Konkurencja zamiast współpracy

Rozwój Linuxa i jego rosnąca popularność zmusiły firmy świadczące usługi związane z tym systemem do specjalizacji. Między spółkami działającymi na rzecz popularyzacji rozwiązań open source zaiskrzyła konkurencja.

Rozwój Linuxa i jego rosnąca popularność zmusiły firmy świadczące usługi związane z tym systemem do specjalizacji. Między spółkami działającymi na rzecz popularyzacji rozwiązań open source zaiskrzyła konkurencja.

Firmy zajmujące się Linuxem przebyły długą drogę. Powstałe w połowie lat 90. - w większości zakładane przez pasjonatów rozwijających hobbystycznie darmowy system operacyjny - przez długi czas ściśle kooperowały, wymieniając informacje i działając na rzecz popularyzacji poważnych zastosowań systemów open source. Wokół Linuxa szybko wytworzyła się atmosfera kontrkultury wobec drogich systemów komercyjnych.

Obecnie liczba osób aktywnie zaangażowanych w rozwój systemu sięga na całym świecie kilku tysięcy. Fenomen open source obejmuje już nie tylko środowiska uczelniane i zapaleńców. Na rynku pojawiły się firmy budujące wokół Linuxa strategie biznesowe. Red Hat Software, SCO, SuSE i TurboLinux to dzisiaj znane marki na rynku IT. W tym czasie Linuxem zainteresowali się potentaci, tacy jak IBM, HP, Sun Microsystems.

Adoracja czy partnerstwo

Wyrazem współpracy firm rozwijających rozwiązania open source było powstanie pod koniec 1998 r. Polskiego Konsorcjum Firm Linuxowych (PKFL). Zrzeszało ono kilkanaście niewielkich spółek, wśród których były m.in. ABA, Cyber Service, IDK, InterData, RG Studio, Softomat, Sonik & Sonik, Roots, OpenNet i WICOM. Celem tej organizacji były budowa obejmującej całą Polskę sieci serwisowej oraz wzajemne wsparcie i wspólne działania na rzecz upowszechnienia Linuxa.

Konsorcjum nigdy nie przybrało jednolitej formuły prawno-organizacyjnej. Pozostało przede wszystkim forum dyskusyjnym, po latach określanym nawet przez niektórych członków PKFL mianem "towarzystwa wzajemnej adoracji". Jego działalność ograniczała się do wymiany doświadczeń i informacji handlowych.

Dopóki firmy linuxowe były dostatecznie niewielkie, aby nie wchodzić sobie w drogę i być zainteresowane współpracą, dopóty więzy między członkami Polskiego Konsorcjum Firm Linuxowych były dość silne. Zainteresowanie systemem było już na tyle duże, że ze sprzedaży Linuxa można było się utrzymać, a jednocześnie na tyle małe, że usługami z tego zakresu nie interesowały się firmy spoza środowiska.

Taki układ sił sprzyjał współpracy.

Rynkowa rzeczywistość

Rozwój niektórych firm, które zyskały dodatkowy kapitał oraz wolniejszy od oczekiwanego przyrost nowych klientów, sprawił, że członkowie konsorcjum coraz częściej wchodzili sobie w drogę. "Pojawiły się niesnaski natury towarzyskiej i oskarżenia o wykorzystywanie informacji uzyskanych podczas spotkań towarzyskich" - mówi Jacek Kijewski, szef spółki Softomat. Sporną kwestią okazał się także budżet organizacji. Część firm oczekiwała stworzenia wspólnego funduszu na tyle zasobnego, aby pozwolił na odpowiednią promocję Linuxa. To wymagałoby jednak płacenia dość wysokich składek, które dla mniejszych firm okazały się nie do zaakceptowania.

Zmieniały się także oczekiwania rynku, który wymuszał na firmach coraz większą specjalizację. Spadał popyt na proste usługi wdrożeniowe i serwisowe oraz tworzenie serwisów internetowych. Pojawiło się natomiast zapotrzebowanie na bardziej skomplikowane projekty integratorskie, w tym wdrożenia aplikacji biznesowych na platformie open source.

Przynajmniej częściowe wyeliminowanie konkurencji wynikające ze specjalizacji mogłoby nawet sprzyjać zacieśnianiu współpracy w obrębie konsorcjum. W tym jednak momencie cała branża IT odczuła pierwsze objawy spowolnienia gospodarczego. Najmocniej dotknęło ono niewielkie, oferujące bardzo niskie marże i pozbawione rezerw finansowych firmy linuxowe. Kilku członków PKFL zawiesiło działalność. Szefowie pozostałych skupili się na zapewnieniu przetrwania swoim spółkom. Zrezygnowali z uczestnictwa we wspólnych dyskusjach i działaniach na rzecz konsorcjum.

Rozpad czy normalizacja

Podział trwa do dziś. Paradoksalnie ma na to wpływ już nie spowolnienie na rynku IT, ale popularność Linuxa. Z punktu widzenia komercyjnych użytkowników system stał się akceptowalną platformą dla aplikacji biznesowych. Klienci coraz częściej oczekują od dostawców kompetencji we wdrażaniu różnych systemów, wśród których jest tylko jedną z opcji, a także umiejętności integracji platformy open source z innymi, komercyjnymi.


TOP 200