E-rząd

To nie tylko hasło urzędników Unii Europejskiej albo ideologów społeczeństwa informacyjnego. To spójna wizja poprawy jakości usług w sektorze publicznym dzięki technologii informacyjnej i komunikacyjnej. To również wyzwanie dla administracji publicznej i firm teleinformatycznych, aby wspólnie przekształcić urzędy w instytucje przyjazne i szybko reagujące na potrzeby obywateli, dostępne dla nich non stop.

To nie tylko hasło urzędników Unii Europejskiej albo ideologów społeczeństwa informacyjnego. To spójna wizja poprawy jakości usług w sektorze publicznym dzięki technologii informacyjnej i komunikacyjnej. To również wyzwanie dla administracji publicznej i firm teleinformatycznych, aby wspólnie przekształcić urzędy w instytucje przyjazne i szybko reagujące na potrzeby obywateli, dostępne dla nich non stop.

Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii, w marcu 1999 r. ogłosił program modernizacji rządu Modernising government. "Jest on żywotną częścią programu odnowy Zjednoczonego Królestwa - podkreślił. - Służby publiczne będą działać 24 godziny, 7 dni w tygodniu. W roku 2008 zaczniemy drogą elektroniczną regulować należności za zamówienia rządowe. Gdy stworzymy rządowy intranet, lepiej skoordynujemy działania wszystkich ministerstw i urzędów. Za priorytetowe uważamy zalegalizowanie podpisu elektronicznego".

Choć są to tylko niektóre propozycje, wyraźnie nadają one ton całemu programowi - w gruncie rzeczy manifestowi społeczeństwa informacyjnego i pochwale koncepcji elektronicznego rządu. Nie dziwi więc, że na listopadowej florenckiej konferencji pod hasłem: Rządy postępu w XXI wieku, poświęconej nowym technologiom, w której wzięli udział premierzy Wlk. Brytanii, Francji, Włoch, Brazylii, Niemiec i przewodniczący Komisji Europejskiej, Tony Blair mógł jako jedyny praktyk przedstawić zalety wykorzystywania przez administrację publiczną Internetu i telefonicznych centrów obsługi interesanta (Call Center) oraz chwalić przygotowanie swoich urzędników do wspomagania e-biznesu.

Rząd na każde żądanie

W koncepcji T. Blaira, która właściwie jest ucieleśnieniem wizji Jacka Cunninghama, ministra i szefa kancelarii premiera, technologie teleinformatyczne pozwolą podnieść poziom usług publicznych i lepiej poznać potrzeby obywateli i biznesu. Na ten program rząd brytyjski przeznaczył w budżecie państwa 1,7 mld funtów.

Za podstawowy problem rząd Jej Królewskiej Mości uważa zbyt wielkie zróżnicowanie poziomu informatyki w poszczególnych ministerstwach i agencjach. "W rezultacie mamy niekompatybilne systemy, które utrudniają wymianę informacji" - stwierdzają twórcy dokumentu Modernising government. Postulują więc fundamentalną zmianę w sposobie korzystania z IT w duchu zaleceń Unii Europejskiej dla elektronicznego rządu (patrz tabela).

Chcą zapewnić dostęp do informacji wszystkim obywatelom, toteż kładą nacisk na rozwój kiosków informacyjnych i telewizji interaktywnej oraz edukację internetową w szkołach (w 2002 r. wszystkie szkoły mają być podłączone łączem stałym do Internetu) i nauczanie na odległość. Bezpieczny Rządowy Intranet (GSI - Government Secure Intranet) ułatwi komunikację między resortami i usprawni działania administracji. Wymiana informacji ma podlegać ochronie danych osobowych. Notabene państwowe urzędy pocztowe zostaną wyposażone w nowoczesną infrastrukturę teleinformatyczną, by ułatwić świadczenie rządowych usług publicznych przez ich personel.

W konsekwencji usługi publiczne mają być dostępne przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu. Przykładowo - zmiana miejsca zamieszkania będzie się dokonywała zdalnie poprzez wypełnienie formularza na stronie WWW . Tą drogą również można zasięgnąć informacji o stanie zdrowia, jeśli nie skorzystamy z telefonu do całodobowego medycznego Call Center. Małe przedsiębiorstwa uzyskają zniżkę w podatkach, jeśli będą je wnosić do skarbu państwa drogą elektroniczną. Tę formę płatności będzie się też zalecało indywidualnym podatnikom. Stanie się tak na przełomie 2000/2001 r. - w kilka godzin po wypełnieniu elektronicznych formularzy podatkowych, system skarbowy będzie przysyłał potwierdzenie i ewentualnie zwracał nadwyżkę zapłaconych podatków.

Aby wizja ta spełniła się w wieku informacji, brytyjscy politycy chcą mieć jednolite standardy w informatyce rządowej. Rozwój elektronicznego biznesu i biurokracji wymaga także prawnego umocowania podpisu elektronicznego. Następnie wdrożenie technologii kart chipowych, które z powodzeniem połączą podpis elektroniczny i karty płatnicze, ułatwi realizację celu, aby w 2002 r. 25% płatności za zamówienia publiczne było realizowanych elektronicznie; w 2005 r. - już 50%; zaś w 2008 r. - 100%.

Rząd Tony'ego Blaira jest świadom, że ICT zmieniają się błyskawicznie i trudno powiedzieć, czy w roku 2008 sprawdzą się dzisiejsze kalkulacje. Aby jednak pomóc losowi, rząd brytyjski prowadzi bardzo aktywną politykę sieciową - używa poczty elektronicznej i stron WWW do propagowania idei modernizacji rządu i tą drogą wpływa na nastroje wyborców.

Gdy słuchałem wystąpienia Jacka Cunninghama na majowej konferencji firmy Lotus w Brukseli, której oprogramowanie dominuje w brytyjskiej administracji, jej uczestnicy powątpiewali, czy ten angielski dżentelmen zbytnio się nie zagalopował w swojej wizji rządu na każde żądanie - the government-on-demand. Teraz jestem przekonany, iż ten program stanie się inspiracją dla innych krajów Unii Europejskiej. Amerykańskie doświadczenia posłużą zaś jedynie do poprawy konkurencyjności przedsiębiorstw na rynku elektronicznym. Dlaczego?

Promyk nadziei

Chociaż można powątpiewać w szybką realizację idei elektronicznego rządu w Polsce, to należy docenić wysiłki niektórych samorządów (np. Gdańska, Szczecina, Łodzi czy Ostrowa Wielkopolskiego), które - inwestując w serwisy internetowe - traktują je jako równoprawne źródło informacji dla mieszkańców i inwestorów oraz demokratyczne forum dyskusyjne. Inne zadania elektronicznego rządu postulowane przez Unię Europejską, np. składanie podań i wniosków poprzez e-mail lub WWW, być może stanie się wkrótce codziennością, gdy wejdzie w życie ustawa o podpisie elektronicznym.

Warto jednak zwrócić uwagę, że formalnie polskie prawo dopuszcza możliwość załatwiania spraw drogą elektroniczną. Wystarczy uważnie zapoznać się z... instrukcją kancelaryjną dla właściwych szczebli administracji samorządowej i rządowej. Jest to wprowadzenie rozwiązań elektronicznego rządu kuchennymi drzwiami, gdyż instrukcja, czyli rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, jest aktem niższego rzędu. Jeśli jednak urzędnik wciąż odmawia nam przyjęcia pisma drogą elektroniczną, to łamie przepisy.

Znajomość instrukcji kancelaryjnej jest niezbędna firmom teleinformatycznym, które myślą o wygraniu przetargów w sektorze publicznym. Znajdziemy tam rozdział zatytułowany "Wykorzystanie informatyki w czynnościach kancelaryjnych". Instrukcja zaleca wykorzystanie informatyki w celu przyjmowania i wysyłania korespondencji za pośrednictwem wydzielonej poczty elektronicznej zarówno wewnątrz urzędu, jak i w kontaktach z innymi instytucjami i osobami prywatnymi. Zezwala na prowadzenie wszelkich rejestrów dotyczących obiegu dokumentów i na udostępnianie upoważnionym pracownikom oprogramowania, baz danych np. statystycznych, ewidencji prawa miejscowego czy też baz danych o regionie. Słowem, z punktu widzenia informatyka jest najważniejszym dokumentem w urzędzie, bo jest podstawą prawną jego działalności.

MSWiA zaleca, by "procesy informatyzacji w urzędach administracji zespolonej" powierzać osobie z wykształceniem informatycznym. W praktyce informatycy na tych stanowiskach są raczej rzadkością. Poważniejszym ograniczeniem dla urzędów - znowu w praktyce obchodzonym - jest wymóg, żeby korzystać z Internetu na komputerach nie podłączonych do wewnętrznej sieci informatycznej. Tak instrukcja ignoruje istnienie programowych metod zabezpieczania się przed atakami hakerów i stawia pod znakiem zapytania, czy sieci komputerowe w urzędach wspomnianych miast działają legalnie, skoro tam prawie z każdego stanowiska można korzystać z Internetu?