Całkiem nowe pokolenie

Praca, praca, praca...

Na piątym roku korytarze wydziałów informatyki zaludniają już ubrani w garnitury studenci, którzy albo rozpoczęli pracę i próbują pogodzić naukę z początkiem kariery, albo właśnie zaczęli szukać pracy i na uczelnię wpadają ochłonąć w przerwach między kolejnymi rozmowami kwalifikacyjnymi. "Na ostatnim roku studiów większość z nas już pracuje, jeśli nie na etat, to co najmniej na zlecenie. Niektórzy piszą lub tłumaczą oprogramowanie, inni pracują w dużych portalach" - mówi Paweł Sasin, student piątego roku Politechniki Gdańskiej i pracownik firmy Teletronik, operatora sieci kablowej.

Presja na rozpoczęcie pracy udziela się nawet tym, którzy do tej pory nie myśleli o karierze zawodowej, albo mają nieco inne plany. "Gdy człowiek popatrzy na kolegów, którzy już pracują w dużych firmach, to zaczyna się zastanawiać, czy nie jest to aby jedyne wyjście" - twierdzi Tomasz Rakowski, student piątego roku Politechniki Gdańskiej. Sam - mimo chwil zwątpienia - ma jednak inne plany zawodowe. Chce otworzyć własną firmę programistyczną. Złożył aplikację w konkursie na biznesplan ogłoszonym przez Urząd Miasta Gdyni, w którym najważniejszymi nagrodami są szkolenia oraz wsparcie merytoryczne i finansowe dla młodych przedsiębiorców współfinansowane przez Unię Europejską.

Zastrzyk energii

Mimo niezbyt zachęcających perspektyw, studenci w życie zawodowe wchodzą z optymizmem. "Nie ma tygodnia, aby nie pojawiły się jakieś oferty pracy" - mówi Jacek Kondratiuk, absolwent technologii produkcji i student piątego roku informatyki na Politechnice Gdańskiej, a także pracownik zakładów Moltech-Polska. Inny, pracujący już student wylicza: "Trzeba zapewne wysłać około dziesięciu aplikacji, które zaowocują 2, 3 zaproszeniami na rozmowę kwalifikacyjną i pewnie konkretną jedną propozycją".

Szukają przede wszystkim pracodawców stabilnych. W poszukiwaniu takiej pracy, a nawet atrakcyjnych praktyk, gotowi są przenieść się do innego miasta. Piotr Wolski na okres praktyk w Telekomunikacji Polskiej przeniósł się z Gdańska do Warszawy. Liczy się z tym, że aby znaleźć atrakcyjne miejsce pracy będzie musiał opuścić Trójmiasto. Podobnie myślą jego rówieśnicy, dla których wyjazd do Warszawy, Krakowa, Wrocławia czy nawet za granicę nie stanowi większego problemu. Wielu otwarcie przyznaje, że w swoim rodzinnym mieście nie mają czego szukać.

Perspektywy zawodowe dzisiejszych studentów są znacznie szersze niż ich kolegów sprzed kilku lat. Wysokie bezrobocie w Polsce, rosnąca popularność wakacyjnych wyjazdów zarobkowych do Europy Zachodniej i Wlk. Brytanii, a nade wszystko rozwijany od sześciu lat program wymiany młodzieży akademickiej Erasmus sprawiły, że wyjazd zagraniczny na studia lub do pracy jest już traktowany jako coś naturalnego. Jak wynika z danych Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, prowadzącej największy program wymiany Socrates/Erasmus, w 2004 r. akademickim wyjechało ponad 6000 studentów.

Wyjazdy stypendialne to przede wszystkim ogromny zastrzyk energii. "Nawet półroczny wyjazd sprawia, że ludzie wracają odmienieni. Zwykle przez kilka dni po powrocie snują się smutni, pisząc do znajomych poznanych za granicą, a potem rzucają się w wir aktywności. Jedni zajmują się działalnością w ramach organizacji studenckich, inni od razu zabierają się do poszukiwania pracy albo szukają możliwości powrotu za granicę" - twierdzi Tomasz Rakowski, student Politechniki Gdańskiej. Wielu studentów już w trakcie stypendium nawiązuje kontakty i robi projekty komercyjne, często w ramach inicjatyw realizowanych przez uczelnie.

Inni - nawet jeśli nie udało im się znaleźć niczego atrakcyjnego na miejscu - mogą pochwalić się kilkumiesięcznymi studiami za granicą, a to już dodatkowy plus z punktu widzenia pracodawcy. Pamiętajmy o tym, że z ich punktu widzenia liczy się przede wszystkim to co wyróżnia, a nie to co jest typowe dla wszystkich kandydatów.

Nawet semestr za granicą to ogromna zaleta w przypadku poszukiwnaia pracy za granicą. Dowodzi, że kandydat do pracy radzi sobie w środowisku obcojęzycznym, a zapewne ma także kontakty wśród kolegów ze studiów.

Niezapisane kartki

Pytani o aspiracje studenci mówią oczywiście o "atrakcyjnych projektach" i "pracy pełnej wyzwań", jednak nawet w przypadku najlepszych z nich zwykle okazują się to deklaracje bez pokrycia. "Student trafiający do pierwszej poważnej pracy to «niezapisana karta» i trzeba mu dopiero pokazać, co i jak powinien zrobić. Gdy już się tego dokona, okazuje się, że są oni świetni i wszechstronni. Osobom kończącym studia wciąż brakuje jednak czegoś, co można by nazwać «samoświadomością». Nie mają sprecyzowanych oczekiwań" - mówi Andrzej Gąsienica Samek, dyrektor Centrum Rozwoju Oprogramowania Comarch w Warszawie. Dotyczy to nawet tych najbardziej uzdolnionych studentów z najlepszych polskich wydziałów informatyki.

Potwierdzają to inni pracodawcy. Przyznają, że co prawda studentom nie można odmówić ambicji, jednak ich plany zazwyczaj kończą się na progu wymarzonej firmy. Podobnie jest zresztą przy kolejnych zmianach pracy, kiedy podczas rozmów kwalifikacyjnych okazuje się, że aspiracje kandydatów do pracy mają wymiar czysto finansowy.

Przynajmniej część winy za ten stan rzeczy trzeba zrzucić na karb realiów dzisiejszego rynku pracy. Już na wczesnym etapie zmusza on studentów do przyjęcia reguł gry narzucanych przez firmy. A te zakładają raczej dostosowanie i wspinaczkę po szczeblach kariery od najniższych stopni. Mozolną i długotrwałą, bo atrakcyjne miejsca pracy są już dziś obsadzone, przez wciąż młodych, ale już doświadczonych specjalistów, których na stanowiska wyniosła fala boomu sprzed 5, 6 lat. Młodzi co prawda legitymują się lepszymi kwalifkacjami merytorycznymi. Ale zdobycie praktycznych umiejętności biznesowych jest dziś trudniejsze niż kiedykolwiek.