Dlaczego nie ma sztucznego intelektu

W dziejach tzw. sztucznej inteligencji wbrew pozorom nie jest istotna technika, lecz obraz samego siebie tworzony przez człowieka. "Myślące maszyny"to nie są wyłącznie roboty, którymi posługuje się człowiek, lecz wyalienowana w technikę jego istota.

W dziejach tzw. sztucznej inteligencji wbrew pozorom nie jest istotna technika, lecz obraz samego siebie tworzony przez człowieka. "Myślące maszyny"to nie są wyłącznie roboty, którymi posługuje się człowiek, lecz wyalienowana w technikę jego istota.

Wszystko zaczęło się w... głowie matematyka. Pomysł, aby skonstruować maszynę, która będzie naśladowała myślenie człowieka, głównie liczenie, nie jest nowy. Już od XVII w. trwały próby konstrukcji maszyn do liczenia. Prym wiedli filozofowie, Blaise Pascal czy Gottfried W. Leibniz, głównie zaś liczne rzesze rzemieślników, inżynierów i matematyków, jak Wilhelm Schickard, Samuel Morland, Thomas de Colmar czy Charles Babbage. Wszystkim chodziło o jedno - budowę maszyny, która mogłaby wykonać operacje arytmetyczne i tym samym wyręczyć lub zastąpić w żmudnych obliczeniach człowieka.

Czasy narodzin społeczeństwa przemysłowego sprzyjały takim planom - szybkie liczenie było w cenie, dawało człowiekowi przewagę nad przyrodą, służyło gospodarce. Nikogo wówczas nie zajmowało to, czy myślenie czło-wieka i operacje mechanicznego (później elektrycznego) kalkulatora są tej samej natury. Wystarczyło, że wspomagał on ludzkie myślenie i działanie.

Ale projekty naukowe, nawet te najbardziej abstrakcyjne, i wynalazki mają to do siebie, że często zaczynają odrębne życie. Dotyczy to także matematycznych idei wcielających się w techniczne urządzenia, jakimi są komputery. Jeśli bowiem jakaś operacja arytmetyczna jest skuteczna, to wydaje się, że będzie ona zawsze skuteczna, zaś jej wykonanie jest niezależne od tego kto, lub co ją wykonuje. Taką własnością odznaczają się algorytmy stosowane we wszystkich maszynach liczących. Jeśli zastosuje się je do dobrze sformułowanego zadania, sukces jest jednoznaczny. Niemniej algorytmy mają pewne ograniczenia, które prowadzą do istotnych kontrowersji w matematyce, nie jest od nich wolna również teoria sztucznej inteligencji, która za podstawę ma teorię algorytmów. Sądzę, że o ile matematyka jest ich w pełni świadoma (przykładem są twierdzenia Gšdla, teza Churcha-Turinga), o tyle teoria sztucznej inteligencji wykazuje zadziwiającą ignorancję.

Matematyczne wątki sztucznej inteligencji sięgają 1936 r., kiedy młody brytyjski matematyk Alan M. Turing sformułował pomysł abstrakcyjnej maszyny do przeprowadzania obliczeń. Jego rozwiązanie kwestii tzw. rozstrzygalności (zagadnienia czy istnieją liczby obliczalne) pozostałoby ważnym osiągnięciem matematycznym znanym tylko wąskiemu gronu matematyków, gdyby nie to, że użył on bardzo pomysłowej i obrazowej argumentacji. Wprowadził mianowicie pojęcie abstrakcyjnej "maszyny" do przeprowadzenia obliczeń, przy czym miał na myśli nie konkretne urządzenie, lecz swoistą grę intelektualną. Zaczęto ją później nazywać "maszyną Turinga" i termin ten stał się jednym z najczęściej używanych (także nadużywanych) w logice, naukach o komputerach, informatyce, zainicjował on również teorię sztucznej inteligencji.

Turing rozważył obliczanie od strony czynności, które wykonuje każdy rachmistrz (nawet każde dziecko), gdy na kartce papieru, krok po kroku, przeprowadza obliczenia. Taką abstrakcyjną osobę nazwał "komputerem", co w latach 30. było sporą ekstrawagancją językową, chociaż już po dwóch, trzech dekadach stało się jednym z najczęściej używanych słów. Założył, że czynności takiego rachmistrza komputera mogą być w zasadzie wykonane przez pewne mechaniczne urządzenie. "Otóż moglibyśmy skonstruować maszynę, która wykonałaby pracę tego komputera" - stwierdził wówczas. Nie zaprzątał sobie jednak jeszcze głowy tym, jak ma być ona skonstruowana.

Problem konstrukcji takiej maszyny podjął dopiero wybitny matematyk i fizyk, współtwórca teorii gier, John von Neumann, którego nazywa się twórcą "architektury komputera". Sprawy budowy analogowych i cyfrowych maszyn liczących potoczyły się już potem bardzo szybko. Idea matematyczna zawarta w maszynie Turinga znalazła zatem wcielenie w technice, w przemyśle komputerowym. Żyła również swoim życiem, przeradzając się w filozoficzne spekulacje o naturze umysłu. Sądzę, że to połączenie platońskiej matematyki z techniką lampowych, tranzystorowych czy krzemowych urządzeń nie wyszło jednak na dobre samoświadomości człowieka.

Przyczynił się do tego Turing, który po wojnie i tajnej pracy nad łamaniem szyfrów oddał się filozoficznym dociekaniom nad naturą umysłu ludzkiego.

Zaproponował w 1950 r., by w odpowiedzi na stare już pytanie, czy maszyny mogą myśleć, rozważyć szczególną grę "w udawanie", w której zgadujący ma rozstrzygnąć, kto jest kim/czym spośród dwóch jego interlokutorów - człowieka i komputera, z którymi może komunikować się za pomocą dalekopisu. Jeśli po serii odpowiedzi na pytania typu "dodaj 34 957 do 70 764" lub "napisz sonet na temat bitwy" zgadujący nie będzie w stanie rozstrzygnąć, kto jest kim/czym, będzie to oznaczało, że komputer zda ten szczególny test. Inaczej mówiąc, komputer będzie posiadał pewną inteligencję. "Test Turinga", jak nazwano ten drugi "wynalazek" brytyjskiego matematyka (trzeba jednak przyznać, że nie tej klasy, co pomysł maszyny matematycznej), od początku wzbudził wiele emocji i oczekiwań.

Jego autor założył, że do końca tego stulecia zostanie skonstruowana maszyna cyfrowa, która pozytywnie zda ten test. Podziałało to na wyobraźnię ludzi, którzy prowadzili już intensywne prace nad programowaniem i konstrukcją komputerów. W amerykańskich uczelniach, korporacjach informatycznych i fundacjach naukowych eksperci od computer science oraz cognitive science wciąż podnosili problemy możliwości skonstruowania sztucznego intelektu. Wielkie finansowe nakłady ze strony przemysłu komputerowego, wysiłek międzynarodowych zespołów badawczych, ożywione dyskusje odwołujące się do dawnych prób budowy liczących maszyn, a także starego mitu o golemie - to wszystko od początku towarzyszy teorii i praktyce sztucznej inteligencji. Rację ma zatem jeden z historyków tej dziedziny, że ma ona "bardzo odległą przeszłość, lecz względnie krótką historię".


TOP 200