Firma 2.0... nie tak szybko

Firmowe blogi, wiki, RSS, serwisy społecznościowe, czyli krótko - Web 2.0 w firmie. Teoretycznie to wszystko jest możliwe i nawet tu i ówdzie istnieje, ale by upowszechnić się na większą skalę, wymaga rozluźnienia kontroli w przedsiębiorstwie.

LICZBA

3,81 to stopień - w skali od 1 do 10 - wykorzystania rozwiązań Enterprise 2.0 w europejskich przedsiębiorstwach.

Powolna akceptacja Web 2.0 w firmach to zapewne także efekt poglądu, że firmy są po to, aby przynosić zysk, a nie by pracownicy mogli miło w nich spędzić czas. W tym miejscu podniosą się głosy oburzenia. Jak to, a gospodarka oparta na wiedzy; a społeczeństwo informacyjne; a kapitał intelektualny, dla którego rozwoju komunikacja to podstawa, a zatem utrudnianie komunikacji i ograniczanie inicjatywy oddolnej to nóż wbity w plecy przedsiębiorstwa opartego na wiedzy? Fizyczna obecność w miejscu pracy to przeżytek, a wirtualne zespoły potrzebują wirtualnych narzędzi, narzędzi nowoczesnych, z których nowe pokolenie korzysta sprawnie i bez zahamowań, a stare - reprezentowane przez skostniałych szefów działów IT i jeszcze bardziej skostniałych dysponentów informatycznych budżetów - nie chce wprowadzić, bo jest zacofane i zapewne złośliwe!

Zacznijmy jednak od początku. Z ankiety, przeprowadzonej przez IDC jesienią 2007 r. wśród 1000 szefów działów IT w europejskich firmach, wynika, że ankietowani są coraz bardziej zainteresowani takimi technologiami, jak Enterprise 2.0 (Firma 2.0). Obecny stopień wykorzystania tego typu technologii (w skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza całkowity brak, a 10 - szerokie wykorzystanie) oszacowali na 3,81. Wskaźnik ten podniósł się aż do 6,29 przy pytaniu o plany na najbliższe 18 miesięcy. Badani, poproszeni o wskazanie konkretnych narzędzi, które będą wdrażać, wskazali transmisję głosu i danych bazującą na sieci Web (29%), zunifikowaną komunikację (27%) oraz narzędzia do tworzenia sieci społecznościowych (21%).

Z kolei z raportu opublikowanego pod koniec roku przez Forrester Research wynika, że szefowie działów IT w dużych firmach, którzy do tej pory opierali się wprowadzeniu technologii Web 2.0, zaczną dodawać je do listy priorytetów w 2008 r. Innymi słowy, biznes zaczyna się uginać pod fenomenem naszej-klasy, licząc na to, że ludzie, którzy chcą odświeżać kontakty ze szkoły, z równym entuzjazmem zabiorą się do budowania kontaktów we własnej firmie, a twórcy Wikipedii przystąpią do tworzenia firmowych zasobów wiedzy. Wystarczy dać im odpowiednią technologię, a ta jest przecież dostępna od dawna.

Głos sceptyków

Tom Davenport, jeden z najbardziej współcześnie znanych teoretyków zarządzania, schładza entuzjazm. Jest on zdania, że Enterprise 2.0 nie jest niczym nowym, a filozofia ta nie ma szczególnych widoków na powodzenie w większości firm, a tam, gdzie zostanie wdrożona, nie wpłynie znacząco na to, co naprawdę interesuje menedżerów i szefów przedsiębiorstw, a więc zysk i efektywność biznesową.

Prof. Andrew McAfee z Harvard Business School, autor terminu Enterprise 2.0, ocenił stan rozwoju tego typu rozwiązań następująco - świadomość zagadnienia na piątkę, dojrzałość technologii na pięć minus, a rezultaty wdrożeń na... trzy. Jedną z przyczyn słabych rezultatów jest ponoć "brak wystarczającej liczby studiów przypadku i benchmarków", co z kolei wynika z ograniczeń związanych z udostępnianiem tego rodzaju informacji przez firmy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to tylko część prawdy. Dlaczego Web 2.0 nie chce działać w firmie?


TOP 200