Niedobór czy nadmiar?

Na rynku pracy dla specjalistów IT mamy dziś specyficzną sytuację. Z jednej strony, od kilku lat do polskich firm trafiają kolejne, liczne roczniki absolwentów studiów informatycznych. Nie ma zatem problemu ze znalezieniem młodych wykształconych kadr. Z drugiej jednak strony, znalezienie doświadczonego informatyka nadal pozostaje nie lada wyzwaniem.

Na rynku pracy dla specjalistów IT mamy dziś specyficzną sytuację. Z jednej strony, od kilku lat do polskich firm trafiają kolejne, liczne roczniki absolwentów studiów informatycznych. Nie ma zatem problemu ze znalezieniem młodych wykształconych kadr. Z drugiej jednak strony, znalezienie doświadczonego informatyka nadal pozostaje nie lada wyzwaniem.

Każdy szef IT w Polsce zapytany o najważniejsze wyzwania stojące przed jego działem na jednym z pierwszych miejsc wymieni rekrutację wykwalifikowanych informatyków. Firmy opierające działalność przede wszystkim na pracy specjalistów IT prześcigają się w pomysłach, których celem jest zapewnienie sobie dopływu wykwalifikowanych kadr.

Jest praca

Microsoft od kilku lat rozwija zakrojony na szeroką skalę i obejmujący wszystkie istotniejsze uczelnie w kraju program współpracy ze studentami. Jego głównym celem jest oczywiście popularyzacja produktów Microsoftu, a zwłaszcza jego narzędzi programistycznych wśród przyszłych decydentów, od których wkrótce zależeć będzie dobór technologii w przedsiębiorstwach.

Nieco "ubocznym", ale bardzo istotnym skutkiem tej współpracy jest grupa młodych współpracowników Microsoftu (tzw. konsultantów studenckich), którym firma może zaproponować pracę po zakończeniu nauki.

Równolegle firma rozwija wielotorowo program praktyk obejmujących zarówno studentów uczelni technicznych, jak i ekonomicznych, którzy mogliby w przyszłości zostać pracownikami np. działów marketingu. To już jest jednak standard, tak naturalny dla firm z sektora high-tech, że prawie niegodzien wspomnienia.

Motorola, której krakowskie Centrum Oprogramowania zatrudnia już 800 osób, a w ciągu najbliższych kilku miesięcy chce przekroczyć pułap tysiąca pracowników, w swoich akcjach promocyjnych dawno wyszła już poza Małopolskę.

Ze swoim "road show", skierowanym do studentów, firma regularnie odwiedza uczelnie w miastach setki kilometrów odległych od Krakowa. Skupia się przy tym przede wszystkim na mniejszych ośrodkach akademickich, takich jak Rzeszów czy Bielsko Biała, gdzie wciąż stosunkowo łatwo można znaleźć dobrych studentów gotowych do przeprowadzki do Krakowa.

Informatyków różnych specjalności szukają także mniejsze firmy nie tylko z sektora IT. Popyt na usługi związane z rekrutacją jest na tyle duży, że znowu świetnym biznesem stała się organizacja targów pracy, zwłaszcza w powiązaniu z renomowanymi uczelniami, takimi jak Politechnika Warszawska czy Akademia Górniczo-Hutnicza.

Są także bezrobotni

Pomimo tych symptomów, które wskazywałyby na wzmożony popyt na informatyków, na każdym kroku można usłyszeć historię o bezrobotnych informatykach: świeżo upieczonych absolwentach, a nawet osobach z imponującym kilku-, czy kilkunastoletnim doświadczeniem zawodowym. Zarobki specjalistów na wielu stanowiskach mieszczą się w przedziale 800-2000 złotych brutto miesięcznie (szczegółowe dane przedstawiamy na kolejnych stronach raportu). Co więcej, coraz bardziej niepokojące wieści docierają do nas z firm analitycznych. Pod koniec ubiegłego roku szerokim echem na całym świecie odbił się raport Diane Morello, wiceprezes Gartner Inc., zapowiadający, że w dużych i średnich firmach na całym świecie do 2010 r. zniknie ok. 30% stanowisk informatycznych. Ma to być następstwem paru procesów, które możemy obserwować już od kilku lat. Najważniejsza z nich to globalizacja, która prowadzi do centralizacji obsługi procesów IT w lokalizacjach o najniższych kosztach pracy. Ściśle związany z nią jest drugi czynnik, tj. rosnąca liczba fuzji, przejęć i restrukturyzacji firm. Trzecim istotnym czynnikiem jest automatyzacja IT, która sprawia, że coraz więcej czynności związanych zwłaszcza z utrzymaniem infrastruktury może odbywać się zdalnie i automatycznie. Wreszcie ostatnim procesem, który ma wpłynąć na obniżenie liczby etatów dla informatyków, jest "konsumeryzacja" (consumerisation) IT, a więc silne upowszechnienie technologii informatycznych w urządzeniach powszechnego użytku, które wymusi na twórcach rozwiązań uproszczenie ich obsługi, a więc i niższe zapotrzebowanie na wsparcie techniczne świadczone przez działy IT.

Oczywiście polscy specjaliści pozostają w dużym stopniu beneficjentami przemian opisywanych przez Gartner Inc. W końcu to do naszego kraju przenoszą się kolejne centra badawczo-rozwojowe międzynarodowych koncernów.

Nie da się jednak ukryć, że przynajmniej część zarysowanych trendów dotyczy w dużym stopniu także polskiego rynku IT. W dającej się przewidzieć przyszłości możemy stać się przedmiotem tych samych zmian globalizacyjnych co amerykańscy programiści. Już dziś Comarch rozprasza swoich inżynierów po Europie Środkowo-Wschodniej (Niemcy, Ukraina) i pozostaje nam tylko czekać, gdy na podobny krok zdecydują się kolejne duże firmy IT. W ślad za nimi mogą pójść inne przedsiębiorstwa. Kto wie, czy już wkrótce wszelkie wzmianki o programistach z Ukrainy, Rumunii, czy Rosji nie będą działać na polskich specjalistów jak płachta na byka, zupełnie tak jak ma to dziś miejsce w USA, gdy tylko wspomni się o indyjskich firmach IT.

Specyficzna sytuacja

Czy zatem mamy do czynienia z niedoborem, czy też z nadmiarem specjalistów IT? "I z jednym, i z drugim" - odpowiada Andrzej Stobierski, doświadczony doradca personalny, specjalizujący się m.in. w rekrutacji specjalistów IT i właściciel firmy Forum Management.

Co więcej, jego zdaniem nie jest to wcale zjawisko nowe. "Niemal od początków IT i wolnego rynku w Polsce były zawody, w których o specjalistów było trudno, a także takie, w których relatywnie łatwo można było znaleźć niezłego fachowca" - mówi.

Zgadza się z nim Katarzyna Reinfuss, dyrektor personalna Centrum Oprogramowania Motoroli. "Nie mamy większych problemów ze znalezieniem absolwentów gotowych do podjęcia pracy u nas, jednak coraz trudniej znaleźć nam dobrych, doświadczonych specjalistów, którzy potrafiliby np. poprowadzić projekt" - mówi.

Cała branża IT znalazła się w specyficznej sytuacji. Z jednej strony, od kilku już lat na rynek pracy wchodzą kolejne roczniki absolwentów kierunków technicznych z pokolenia boomu technologicznego, który rozpoczął się jeszcze w połowie lat 90. Nie ma zatem problemu ze znalezieniem młodego człowieka do przyuczenia do pracy w firmie. W 2002 r. informatykę studiowało przeszło 62 tys. młodych ludzi i można przypuszczać, że ten odsetek utrzymał się co najmniej na tym samym poziomie. To ci ludzie wybierali studia informatyczne m.in. pod wpływem doniesień prasowych o rosnącym zapotrzebowaniu na informatyków. To oni sprawili, że informatyka od kilku lat niezmiennie zajmuje miejsce w pierwszej piątce najpopularniejszych kierunków studiów.

Z drugiej jednak strony, potrzeby odbudowującego się od co najmniej dwóch lat sektora "high-tech" są coraz bardziej wyrafinowane. "To oczywiste: im więcej ludzi jest na rynku, tym bardziej rosną oczekiwania wobec nich. Niezależnie od wielkości podstawy tej piramidy złożonej z kandydatów pracodawców zwykle interesuje tylko sam jej wierzchołek o najwyższych kompetencjach" - mówi Andrzej Stobierski. Szukają oni specjalistów z co najmniej kilkuletnim doświadczeniem, którzy wnieśliby do firmy coś więcej poza młodzieńczym entuzjazmem i gotowością do wytężonej pracy.

Struktura samego popytu na specjalistów IT jest przy tym nieco inna niż jeszcze kilka lat temu. Poza spektakularnymi inwestycjami zagranicznymi, które owocują otwarciem nowych działów badawczo-rozwojowych, pracowników poszukują przede wszystkim firmy o ukształtowanej już strukturze. W związku z tym zwykle szukają kogoś o dokładnie sprecyzowanym profilu i odpowiednich doświadczeniach. Szybkie tempo pracy praktycznie do minimum ogranicza czas, jaki można poświęcić na przyuczanie kandydata do pracy. Zaś wymagania rynkowe są na tyle duże, że pracodawca zatrudniający nowych ludzi nie może mieć żadnych wątpliwości co do ich kwalifikacji.


TOP 200