Fotel dla inżyniera

Kwalifikacje menedżerskie są niezbędne w firmie nawet niedużej wielkości, ale nie znaczy to, że nie powinni zarządzać nią inżynierowie.

Kwalifikacje menedżerskie są niezbędne w firmie nawet niedużej wielkości, ale nie znaczy to, że nie powinni zarządzać nią inżynierowie.

Podczas budowania w Polsce wolnego rynku nastąpiła rzecz niezwykła. Zdecydowaną większość z kilkuset tysięcy małych i średnich firm założyli i prowadzili absolwenci kierunków technicznych polskich uczelni. Zupełnie nieźle sobie radzili z tym zadaniem. Niektórzy z nich "polegli" w konkurencji z mocniejszymi i większymi organizmami, ale nie odebrało im to honoru, ponieważ nabyte umiejętności i postawę przenieśli do firm, w których się zatrudnili jako pracownicy najemni. Panuje powszechna opinia, że najwartościowszymi, najbardziej twórczymi, odpowiedzialnymi i samodzielnymi pracownikami są ludzie, którzy choćby przez krótki czas byli właścicielami małych firm. To jest prawdziwa szkoła biznesu, nawet jeśli ich firma musiała zamknąć swoją działalność.

Inżynierowie odegrali wielką, pozytywną rolę w budowaniu prywatnej przedsiębiorczości i wolnego rynku. Mimo tych faktów, zawód inżyniera uległ w ostatnich latach ogromnej degradacji. Inżynier - to przestało brzmieć dumnie. Inżynierowie nie czują się ważni i doceniani, nie czują satysfakcji z wykonywania swojego zawodu. Ich praca ma niski prestiż w społeczeństwie, tak wynika z badań prowadzonych na Politechnice Warszawskiej. Jest to tym bardziej zadziwiające, że dzisiejsze czasy są zdominowane właśnie przez wynalazki techniczne, np. komputery czy Internet, a konstruktorzy lub zarządcy tych wynalazków mają wręcz renomę magów. A jednak, jak widać w Polsce, podziw dla wynalazków technicznych nie idzie w parze z dobrym samopoczuciem inżynierów. Przeprowadzono badania porównawcze we Francji i wyłonił się z nich zupełnie inny wizerunek inżynierów: zadowolonych, docenionych, wszechstronnie wykształconych, o jasno określonej ścieżce kariery. Przykład francuski znajduje potwierdzenie także w innych krajach zachodnioeuropejskich.

Co się stało?

Co więc takiego wydarzyło się w naszym kraju, że spowodowało odmienny od zachodnioeuropejskiego rozwój wydarzeń? Wydaje mi się, że istotne są dwa czynniki.

Pierwsza przyczyna ma charakter historyczny. Otóż, w czasach realnego socjalizmu to właśnie inżynierowie zajmowali najważniejsze stanowiska kierownicze. Ta tradycja kojarzy więc zawód inżyniera z efektywnym, biurokratycznym i doktrynerskim zarządzaniem. Wiadomo że ten styl zbankrutował nie tylko z powodu uwarunkowań ustrojowych. Powody merytoryczne były równie ważne. Dzisiaj zarządzanie nie polega już na dysponowaniu majątkiem produkcyjnym czy zasobami technologicznymi. Koncentruje się wokół zagadnień związanych z motywowaniem pracowników, wyzwalaniem w nich energii twórczej i samodzielności, a także utrzymywaniem kursu firmy maksymalnie nakierowanego na zadowolenie klientów. Inżynierowie nie byli w tym najlepsi, a często w ogóle lekceważyli tę sferę zarządzania.

Druga przyczyna leży w zachodzącym w Polsce zjawisku niesłychanego wzrostu prestiżu zawodu menedżera. Zawód, który jeszcze niedawno w ogóle nie był znany ani praktykowany, nagle stał się najbardziej pożądany i ceniony. To nie znaczy, że zarządzanie było nie doceniane. Zawsze było ważną funkcją. Dyrektor był "osobistością" nawet w realnym socjalizmie. Ale dawniejszy dyrektor czy kierownik to zwykle ktoś, kto miał jeszcze inny zawód, specjalizację. Mógł być inżynierem czy magistrem po tzw. kursie partyjnym, ale miał konkretny fach w ręku. (Na marginesie, termin ten znowu został przypomniany, ponownie funkcjonuje wśród opinii publicznej, aczkolwiek o inne partie chodzi, ale zawsze oznacza niedouczonych aktywistów partyjnych aspirujących do ról kierowniczych.) Ówże dawny dyrektor czy kierownik nie byli nigdy jedynie menedżerami.

Tymczasem w ciągu ostatnich dziesięciu lat nastąpiło ogromne dowartościowanie roli menedżera bez żadnego przygotowania - albo z miernym przygotowaniem - w innych dziedzinach. "Rasowy" menedżer to człowiek, który na wszystkim, co potrzebne w przedsiębiorstwie, zna się "po łebkach", natomiast umie objąć myślą - i strategią - całość biznesu. Menedżerowie potrafili uczynić cnotę z tego, co dotychczas było traktowane jako słabość. Menedżera charakteryzuje umiejętność nadrabiania miną własnych niedoskonałości oraz wytwarzania specyficznej atmosfery prestiżu: odpowiednie gadżety techniczne, ubiory, asysta sekretarska, oprawa marketingowa. Często występuje przerost formy nad treścią, zwłaszcza w przypadku ludzi młodych, a takich w środowisku menedżerów jest zdecydowana większość. Oni usunęli mało efektownych inżynierów w cień. Inżynierowie nie dość, że nie rozumieli, iż marketing jest ważny dla biznesu, to jeszcze zupełnie nie mogli zaakceptować koncepcji, w której oni sami mieliby być podmiotem marketingu: wystawiać się na pokaz i zabiegać o uznanie. W opinii inżynierów - w przeciwieństwie do menedżerów - wartość broni się sama.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy istotnie do efektywnego zarządzania przedsiębiorstwem wystarczy tylko ogólna wiedza o biznesie i umiejętność strategicznego, rynkowego myślenia. Być może tak, pod warunkiem że menedżer umie gromadzić wokół siebie fachowców w danych dziedzinach i nie ma oporu przed korzystaniem z ich rad i powierzaniem im ważnych zadań. Pewien znak zapytania jednak istnieje. Jeden z profesorów Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego powiedział kiedyś, że widzi sporą różnicę w nabywaniu i doskonaleniu umiejętności menedżerskich przez ludzi z tytułem inżyniera i o wykształceniu ogólnym bądź dopiero zaczynających studia. "Z inżyniera chemika czy inżyniera elektronika zdecydowanie szybciej można zrobić menedżera. Są wdrożeni do ścisłej dyscypliny myślenia" - stwierdził.


TOP 200