Korepetycje z zarządzania

Menedżer niewątpliwie powinien znać się na wielu praktycznych rzeczach, ale szansę na wielką karierę daje mu dopiero silny i rygorystycznie przestrzegany system wartości.

Menedżer niewątpliwie powinien znać się na wielu praktycznych rzeczach, ale szansę na wielką karierę daje mu dopiero silny i rygorystycznie przestrzegany system wartości.

Powyższa teza brzmi nieco przewrotnie w dzisiejszych polskich realiach. Dość powszechnie sądzi się bowiem, że sukces zależy przede wszystkim od bezwzględności menedżerów, wyrzeczenia się sentymentów, umiejętności pertraktowania coraz lepszych warunków finansowych, od ich absolutnego oddania pracy i karierze, co nie oznacza jednak ani lojalności wobec firmy, ani wobec innych ludzi.

Panuje atmosfera igrzysk, w których nie liczą się zasady fair play, ponieważ przegranego w pracy - bez względu na powód - otoczenie nie szanuje, nie ceni, nie uważa za równorzędnego partnera w innych dziedzinach życia. Jeśli nie odnosi się zawodowego sukcesu, przegrywa się na całej linii. Były szef polskiej filii jednej z największych światowych firm informatycznych powiedział mi niedawno: "Gdy dla zachowania spokoju sumienia nie podporządkowałem się zaleceniom moich pracodawców i zrezygnowałem z tego stanowiska - postrzeganego w moim środowisku jako bardzo wysokie - dowiedziałem się, jak mało wokół mnie było ludzi, którzy przyjaźnili się ze mną z powodu mojej osoby, a jak wielu udawało przyjaźń, bo imponowało im moje stanowisko". Przyznał, że przygnębiło go to bardziej, niż chwilowe "bezrobocie". Dzisiaj znowu jest ważnym menedżerem, ale garnących się do niego ludzi traktuje z dystansem.

Bestia czy misjonarz

Profesor Andrzej K. Koźmiński, wykładowca zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim powiedział kiedyś: "Wybitny menedżer to takie zwierzę biznesowe". Miał na myśli ludzi, którzy mają żyłkę do robienia interesów, nie przestrzegają żadnych uświęconych zasad i koncepcji, nie przejmują się ludźmi, prą do przodu gnani niepohamowanym instynktem biznesowym. Nie można powiedzieć, żeby to był pociągający wzór dla uczciwych i poczciwych ludzi. Z drugiej jednak strony, taki człowiek jest na pewno skuteczny i swoją firmę prowadzi pewną ręką. Wypracowuje zysk i dla siebie, i dla swoich pracowników, i dla całego zdegustowanego nim społeczeństwa (w postaci podatków zasilających budżet).

Skuteczny atak na taki wzór menedżera przyszedł z nieoczekiwanej strony. Dotychczas krytykowano go za to, że taka postawa - efektywna w biznesie - jest destrukcyjna dla jego rodziny, a także dla społeczności pracowniczej. Ludzie to nie automaty. Potrzebują nie tylko nieomylnego szefa, ale także trochę opiekuna, trochę mistrza w zawodzie, trochę ideału do podziwiania, w każdym razie "człowieka z kośćmi". Ich sprawność i motywacja zależy od przystępności i mądrości szefa. No właśnie - mądrości. Czy mądrość jest tożsama z kwalifikacjami biznesowymi, "węchem" do pieniędzy i przedsiębiorczością? Nie. Mądrość bierze się nie z umiejętności zarządzania, lecz umiejętności rozumienia i lubienia ludzi i świata, w którym żyją. Umiejętność zarządzania i żyłka do interesów jedynie uzupełnia mądrość.

We współczesnym kapitalizmie człowiek mądry jest postrzegany jako człowiek słaby, gdyż nie osiąga swoich celów za wszelką cenę, nie uważa, że wszystkie okazje trzeba wykorzystać, wszystko zdobyć, co jest to zdobycia, wszystko mieć, co jest do kupienia, wszystkie zasoby wykorzystać, a potem niechby nawet potop. Umie wybierać i wybiera według wewnętrznych wartości, a nie według oferty świata. Wydaje mi się, że polski kult mocnego, "zwierzęcego" menedżera jest przeżytkiem, jest naszą słabością w dzisiejszym świecie, gdzie dominuje już model menedżera - przywódcy, mistrza, przewodnika. Prof. Józef Penc z Politechniki Łódzkiej twierdzi wprost: "Wybory strategii biznesowych zależą nie tylko od stanu nauki i techniki, lecz także od przyjętego w społeczeństwie i przedsiębiorstwie systemu wartości, sposobu widzenia świata i wyznawanej filozofii". I dodaje, że więcej niepowodzeń w zarządzaniu wynika z powodu niewłaściwych wyborów spowodowanych między innymi niewłaściwą hierarchia wartości, niż z zastosowania nieodpowiednich instrumentów prowadzenia firm.

Kultura i korzenie

Jednym z najbardziej zagadkowych pojęć, które kilkanaście lat temu pojawiło się w nauce o zarządzaniu i teraz robi zawrotną karierę, jest kultura korporacyjna. Nikt tak naprawdę jeszcze nie rozszyfrował, co to takiego jest, ale wiadomo, że to jakaś potężna siła, która stabilizuje przedsiębiorstwa, tworzy z pracowników wspólnotę o niepowtarzalnych rysach, zapewnia jej zakorzenienie się w społeczeństwie i trwanie. Dopóty o kulturze mówiono w pozytywnym sensie, dopóki nie okazało się, że jest ona "winna" małej podatności przedsiębiorstw na zmiany. Teraz od firm wymaga się, aby szybko ewoluowały wraz ze zmianami otoczenia gospodarczego, wymagań klientów i rozwojem nowych technologii.