Informatyka ze smaczkiem

Zawód informatyka można wykonywać według konwencji narzucanych przez szkołę lub uczelnię, czyli jako specjalista taki lub owaki, od takich lub innych narzędzi czy procesów. Można w tym być perfekcyjnym i zrobić prawdziwą karierę. Ale można też popróbować inaczej wykorzystać podstawy zdobyte na studiach. Dodawać do nich ciągle nową wiedzę i doświadczenia, nieustannie zastanawiać się, czy to, co robię, jest akurat tym, w czym jestem najlepszy, do czego zostałem stworzony

Zawód informatyka można wykonywać według konwencji narzucanych przez szkołę lub uczelnię, czyli jako specjalista taki lub owaki, od takich lub innych narzędzi czy procesów. Można w tym być perfekcyjnym i zrobić prawdziwą karierę. Ale można też popróbować inaczej wykorzystać podstawy zdobyte na studiach. Dodawać do nich ciągle nową wiedzę i doświadczenia, nieustannie zastanawiać się, czy to, co robię, jest akurat tym, w czym jestem najlepszy, do czego zostałem stworzony.

Przedstawiamy kilka atrakcyjnych zawodów, których nie sposób nauczyć się w akademickich rewirach. Są tego dwa powody: po pierwsze - wymagają tak wszechstronnego przygotowania, jakiego nie zapewni żadna uczelnia, po drugie zaś - kojarzą i uruchamiają odpowiednią wiedzę i umiejętności dokładnie w momencie (albo chwilę przed) uwidocznienia się zapotrzebowania na rynku. Są intratne i frapujące. To nagroda za czujność.

Miłość i nienawiść w ujęciu biznesowym

Doradztwo informatyczne jest zajęciem o dużej wartości dodanej, małych kosztach własnych, które wymaga jednak wysokich i wszechstronnych kwalifikacji. Ubieganie się o zlecenia jest kłopotliwe. Przedsiębiorstwa jeszcze nie są przekonane, że taka usługa jest im potrzebna. Tymczasem według specjalistów polskie przedsiębiorstwo, które ma zamiar samodzielnie uporać się z wyborem pakietu zintegrowanego do wspomagania zarządzania oraz jego dostawcy, ponosi ponad 90-proc. ryzyko, że uczyni to źle. Po pierwsze, nie ogarnia całości i zawiłości rynku informatycznego, po drugie, ma spaczoną perspektywę dotychczas stosowanymi rozwiązaniami.

"Ale to wstrzemięźliwe podejście zmienia się wraz z rosnącą liczbą usatysfakcjonowanych klientów. Dzielą się oni swoimi pozytywnymi doświadczeniami" - twierdzi Ludwik Maciejec, konsultant o ugruntowanej pozycji na polskim rynku. Jak twierdzi, sukces doradcy zależy od tego, czy potrafi przekonać klienta, że jego usługi zminimalizują ryzyko dużych strat z powodu złego wyboru niewłaściwego rozwiązania organizacyjnego i wspomagającego je oprogramowania. Zmniejszą koszty wdrożenia, a w ostatecznym rozrachunku ułatwią przedsiębiorstwu zdobycie przewagi konkurencyjnej, głównie dzięki oszczędnościom na poziomie kapitału operacyjnego.

Dobry doradca nie bierze wszystkiego, co się trafia. Kiedy dowiaduje się, że w danej firmie działało już kilku renomowanych doradców i nic nie wskórali, znaczy to, iż tam prawdopodobnie rzeczywiście nic nie można zrobić. Rezygnuje również z pracy w przedsiębiorstwie o rozmytych strukturach władzy, pogrążonych w wewnętrznych wojnach feudalnych między pionami i zarządzanych przez nieskutecznych ludzi bez autorytetu. "Rzetelnie mogę wywiązać się z moich obowiązków tylko w przedsiębiorstwie, w którym jest minimum porządku i konsensusu, co do kierunku działań. Inaczej z mojej pracy nie będę miał ani pieniędzy, ani referencji, ani satysfakcji" - mówi Ludwik Maciejec. Zaznacza również, że człowiek, który spodziewa się po tym zawodzie ciągle świeżych wrażeń, rozczaruje się. "Wszystkie przedsiębiorstwa mają mniej więcej te same problemy do rozwiązania. Satysfakcję przynosi może 10% pracy, którą mam do wykonania u danego klienta".

Branża informatyczna darzy doradców dwoma skrajnymi uczuciami: nienawiścią i miłością. Nienawiść bierze się ze strachu, że doradca źle oceni ich ofertę. Na rynku jest bowiem wielu doradców niekompetentnych (np. byłych lub aktualnych naukowców) lub nierzetelnych i nieuczciwych (pokątnie związanych z konkretnym produktem). Jest też wielu dostawców, którzy chcą sprzedać klientowi produkt z pełną świadomością, że nie jest to dla niego najlepsze rozwiązanie. Niezależny doradca może to ujawnić. Miłość zaś bierze się z uznania dla jego kompetencji. Kompetentny doradca eliminuje bowiem szalbierzy, a propaguje rozwiązania najlepsze.

"Tego zawodu nie można się nauczyć w szkole czy na kursach. Konieczna jest bowiem rozległa wiedza, głównie z dziedziny finansów, produkcji, logistyki i długie doświadczenie praktyczne, zwłaszcza w zarządzaniu dużymi zespołami ludzkimi w biznesie. Dopiero wtedy można doradzać innym" - mówi Ludwik Maciejec, który po studiach na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej i doktoracie z organizacji i zarządzania przedsiębiorstwem pracował najpierw w ZETO Warszawa, później w ZWUT, a następnie w firmie konsultingowej w północnej Afryce. Po powrocie, w 1990 r., do Polski założył własna firmę doradczą. "Trzeba mieć też charakter i opanować cywilizowany sposób porozumiewania się z ludźmi. Ale z dwojga złego lepiej być zbyt twardym niż mięczakiem" - konkluduje.

Na kontrakcie

Opieka nad systemem informatycznym sprawowana przez osobę lub firmę z zewnątrz na podstawie kontraktu jest często spotykanym rozwiązaniem za granicą. Jest bowiem tańsza i bardziej efektywna niż praca zatrudnionych na stałe własnych informatyków. Ale w Polsce jeszcze nie zyskała popularności. Można jednak mniemać, iż konieczność racjonalizacji kosztów i chęć korzystania z innych zasobów niż wiedza własnych pracowników spowodują, że i u nas powstaną w odpowiedniej liczbie firmy świadczące usługi outsourcingowe. Na razie czynią to przede wszystkim indywidualni informatycy. "W przyszłości firmy usługowe po prostu wchłoną takich ludzi, jak ja" - mówi Kryspin W. Kawalec, informatyk kontraktowy m.in. w małopolskim oddziale Pilkington International Glass Poland.