Klient, nasz Pan!

Obecny rząd otrzeźwił rynek zahipnotyzowany wizją miliardów euro na publiczne systemy teleinformatyczne. Nareszcie stawia się też pytanie, dlaczego ludzie nie chcą korzystać z Internetu w sprawach urzędowych.

Obecny rząd otrzeźwił rynek zahipnotyzowany wizją miliardów euro na publiczne systemy teleinformatyczne. Nareszcie stawia się też pytanie, dlaczego ludzie nie chcą korzystać z Internetu w sprawach urzędowych.

Klient, nasz Pan!

Witold Drożdż zamierza szybko upublicznić PIP w postaci uznania za cel 20 podstawowych usług administracji publicznej. Z nich mają wynikać poszczególne projekty.

Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego wydał 15 mln zł na budowę tzw. e-urzędu. Ale jak informuje Gazeta Wyborcza, od czerwca skorzystało z niego tylko... 25 osób. Zintegrowany System Informatyczny składa się z 900 komputerów, 60 serwerów i 70 skanerów. Cała sieć gromadzi 31 dolnośląskich samorządów i jest nadzorowana przez urząd marszałkowski. Trochę lepiej jest na Śląsku, gdzie zarejestrowano w tym samym czasie 2000 użytkowników oraz w województwach małopolskim i mazowieckim. Tłumaczenia dolnośląskich urzędników, że winne są wakacje, drogi podpis elektroniczny, że zabrakło promocji, zaś ludzie nie mają zaufania do Internetu jako metody załatwiania spraw urzędowych - nie przekonują. Weźmy też pod uwagę, że tylko 4 osoby w Polsce złożyły swoją coroczną deklarację PIT przez Internet!

Europejczycy nie zainteresowani

4 osoby

w Polsce złożyły coroczną deklarację PIT przez Internet!

Ze statystyki poznańskiego Miejskiego Informatora Multimedialnego wynika, że od pięciu lat można tam zarejestrować działalność gospodarczą, a skorzystało z tego 41 tys. osób. Ogółem ewidencja działalności gospodarczej Urzędu Miasta Poznania obejmuje 80 tys. firm. Aż się prosi postawić tezę, że wzrost ich liczby to zasługa takiej formy rejestracji. W ub. miesiącu 110 osób dokonało elektronicznego zgłoszenia do ewidencji działalności gospodarczej. Natomiast akta stanu cywilnego zamówiło przez Internet 6700 osób w ciągu dwóch lat. "Notabene, w tym samym czasie pojawiło się 28 tys. ofert na giełdzie podręczników, zaś przez cały rok odnotowujemy od 13 tys. do 16 tys. zapytań o położenie grobu w wyszukiwarce cmentarnej" - zwraca uwagę Wojciech Pelc, kierownik Oddziału Serwisów Informacyjnych Urzędu Miasta Poznania. Jego zdaniem, szanse na sukces mają proste usługi informacyjne, nie wymagające stosowania podpisu elektronicznego. "Ku naszemu zaskoczeniu, transmisję internetową lokalnego konkursu pianistycznego oglądało przez pięć dni 450 osób z czterech kontynentów, więcej niż było widzów na sali" - dodaje.

Wbrew pozorom, nie jest to polska specyfika. "Europejczycy - mimo ogromnych wysiłków Komisji Europejskiej i rządów poszczególnych krajów członkowskich - ignorują taką formę załatwiania spraw publicznych" - twierdzi Krzysztof Głomb, prezes Stowarzyszenia Miasta w Internecie. W statystykach Eurostatu odnajdziemy informację, że z usług elektronicznej administracji korzysta średnio 30% mieszkańców UE-27, przoduje Norwegia (60%), na końcu stawki jest Rumunia (5%), zaś Polska (15%) jest między Bułgarią (6%) a Czechami (16%). Nie ma się też co katować tabelą mówiącą, że tylko 3,6% Polaków - internautów - wysyła wypełnione wnioski do urzędów. Po pierwsze, nie ma za bardzo co wysyłać. Po drugie internauta i tak woli pójść do urzędu, "lepiej urzędnikowi patrzyć na ręce" - wynika z Diagnozy Społecznej 2007. Po trzecie w Europie wcale nie jest pod tym względem lepiej.

Od 2002 r. w kolejnych deklaracjach Unia Europejska propagowała wdrażanie 20 podstawowych usług administracji publicznej (12 usług dla obywateli i 8 dla firm), ale gdy mimo wdrożenia, w niektórych krajach - jak Austria - wszystkich 20, nie odnotowano zwiększonego nimi zainteresowania. Toteż Komisja Europejska odchodzi od literalnego ich rozwijania i w eGovernment Action Plan uznaje, że elektroniczna administracja ma być kołem zamachowym innowacyjnej gospodarki. Tym samym stawia na tzw. key enablers, zwłaszcza interoperacyjność, eIDM (elektroniczną tożsamość) dla paneuropejskich usług elektronicznych i open source.

List pozbieranych życzeń

Tymczasem przyjęty przez poprzedni rząd Plan Informatyzacji Państwa (PIP) przypomina listę pobożnych życzeń, którą dzieci wysyłają do Świętego Mikołaja. Pobieżna lektura pokazuje, że skonstruowano go na podstawie zsumowania "zeznań" poszczególnych urzędów - bez refleksji nad ich spójnością i wydzieleniem projektów wspólnych. Obowiązuje zatem Plan abstrakcyjny, cytowany w raportach analityków i komentarzach władz spółek IT, ile będzie można zarobić w sektorze publicznym, jeśli rząd ogłosi wszystkie zapowiedziane przetargi. "Plan w istocie promuje błędną strategię budowania pionowych silosów informacyjnych" - uważa Piotr Kołodziejczyk, sekretarz miasta Poznania. "To nie technika, lecz prawo stanowi barierę w powszechnym udostępnianiu usług administracyjnych. Dlatego rozwiązaniem problemu jest zmiana sposobu tworzenia prawa, nie zaś zasypanie istniejącej struktury organizacyjnej administracji górą pieniędzy na systemy informatyczne" - wyjaśnia.

Trzeba też zmienić perspektywę patrzenia na rozwój społeczeństwa informacyjnego. Rynek teleinformatyczny wyposzczony brakiem kontraktów w sektorze publicznym kładzie wciąż nadmierny nacisk na tzw. informatyzację administracji publicznej. To droga donikąd, zwłaszcza jak się weźmie pod uwagę nikłe zainteresowanie usługami elektronicznymi wśród Polaków. Po "Strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce do roku 2013" widać jak rząd - pod wpływem różnych środowisk - zaczyna dostrzegać konieczność reorientacji na potrzeby człowieka, gospodarki i dopiero na tym tle chce rozpatrywać wzrost dostępności i efektywności usług administracji publicznej przez wykorzystanie technik informacyjnych i komunikacyjnych (obszar "Państwo"). Słowem, trzeba się najpierw dowiedzieć, czego Polacy chcą od państwa - zarówno na szczeblu rządowym, jak i samorządowym, a dopiero później planować wydatki z budżetu państwa i funduszy unijnych. W ślad za tym należy postawić na długofalową akcję edukacyjną promującą wykorzystanie Internetu w celach urzędowych na wzór bankowości internetowej, z której korzysta 6 mln osób. Nie zapomnijmy jeszcze o jednym: "Prawdziwym problemem w Polsce jest umiejętność czytania ze zrozumieniem" - stawia tezę prof. Wojciech Cellary z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.


TOP 200