Dane zamiast dopingu

Niestety, poziom informatyzacji polskiego sportu nie odbiega zbytnio od poziomu, jaki prezentują nasi zawodnicy na arenach międzynarodowych. Kilka chlubnych wyjątków nie zamaskuje ogólnej mizerii.

Niestety, poziom informatyzacji polskiego sportu nie odbiega zbytnio od poziomu, jaki prezentują nasi zawodnicy na arenach międzynarodowych. Kilka chlubnych wyjątków nie zamaskuje ogólnej mizerii.

Tysiące zawodników i trenerów, setki dziennikarzy, dziesiątki godzin transmisji, setki najróżniejszych wskaźników opisujących wysiłek uczestników zawodów sportowych. Współczesne imprezy sportowe nie mogą się obejść bez wsparcia teleinformatycznego.

Informatyka jest również wprzęgana w proces przygotowania sportowców. Symulacje komputerowe umożliwiają korygowanie błędów technicznych, popełnianych przez zawodników. Systemy wspomagające podejmowanie decyzji analizują cykle treningowe i pomagają w wyborze optymalnych sposobów przygotowania do zawodów.

O kilometry od czołówki

Dystans, jaki dzieli informatykę w polskim sporcie od światowej czołówki, jest zbliżony do tego, jaki dzieli naszych zawodników od podium w światowych rankingach. Chlubnym wyjątkiem są międzynarodowe zawody, organizowane w Polsce. Wiele z tych imprez obsługują wyspecjalizowane komórki firm IT, wybrane przez światowe federacje i związki sportowe. Jednak nawet te obsługiwane przez polskie firmy spełniają światowe standardy.

O ile w przypadku międzynarodowych imprez sposób obsługi, a także wybór firm są ściśle regulowane przez międzynarodowe przepisy, o tyle na imprezach krajowych wszystko zależy od możliwości finansowych klubów i dobrej woli działaczy. Oni zaś, w opinii ludzi świata sportu "wolą wydać więcej na bankiet po zawodach, niż zainwestować w usługi firmy, zajmującej się informatyzacją imprezy". Dlatego obsługa większości imprez ogranicza się do niezbędnego minimum, tj. wynajęcia firmy, zajmującej się pomiarem czasu. Reszta zawodów, np. makroregionalnych, opiera się na pracy wolontariuszy, którzy w arkuszach Excela na pożyczonym sprzęcie wprowadzają protokoły sędziowskie.

Informatyką nie interesują się również organizacje nadzorujące polski sport. "Ten brak działań wynika z przekształceń, jakim urząd podlega od kilku miesięcy. Już od 1 lipca zostanie on zastąpiony Polską Konfederacją Sportu, w której prawdopodobnie powstanie specjalne stanowisko menedżera ds. informatyki" - zapewniają przedstawiciele Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki.

Królowa informatyki

<b>Grzegorz Lipiński</b>, współwłaściciel firmy Domtel Sport, przedstawiciela amerykańskiej firmy FinishLynx

<b>Grzegorz Lipiński</b>, współwłaściciel firmy Domtel Sport, przedstawiciela amerykańskiej firmy FinishLynx

Do wyjątków należą wyścigi samochodowe, zawody szachowe sponsorowane przez Polkomtel, a także imprezy organizowane przez Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego oraz Polski Związek Lekkiej Atletyki.

PZLA do 1996 r. prowadzi aktualizowaną na bieżąco bazę wyników wszystkich zawodników zarejestrowanych w związku.

Najważniejsze zawody lekkoatletyczne, organizowane przez PZLA, są obsługiwane przez słupską spółkę Domtel Sport. "Niemal każda taka impreza wymaga postawienia od zera całej infrastruktury z UPS-ami, zainstalowania laptopów i stacji do obróbki graficznej, kamer i sprzętu pomiarowego, połączenia ich w sieć" - opowiada Grzegorz Lipiński, współwłaściciel Domtel Sport, przedstawiciela amerykańskiej firmy FinishLynx, oferującej specjalistyczny sprzęt i oprogramowanie do pomiaru czasu i odległości. Obsługa informatyczna większej 2-, 3-dniowej imprezy wymaga kilkudniowych przygotowań i zaangażowania 5-8 osób, zajmujących się obsługą sprzętu, rejestracją wyników, a w razie potrzeby także obróbką graficzną materiału na potrzeby telewizji. Integracja urządzeń do pomiaru czasu z systemem do edycji raportów pozwala na drukowanie ich na bieżąco. Do obsługi najważniejszych imprez są stosowane specjalistyczne kamery sprzężone z komputerem, umożliwiające fotografowanie linii mety z dokładnością do 2000 klatek na sekundę. "Wszystko po to, aby zachować absolutną dokładność i by nikt nie kwestionował wysiłku sportowców, bijących kolejne rekordy" - mówi Grzegorz Lipiński.

Obcas hostessy

Informatyczną obsługą zawodów sportowych zajmuje się w Polsce kilka firm. Większość z nich jest dziełem pasjonatów. Grzegorz Lipiński, absolwent gdańskiego AWF-u, jest współwłaścicielem firmy telekomunikacyjnej Domtel. Kilka lat temu wydzielił z niej spółkę Domtel Sport i całkowicie poświęcił się tej działalności. Od tego czasu spędza poza domem ponad 150 dni w roku, niemal tyle co czołowi polscy lekkoatleci. "Tylko z tych usług nie udałoby się utrzymać. Jednak praca ta dostarcza mi tylu przygód, że wystarczyłoby na książkę" - mówi. Chwilę potem opowiada historię z mityngu lekkoatletycznego, podczas którego hostessa dokonując dekoracji zawodników przerwała obcasem kabel, łączący pistolet startowy z aparaturą pomiarową... akurat w momencie startu dwustumetrowców. "Na szczęście, zgodnie z przepisami instalacja do pomiaru czasu musi być dublowana. Na ostatniej olimpiadzie stworzono cztery niezależne systemy pomiarowe" - dodaje.