Być albo nie być asertywnym?

Jednym z wyznaczników sukcesu życiowego człowieka jest stan jego kariery zawodowej. Nie jest to oczywiście składnik jedyny - liczy się także życie osobiste, rodzinne, posiadany majątek. Wydaje się jednak, że dobra, satysfakcjonująca praca powinna być na czele pożądanych zdobyczy życiowych przeciętnego obywatela. Jednym z czynników sprzyjających osiągnięciu sukcesów w pracy jest ASERTYWNOŚĆ. To modne ostatnio pojęcie jest stosunkowo nowe w naszym kraju - prawdopodobnie dlatego wielu ludzi używa go, nie wiedząc do końca, jakie jest prawdziwe i pełne znaczenie tego słowa.

Jednym z wyznaczników sukcesu życiowego człowieka jest stan jego kariery zawodowej. Nie jest to oczywiście składnik jedyny - liczy się także życie osobiste, rodzinne, posiadany majątek. Wydaje się jednak, że dobra, satysfakcjonująca praca powinna być na czele pożądanych zdobyczy życiowych przeciętnego obywatela. Jednym z czynników sprzyjających osiągnięciu sukcesów w pracy jest ASERTYWNOŚĆ. To modne ostatnio pojęcie jest stosunkowo nowe w naszym kraju - prawdopodobnie dlatego wielu ludzi używa go, nie wiedząc do końca, jakie jest prawdziwe i pełne znaczenie tego słowa.

Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia wzywa nas szef i oznajmia, iż od jutra będziemy zajmowali się jeszcze jednym tematem realizowanego przez naszą firmę projektu. Czyli że oprócz mówiąc - proponuje się nam więcej obowiązków za TE SAME pieniądze.

Dostrzegam z oddali uśmiech zrozumienia u wielu czytelników; tak, tak - wiem, że wielu z Was znalazło się kiedyś w podobnej sytuacji. Przypomnijmy, jakie uczucia wywołuje u pracownika taka propozycja uczyniona mu przez przełożonego:

  • wewnętrzna reakcja na oczywistą próbę wykorzystania go dla potrzeb kogoś innego brzmi - "nie mam na to najmniejszej ochoty - i tak dostaję za mało za swoją pracę, a tu jeszcze każą mi robić więcej za tę samą pensję - nie ma mowy"

  • refleksja, która przychodzi po chwili wygląda mniej więcej tak -"na moje stanowisko czeka w kolejce kilka innych osób - podobnie wykwalifikowanych, gotowych uczynić wszystko, aby zająć moje miejsce; jeśli ja odmówię, to wśród tamtych na pewno znajdzie się ktoś, kto zgodzi się tyrać tyle, ile żąda szef - a co wtedy stanie się ze mną???"

    A więc mamy konflikt wewnętrzny, stres, ból głowy i zaczątki wrzodu dwunastnicy. Podstawowe pytanie, jakie należy w tym miejscu postawić brzmi: jak powinna wyglądać (o ile da się takową zdefiniować) prawidłowa reakcja w opisanej sytuacji?

    Tertium non datur

    Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby stwierdzić, że są tu do wyboru tylko dwie możliwości - albo się zgadzamy, albo nie. Trzecie wyjście, typu "potrzebuję czasu do namysłu", tylko odwleka moment, w którym wreszcie trzeba będzie podjąć decyzję.

    Wiele czynników składa się na to, że większość poddanych takiemu eksperymentowi pracowników zgodziłaby się wziąć na siebie dodatkowy ciężar za cenę zachowania spokoju i dobrych stosunków z kierownictwem. Sprzyjają temu np. pewne stereotypy w wychowaniu, których działaniu wielu ludzi miało okazję być poddawanym w dzieciństwie: "nie wychylaj się", "pokorne cielę dwie matki ssie", "tisze jediesz, dalsze budiesz" itp. Postawie ugodowej sprzyja również niska samoocena - jest ona powodem niepewności, czy aby na pewno dany pracownik jest niezastąpiony na swoim stanowisku.

    Do rzadkości należy przypadek, kiedy indagowany zupełnie szczerze godzi się na propozycję szefa, ponieważ naprawdę uważa, iż pracuje za mało i dodatkowe obowiązki słusznie mu się należą. W każdej innej sytuacji zgoda na przyjęcie większej ilości pracy jest równoznaczna z popadnięciem w sprzeczność z samym sobą i jako taka uważana jest przez współczesną psychologię za NIEPRAWIDŁOWĄ. Godząc się na coś, co wzbudza naszą niechęć, przestajemy również "przebywać w przestrzeni prawdy", co jest zabronione również przez ezoteryczne nauki samodoskonalenia i rozwoju duchowego.

    Harmonia uniwersalna

    Naprawdę dobrze ma szansę poczuć się tylko ten, kto w opisywanej sytuacji powie to, co myśli i - jeśli nie chce więcej pracować - nie zgodzi się na dodatkowe obciążenia. Taki ktoś będzie mógł powiedzieć o sobie, że umie w pełni wyrażać siebie w kontaktach z innymi osobami. I właśnie taką postawę nazywa się ASERTYWNOŚCIĄ.

    A oto bardziej naukowa definicja tego pojęcia, którą przytaczam za Association for Advancement of Behavior Therapy: "Zachowanie asertywne to zespół zachowań interpersonalnych, wyrażających uczucia, postawy, życzenia, opinie lub prawa danej osoby w sposób bezpośredni, stanowczy i uczciwy, a jednocześnie respektujący uczucia, postawy, życzenia, opinie i prawa innej osoby. Zachowanie asertywne może obejmować ekspresję takich uczuć jak: gniew, strach, zaangażowanie, nadzieję, radość, rozpacz, oburzenie, zakłopotanie itd., ale w każdym z tych przypadków uczucia te wyrażane są w sposób, który nie narusza praw innych osób; odróżnia się w tym od zachowania agresywnego, które wyrażając powyższe uczucia nie respektuje tych samych elementów u innych".


  • TOP 200