MSWiA na polu minowym

Gdy minister Jerzy Miller zajął się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem, to ciężar podejmowania bieżących decyzji spadł na barki jego zastępców. Tym samym Piotr Kołodziejczyk znalazł się na polu minowym. Jeden nieostrożny ruch może pociągnąć za sobą katastrofalne skutki dla całego rządu.

Jesteśmy właśnie w trakcie nowej próby "wysadzenia" MSWiA w powietrze. Dziennik Gazeta Prawna (DGZ) opublikował artykuły, krytykujące ministra Jerzego Millera, za decyzję w sprawie budowy eksperymentalnego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie, gdy był jeszcze wojewodą małopolskim. DGZ, podpierając się ustaleniami NIK, twierdzi, że wybór z tzw. wolnej ręki oferty poznańskiego CompWin - reprezentanta czeskiego MediumSoft - nastąpił wbrew przepisom Prawa Zamówień Publicznych (PZP) i jest naruszeniem dyscypliny finansów publicznych.

Miny przeciwpiechotne

O ile dyskusja wokół wyboru trybu PZP może być emocjonująca dla nielicznych, o tyle zdecydowanie ciekawsze jest samo tło sprawy. W ocenie DGP, Jerzy Miller natychmiast po objęciu teki ministra praktycznie zawiesił funkcjonowanie rozporządzenia o budowie centrów powiadamiania ratunkowego. Jednocześnie miał rozpocząć prace nad nowym rozporządzeniem, czerpiąc z doświadczeń krakowskiego CPR. Pojawiły się nawet głosy, że przyjęcie takiego rozwiązania eliminuje konieczność budowy 130 centrów powiadamiania ratunkowego, wynegocjowanych przez poprzedniego wiceministra Witolda Drożdża ze służbami na rzecz 16-tu, wojewódzkich. Skoro codzienna prasa sięga po takie detale, niewątpliwie pomogła w tym wiedza "życzliwych" ekspertów z firm teleinformatycznych, zwłaszcza z rozżalonej decyzją ministra giełdowej spółki .

Notabene przedmiotowe Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2009 r. w sprawie organizacji i funkcjonowania centrów powiadamiania ratunkowego i wojewódzkich centrów powiadamiania ratunkowego (Dz.U. z dnia 18 sierpnia 2009 r.) dość precyzyjnie opisuje, że "centrum organizuje się na terenie obejmującym powiat, liczącym łącznie co najmniej 600 tys. Mieszkańców" i że "dopuszcza się włączenie do terenu działania centrum, innych kolejno przyległych powiatów, jeśli wchodzą one w skład rejonów operacyjnych zespołów ratownictwa medycznego dysponentów właściwych dla miejsca lokalizacji centrum", ale nigdzie nie definiuje, ile ich ma być.

W rezultacie MSWiA musiało przejść do obrony. Jego oficjalne komunikaty podważają ustalenia DGP. Przede wszystkim resort nie pracuje nad nowym rozporządzeniem, lecz nad zmianami uwzględniającymi "również uwagi i wnioski zgłaszane wcześniej przez wojewodów". W oświadczeniu czytamy również, że "pilotaż został przeprowadzony za pełną zgodą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji". Co do zaś do wyboru czeskiego rozwiązania: "Wojewoda wybrał ofertę firmy CompWin, ponieważ miała ona gotową aplikację, zaś firma Wasko przedstawiła jedynie wizję wykonania systemu. Wybrane zostało rozwiązanie, które gwarantowało natychmiastowe uruchomienie pilotażu".

Takie dictum nie uspokoiło rynku w trakcie kampanii wyborczej. Komentatorzy łakną krwi, tj. głowy ministra lub chociażby, aby zaczął się gęsto tłumaczyć. Nic dziwnego, że MSWiA musiało opublikować kolejny komunikat, tym razem przedstawiając jak działa krakowski CPR. "Po raz pierwszy w Polsce zorganizowany został w końcu sprawny system obsługi zgłoszeń alarmowych. Co ważne, wszystkie telefony przyjmowane są w jednym miejscu, dzięki czemu nie ma już konieczności przekazywania informacji pomiędzy służbami. CPR integruje system ratownictwa i pozwala na właściwe funkcjonowanie numeru 112. Służby nie muszą już przekazywać sobie informacji, dzięki czemu niezbędna pomoc nadchodzi szybciej i jest lepiej zorganizowana" - czytamy w komunikacie.

Z podziału kompetencji w kierownictwie MSWiA jednoznacznie wynika, że za budowę CPR, szacowaną na 500 mln zł, odpowiada podsekretarz stanu Piotr Kołodziejczyk.


TOP 200