale wyniósł tylko niecałe 300 mln zł, o 50 mln zł mniej niż przed rokiem. W rezultacie renomowane banki inwestycyjne szybko zaczęły obniżać spółce rekomendacje.