MSWiA na polu minowym

Miny przeciwczołgowe

To nie jedyne zaminowane pole, przez które musi przejść Piotr Kołodziejczyk i jego podwładni. Za rok Polska stanie na czele Unii Europejskiej. W programie naszej prezydencji jest m.in. organizacja w Poznaniu, w listopadzie 2011 r. międzyrządowej konferencji poświęconej społeczeństwu informacyjnemu, w której ma wziąć udział ok. 900 osób. Poprzednia miała miejsce w szwedzkim Malme dwa lata temu. Dodatkowo tradycją tych zjazdów są konkursy na najciekawsze innowacyjne rozwiązania w dziedzinie elektronicznej administracji i biznesu. W 2006 r. nagrodzono m.in. Krajowy System Informacyjny ZUS.

To jest spore wyzwanie organizacyjne i szansa promocji nowoczesnej gospodarki i administracji. Aż się prosi, aby - na wzór warszawskich obrad Rady Europy z 2004 r. - powołać pełnomocnika rządu co najmniej w randze wiceministra i przekazać mu wszystkie plenipotencje organizacyjne i merytoryczne. Sam proces uzgadniania programu z Komisją Europejską może zająć miesiące, a co dopiero mówić o logistyce. Tymczasem to zadanie przypadło Włodzimierzowi Marcińskiemu, dyrektorowi Departamentu Społeczeństwa Informacyjnego w MSWiA. To jak najbardziej uzasadniony wybór z racji na jego dyplomatyczne i ministerialne doświadczenie, azaliż struktura MSWiA i bieżące obowiązki niewątpliwie znacząco utrudniają przygotowania. Na dodatek Ministerstwo Spraw Zagranicznych postanowiło ogłaszać oddzielnie przetargi na wsparcie logistyczne poszczególnych imprez, co grozi znaczącymi opóźnieniami. I co najważniejsze - rozmydla odpowiedzialność za organizację szczytu.

To pole minowe o ogromnej sile rażenia, po której stąpają Włodzimierz Marciński i jego bezpośredni przełożony Piotr Kołodziejczyk. Notabene, jeśli nic się nie zmieni, to termin konferencji pokryje się z wyborami parlamentarnymi.

Miny zapalające

Na razie Piotrowi Kołodziejczykowi udało się rozbroić miny na jednym polu - w projekcie systemowym o wartości 80 mln zł finansowanym z 7. osi Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, którego beneficjentem został Urząd Komunikacji Elektronicznej. Z tych pieniędzy UKE ma finansować projekty wspierające rozwój Polski szerokopasmowej. MSWiA - jako instytucja pośrednicząca, ale zarazem nadzorująca działania rządu w ramach programu Cyfrowa Polska - miało cichą nadzieję, że Anna Streżyńska zgodzi się, aby mogło finansować niektóre swoje przedsięwzięcia z pieniędzy projektu systemowego. Pani Prezes sprzeciwiła się ostro takim zapisom umowy i Piotr Kołodziejczyk musiał się z tym pogodzić.

W konsekwencji obie instytucje wyszły z impasu, są wszak na siebie skazane, ale po raz kolejny okazało się, że na obszar budowy infrastruktury społeczeństwa informacyjnego MSWiA zwyczajnie nie ma ani czasu, ani ludzi. Nic dziwnego, że Marek Biernacki (PO), były minister SWiA, zaś obecnie przewodniczący sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, zaproponował otwarcie, aby wrócić do pomysłu Jana Rokity - podziału MSWiA na dwa oddzielne resorty. Administracja i pokrewne działy mogłyby trafić bezpośrednio pod Prezesa Rady Ministrów lub złożyć się na Główny Urząd Administracji.

Należy jednak ostudzić emocje z tym związane. Taka zmiana instytucjonalna miałaby szansę na wejście w życie dopiero po następnych wyborach parlamentarnych. Te właśnie tarcia kompetencyjne i niedowład ustawy o działach administracji rządowej jest największym polem minowym, na którym jest MSWiA.

Zapraszamy do Szczecina na konferencję "Wolność i bezpieczeństwo", 10-11 czerwca, http://wib2010.computerworld.pl.


TOP 200