Na granicy Internetu

Rozmowa z Markiem Stefikiem, naukowcem z instytutu Xerox PARC w Palo Alto, autorem wydanej właśnie książki The Internet Edge: Social, Technical, Legal Challenges for Networked World.

Rozmowa z Markiem Stefikiem, naukowcem z instytutu Xerox PARC w Palo Alto, autorem wydanej właśnie książki The Internet Edge: Social, Technical, Legal Challenges for Networked World.

Czym właściwie jest dla Pana ta "internetowa granica"?

Mówię tutaj o granicy jako pewnej nieostrej krawędzi. Słowo "krawędź" pochodzi z psychologii, a konkretnie jej gałęzi, zajmującej się procesami. Krawędź to oznaczenie granicy między tym, czym jesteśmy, a tym, czym się stajemy. Krawędzie mogą być duże lub małe. Przykładowo, ludzie mogą mieć swoje obszary graniczne, gdy chodzi o możliwość publicznego wypowiadania się czy poproszenia o pomoc. Ktoś może czuć, że chciałby się wypowiedzieć, ale zarazem boi się, iż może to zmienić coś w jego życiu. Możemy potrzebować pomocy, ale czujemy się zbyt zakłopotani, by o nią prosić. Dokładnie na krawędzi znajdujemy się wtedy, gdy wykonujemy ruch i próbujemy podjąć decyzję, co zrobić.

Krawędź internetowa jest przede wszystkim czymś wspólnym. Obrazuje, jak ludzie przystosowują się do lepiej połączonego świata. Podobnie jak w przypadku rozwoju innych ważnych technologii, granica internetowa powstaje w rezultacie napięcia między lokalnymi a globalnymi wartościami. Dzięki sieci jesteśmy lepiej połączeni, ale i bardziej skonfliktowani.

W jaki sposób zachowujemy się trafiając na taką granicę?

To bardzo interesujące obserwować kogoś podejmującego działania na takiej granicy. Jest to częsty temat psychodramy. Taką osobę charakteryzuje zachowanie oscylujące. Chęć zmiany pcha ludzi naprzód, a obawa przed konsekwencjami ich powstrzymuje. Ludzie często są zakłopotani docierając do granicy i zdają się zapominać, co tam robią. Obawa staje się tak silna, że traci się z oczu obrany kierunek. Dzieje się tak w przypadku grup, które docierają do granicy, po czym nagle zawracają. To zakłopotanie na granicy to widomy znak, że brakuje porozumienia co do wspólnego kierunku marszu.

W którym więc miejscu można zobaczyć, jak Internet zmusza nas do dokonania zmian? I jak ludzie przed tym się bronią?

Przykładowo, przyjrzyjmy się sprzedaży prowadzonej online: wprowadza ona produkty na zupełnie nowe rynki, jednocześnie odbierając klientów lokalnym sklepom. Natychmiast pojawia się reakcja obronna, by utrzymać status quo. Może się ona przejawiać nawet w takich działaniach, jak dążenie do dodatkowego opodatkowania handlu internetowego. To przeciwdziałanie może mieć też wymiar konfliktu między dobrem lokalnym a globalizacją, objawiającego się w obronie przeciw tzw. kulturalnym zanieczyszczeniom, gdy dany kraj próbuje powstrzymać napływ obcych idei i treści informacyjnej, jaki odbywa się za przyczyną Internetu.

Gdzie ten opór przejawia się w firmach?

Tam próba dokonania zmian zawsze napotyka opór. Sieć to nowy sposób prowadzenia biznesu. Opór pojawia się wtedy, gdy pracownicy nie zamierzają uczyć się nowych rzeczy, gdy nie chcą poznawać nowych dróg. Dobrze natomiast znają wartość i sposób funkcjonowania starych rozwiązań.

Opór pojawia się także dlatego że zmiana jest trudna. Sieć jest jednym z narzędzi globalizacji. Gdy firma się rozrasta i zaczyna działać globalnie, to właśnie sieć staje się narzędziem pozwalającym łączyć rozproszonych pracowników. I wtedy firmy odkrywają, jak trudno efektywnie współpracować poprzez sieć. Trudniej się poznawać i trudno od razu o efektywne współdziałanie.

W jaki sposób firmy mogą przezwyciężyć te wewnętrzne opory i konflikty związane z Internetem?

Konkurencyjność rynku jest siłą, która pcha firmy w stronę Internetu. Załóżmy, że istnieje firma, która prowadzi biznes w nieinternetowy, tradycyjny sposób. Dobrze jej z tym, ma swoje uzasadnienia i tradycje itd. Nagle okazuje się, że sprzedaż zaczyna spadać, klienci odchodzą i zmniejsza się udział w rynku. Klienci trafiają do innej firmy, która działa w odmienny sposób. To już sygnał alarmowy i wezwanie do podjęcia poważnych działań.

Ale nie wszyscy chyba odpowiadają jednakowo na to wezwanie?

Pionierzy są pierwsi i zwykle kończą ze strzałą w plecach. Niektóre firmy zaczynają działać wcześnie, dopiero później pozostałe starają się pójść w tym samym kierunku. Niektórzy z tych pierwszych zaczynają działać zbyt wcześnie, kiedy jeszcze nie mogą zadziałać mechanizmy będące rezultatem zmian. Wówczas brak oczekiwanych rezultatów sprawia, że trzeba się wycofać i spróbować ponownie po pewnym czasie. Podobnie ci, którzy podejmą działania zbyt późno, przestają pasować do reszty. To jeden z głównych problemów związanych z granicami. Ich przekraczanie nie jest łatwe, bo trzeba wiedzieć, kiedy to zrobić.

...Jeśli nie możemy ufać komputerom i toczącym się w nich nieuchwytnym i niewidocznym procesom, naszą jedyną alternatywą jest zwiększenie namacalności i widoczności tychże procesów. W systemach komputerowych tkwi ogromny potencjał możliwości, aby wizualizować procesy. Podobnie jak system bankowy prezentuje stały miesięczny audyt, tak samo inny zaufany system może przedstawiać konkretne zestawienia. Prawidłowe funkcjonowanie banków jest gwarantowane przez państwowe instytucje - dlaczego nie może to wyglądać podobnie w przypadku systemów komputerowych wykorzystywanych do e-biznesu. Tworzenie instytucji, które stałyby za systemami informatycznymi wykorzystywanymi w handlu, jest niezbędnym elementem wzrostu rynku opartego na informacji. Postrzeganie systemów informatycznych z tej perspektywy uzmysławia, jak bardzo ważny jest kontekst społeczny i prawny Internetu. I jak wiele pracy w tym miejscu - na granicy Internetu - musimy jeszcze wykonać.

Fragment książki The Internet Edge: Social, Technical, Legal Challenges for Networked World, autorstwa Marka Stefika (MIT Press, 1999)


TOP 200