Internet pokoju i wojny

Wzrost zimnowojennych nastrojów, obawa przed prawdziwymi zagrożeniami, niesmak spowodowany ujawnieniem możliwości amerykańskich służb nie przeszkodziły, by w Brazylii podczas debaty o przyszłości światowego internetu zabrzmiało nieco konstruktywnego optymizmu.

Debata o zarządzaniu światowym internetem trwa od wielu lat. Do niedawna chodziło głównie o kwestie techniczne, standaryzacyjne, proceduralne, adresację. Dzisiaj dominuje polityka globalna, i to formie, którą wielu polityków uważa za najważniejszą. System, w którym większość ustaleń podejmuje się od 1998 r. na forum ICANN, starającej się budować wizerunek niezależnej organizacji pozarządowej, ale pozostającej pod dominującym wpływem interesów amerykańskich, jest trudny do utrzymania. Internet jest podstawą wciąż rosnącej gospodarki elektronicznej. To miejsce, gdzie rozwija się kultura, wymiana poglądów, emocji, no i oczywiście pieniędzy. Do internetu przenoszą się też interesy całego światowego sektora telekomunikacji, który działa w systemie rynków regulowanych.

Niezależnie od tego, co w internecie należy regulować, jest wiele powodów, by rządy chciały zapanować nad sposobem, w jaki podejmuje się decyzje w sprawie rozwoju globalnego systemu komunikacji. Próbę taką podjęto mniej więcej 10 lat temu na forum Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego ITU, organizacji działającej w strukturach ONZ, która od 150 lat na poziomie międzyrządowym ustala wszystkie najważniejsze kwestie techniczne dla łączności przewodowej i radiowej. Kilka lat trwały spotkania robocze na poziomie technicznym, by rozważyć możliwość skoordynowania niektórych wybranych spraw o charakterze standaryzacyjnym, takich jak nowy system adresowania, protokoły IP itp. Jednak próba wprowadzenia kwestii internetu do tzw. międzynarodowego regulaminu telekomunikacyjnego napotkała półtora roku temu, podczas konferencji ITU w Dubaju, na mocny opór polityczny.

W awangardzie akcji prowadzącej do zahamowania zmian stanął polski minister administracji i cyfryzacji. Niewiele się przy tym mówi o uwarunkowaniach technologii internetu i o interesach amerykańskich gigantów, którzy trwale zdominowali kluczowe dziedziny internetowego biznesu. To zbyt skomplikowane lub zbyt złożone jak na narrację i język polityki. Opór zbudowano w związku z obawami, że decentralizując system zarządzania internetem pod auspicjami ITU, ryzykuje się, że niektóre kraje wykorzystają to do blokowania dostępu do sieci, by ograniczać demokrację. Argumentem jest struktura ONZ, gdzie każde państwo ma jeden głos, bez względu na to, jak praktykuje demokrację. W powszechnym odczuciu problemy z gwarancjami wolności i swobód obywatelskich dotyczą wielu znaczących państw, nawet takich jak Rosja, Chiny, nie wspominając o dużej grupie państw afrykańskich. Tak się składa, że akurat w strukturach sekretariatu ITU w Genewie i Rosja, i Chiny, i państwa rozwijające się odgrywają znaczącą rolę.

Internet inaczej rządzony

Zwołane tuż po tegorocznych Świętach Wielkanocnych w Brazylii globalne forum na temat przyszłości zarządzania internetem pod hasłem NETmundial zgromadziło większość istotnych interesariuszy: przedstawicieli rządów wielu państw, organizacji zajmujących się internetem, swobodami obywatelskimi, naukowców oraz fora techniczne. Polskę reprezentował minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski, a Komisję Europejską komisarz ds. Agendy Cyfrowej Neelie Kroes. Deklaracja uzgodniona w Sao Paulo przywołuje wartości podstawowe, nasuwając skojarzenia z traktatami, które uważa się za kamienie milowe naszej współczesnej cywilizacji, dotyczącymi praw człowieka, różnorodności kulturowej i językowej, dostępu do informacji, rozwoju, swobody zrzeszania się, swobody ekspresji.


TOP 200