Któż wie, co na nas czeka

Z profesorem Andrzejem Mencwelem, dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z profesorem Andrzejem Mencwelem, dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Andrzej Gontarz.

Czy jako historyk idei zajmuje się Pan bardziej ideami, które doprowadziły do powstania komputera i Internetu, czy też tymi, które są pochodną pojawienia się technik informacyjnych? Czy w ogóle można mówić o takiej ostrej cezurze?

Zjawiska te interesują mnie bardziej jako krytyka kultury. W Polsce na ogół mamy do czynienia z bardzo powierzchownymi wypowiedziami na temat konsekwencji stosowania technik informacyjnych. Są to przeważnie wypowiedzi o charakterze technicznym lub młodoartystowskim. Dyskusja jest oderwana od refleksji natury kulturowo-historycznej. Tymczasem, np. we Francji czy Niemczech, tematyka ta występuje zazwyczaj w kontekście przemian w sferze mediów.

Już od McLuhana wiemy, że przekaźniki nie są neutralne - są znaczeniotwórcze, ich pojawienie się wywołuje konsekwencje kulturowe, a nie tylko kulturalne. Nigdy jednak dotąd w dziejach ludzkości nie było tak, żeby nowy środek komunikacji całkowicie wyparł stary. Pismo nie wyparło mowy, chociaż miejsce oralności zostało zmienione. Wraz z przejściem od oralności do piśmienności mieliśmy do czynienia z kształtowaniem się nowego typu osobowości człowieka i zmianą typu więzi między ludźmi. Skutki pojawienia się tego nowego sposobu komunikowania narastały jednak przez wieki, nie zaistniały od razu w ostatecznej postaci.

Tak samo będzie prawdopodobnie i ze zmianami wywołanymi przez technikę komputerową. Ich rzeczywiste, ostateczne konsekwencje dla gatunku ludzkiego pojawią się zapewne w dalszej przyszłości. Już dzisiaj jednak musimy uważnie obserwować ten rwący nurt rzeki informacyjno-komunikacyjnej, żeby próbować określić, dokąd nas może ona zanieść. Musimy wiedzieć chociażby, jakie stawiać pytania.

Ciekawe jest pytać dzisiaj: co właściwie się dzieje? To jest główne, centralne pytanie. To pytanie stawia nam nieustannie i na co dzień rzeczywistość, w której się obracamy, mamy z nim do czynienia w naszym życiu codziennym. Na przykład na uniwersytecie pojawia się w związku z projektami distance learning czy planami digitalizacji zbiorów bibliotecznych. Musimy dysponować narzędziami intelektualnymi, które pozwolą nam porządkować ten świat.

Co więc właściwie się dzieje wraz z wkraczaniem technik informacyjnych do różnych dziedzin naszego życia?

Nie ma jasnej, jednoznacznej odpowiedzi. Nie wiadomo, na przykład, jakie są kulturowe konsekwencje digitalizacji. Wiemy, że typografizacja i wprowadzenie druku spowodowały w kulturze europejskiej określone skutki. Jednym z nich była alfabetyzacja. W XIX wieku obowiązek szkolny stał się w Europie powszechny. Do jego wprowadzenia musiała zostać uruchomiona cała maszyneria socjokulturowa, umożliwiająca m.in. taką obróbkę treści, by były one drukowalne.

Niektórzy teoretycy uważają, że w żywej mowie jest inna składnia niż w języku pisanym. Upowszechnienie się druku spowodowało, że zaczęliśmy posługiwać się wzorami zaczerpniętymi w trakcie kształcenia z książek. Zmiana składni spowodowała, że dzisiaj mówimy na wzór składni pisanej, opierającej się głównie na logicznym rozumowaniu.

Ciągle nie wiemy podstawowych rzeczy. Chociażby tego, jak wraz z digitalizacją, której konsekwencje kulturowe będą z pewnością nieuniknione, będzie się zmieniać sama konstrukcja znaczeń, jak będzie się zmieniać semantyka wypowiedzi.

Dlaczego nasza wiedza na ten temat jest taka skąpa? Czy nie prowadzi się w tym zakresie żadnych badań?

Często badania mają bardzo powierzchowny charakter, ograniczają się do rejestracji tego, co nowe. Z drugiej strony, zmiany nie są jeszcze tak głębokie, by można je było dokładniej określić.

Konsekwencją druku była standaryzacja językowa. Tego efektem jest m.in. to, że wszyscy mówimy tą samą, ogólnopolską polszczyzną. Zmiany istoty języka za sprawą technik informacyjnych nie są jednak jeszcze dobrze widoczne.

Jakiś czas temu w kręgach akademickich miała miejsce dyskusja, czy w związku z upowszechnianiem się komputerów nie uprościć języka polskiego, czy nie pozbawić go naszych znaków diakrytycznych, tzw. ogonków. Byłoby to uzasadnione m.in. z ekonomicznego punktu widzenia, tańsza byłaby obsługa komputerów. Moje stanowisko było takie, by poczekać, aż sytuacja sama się unormuje, by nie przesądzać szybko, arbitralnie o kierunku zmian. Zmiana sposobu zapisu języka pociąga bowiem zmianę znaczeń. Konsekwencje takich decyzji mogą być brzemienne w skutki, a na dodatek nie do końca jednoznaczne.

Nie można się w takich sytuacjach spieszyć. Gdy zwyciężył druk, zaczęto masowo wyrzucać rękopisy. Tak się działo w całej Europie w XVI wieku. Potem część manuskryptów odnaleziono, w różny sposób uratowano od zniszczenia. Straty są jednak niepowetowane.

Nie słyszałem, żeby ktoś dzisiaj nawoływał do niszczenia książek.

Tak, ale mówi się o zastąpieniu zapisu na papierze zapisem cyfrowym. Na razie nic nie pozwala sądzić, że książka drukowana zniknie z naszego obiegu kulturowego. Zmienią się jednak z pewnością proporcje między jego poszczególnymi składnikami. Chodzi o to, by przez nadmierny entuzjazm uniknąć strat nie do odrobienia.

Chodzi o to, żebyśmy tym razem byli mądrzejsi przed szkodą?

Trzeba być świadomym, że decyzje o funduszach na digitalizację zbiorów bibliotek są nie tylko decyzjami doraźnymi związanymi z bieżącym funkcjonowaniem bibliotek. Mogą spowodować daleko idące konsekwencje.

Czy mamy do czynienia z rewolucją komunikacyjną, czy tylko z ewolucyjnymi przemianami w obszarze środków przekazu?

Niewątpliwie mamy do czynienia z daleko idącymi zmianami. Trudno już dzisiaj wyobrazić sobie funkcjonowanie globalnej łączności bez komputera. Czy to jest jednak rewolucja? W sensie technicznym - w dużej mierze tak. Natomiast w sensie kulturowym rewolucja jeszcze nie nastąpiła. Nowy sposób komunikowania nie wyparł ani nie zredukował tego, co było, czyli książek, gazet, słowa drukowanego. Mamy do czynienia z równowagą w tym zakresie. Konsekwencje kulturowe są niewielkie. Przemiany kulturowe odbywają się w innym rytmie niż zmiany technologiczne. Z pewnością mają one miejsce, ale na razie nie potrafimy ich jeszcze dokładnie poznać ani przewidzieć. Są teorie, wg których to druk spowodował rewolucję literacką dopiero w XIX wieku wraz z ekspansją powieści realistycznej. Przez pierwszych 50-80 lat drukowanie było powtarzaniem sposobu wypowiedzi i repertuaru kultury rękopiśmiennej. Wyjście poza multiplikację nie nastąpiło wraz z pojawieniem się prasy drukarskiej.


TOP 200