Bo ja chcę lepsze

Czy my - informatycy - możemy dostać zawrotu głowy, przeglądając ofertę producentów sprzętu i oprogramowania? Okazuje się, że tak. I to często.

Czy my - informatycy - możemy dostać zawrotu głowy, przeglądając ofertę producentów sprzętu i oprogramowania? Okazuje się, że tak. I to często.

Zacznijmy od tego, o czym wszyscy wiedzą, a mianowicie od stwierdzenia, że popyt na systemy informatyczne szybko rośnie. Popyt rozumiany jako zapotrzebowanie na wciąż nowe rozwiązania techniczne, algorytmy, usługi. Użytkownicy żądają szybszych komputerów, większych dysków, wydajniejszych programów, nowych możliwości narzędzia, jakim jest system informatyczny.

Podaż nie zostaje w tyle za potrzebami użytkowników. Liczba producentów informatycznych jest trudna do ogarnięcia. Wszyscy prężnie się rozwijają, zalewając rynek nowymi produktami. Wystarczy przejrzeć dowolny tytuł prasy informatycznej, by dowiedzieć się o nowych, szybszych o jedną instrukcję procesorach, większych o kilka megabajtów dyskach czy lepszych o kilkanaście pikseli rozdzielczości monitorach.

Rozwój systemów informatycznych może być traktowany jako odpowiedź na zwiększone potrzeby użytkowników. Powstaje jednak pytanie, czy to potrzeby użytkowników wymuszają rozwój rynku informatycznego, czy rynek wymusza na użytkownikach nowe potrzeby?

Zapotrzebowanie

Potrzeby użytkowników zależą od wykonywanych przez nich czynności. Choć jest to truizm, niewiele osób ma świadomość, jak daleko sięgają konsekwencje specjalizacji użytkowników. By to sprawdzić, warto przeanalizować działania kilku typowych grup pracowniczych.

Najlepiej zacząć od własnego podwórka. W pewnej firmie informatycy wykorzystywali komputery wyposażone w 32 MB pamięci. Pewnego dnia jeden z nich stwierdził, że jego komputer pracuje zbyt wolno w stosunku do potrzeb i potrzebuje 64 MB pamięci. I dostałby tę pamięć, gdyby nie pozostali informatycy, którzy natychmiast krzyknęli - my też potrzebujemy więcej pamięci! To spowodowało otrzeźwienie kierownictwa i analizę potrzeb. Okazało się, że wśród wielu włączonych jednocześnie programów, sporą część stanowią aplikacje multimedialne, służące informatykom do odtwarzania danych ściągniętych z Internetu. Wprawdzie praca przeszkadzała informatykom w zabawach, ale uruchomione aplikacje czekały w gotowości. Po ich zamknięciu, komputery ruszyły żwawiej do pracy związanej z zadaniami działu.

Podobnie jest z pamięcią dyskową. Informatycy stale zwiększali pojemność dysków, ponieważ dotychczasowe były za małe, by mogli pracować. I rzeczywiście były za małe, gdyż zalegały na nich gigabajty danych z Internetu. Po ich usunięciu znalazło się miejsce na dane związane z nadzorowanym systemem.

Powstaje pytanie: jakie komputery potrzebne są informatykom? Czy rzeczywiście zawsze muszą być to potężne maszyny najnowszej generacji? Przecież - redukując sprawę do absurdu - można przyjąć, że dział informatyczny to jedno z niewielu miejsc w firmie, w którym komputery właściwie nie są potrzebne. Wystarczyłby jeden, dwa zestawy przeznaczone do serwisu, nadzoru systemu i tworzenia dokumentów potrzebnych w pracy działu np. dokumentacji.

Użytkownikiem komputera może być też osoba pisząca teksty (np. wykonująca tłumaczenia). Jej potrzeby są niewielkie, wystarczy urządzenie spełniające funkcję maszyny do pisania. Oznacza to komputer 386 z niewielką pamięcią, małym dyskiem, monochromatycznym monitorem i dobrą klawiaturą. Do tego prosty edytor tekstów, wyposażony w podstawowe funkcje. Tymczasem rynek informatyczny proponuje komputery Pentium 200 (o słabsze coraz trudniej), gigabajty dysków, wielkie kolorowe monitory, a wszystko ożywione skomplikowanymi systemami i oprogramowaniem wyposażonym w setki niepotrzebnych funkcji.

Plusy i minusy opisanych konfiguracji dają wiele do myślenia. Prosty komputer nie umożliwia rozbudowy, ale nikt tego nie potrzebuje, ponieważ i tak zaspokaja on potrzeby użytkownika.

Monochromatyczny monitor jest mniej szkodliwy, co jest ważne dla tych użytkowników, którzy spędzają przy komputerze wiele godzin dziennie. Nauka prostych programów zajmuje mniej czasu, łatwe programy nie narażają użytkownika na późniejsze częste popełnianie błędów. Wreszcie koszt takiego komputera jest na tyle niski, by mógł go kupić każdy. Nowoczesne komputery zapewniają wprawdzie realizację dziesiątek (setek) usług, jednak wielu z nich użytkownik w ogóle nie potrzebuje. Nowe komputery są pod każdym względem doskonalsze od urządzeń starszych generacji, tylko po co np. tłumaczowi taka "rakieta"?

Kolejny przykład to użytkownicy wykonujący prace graficzne. Ci rzeczywiście potrzebują komputerów o rozbudowanej konfiguracji. Z oczywistych przyczyn wyposaża się je w specjalizowane i duże monitory, dające obraz o dobrych parametrach. W komputerach graficznych nie można też - ze względu na wymagania używanych programów - oszczędzać na pamięci. Także dyski muszą mieć dużą pojemność, ponieważ prace graficzne z reguły zajmują wiele miejsca. Jednak warto wspomnieć, że syndrom przepełniania dysku w komputerach graficznych jest równie częsty, jak w komputerach informatyków (z tych samych zresztą przyczyn).

Podobnie jest z użytkownikami wykonującymi prace z bazami danych. Przy prostych pytaniach do bazy, jeśli jest ona wystarczająco duża, oczekiwanie na odpowiedź może trwać zbyt długo. Dlatego takie działania wymagają szybkich komputerów. Nie jest jednak powiedziane, że potrzebne są kolorowe monitory. Dość często, np. w transmisjach z finansowych giełd na świecie, można zauważyć, jak maklerzy pracują przy terminalach wyposażonych w monochromatyczne monitory. Terminale te są oczywiście szybkie, tego wymaga specyfika pracy giełdy, ale to, co może być prostsze i tańsze - np. monitory - takie jest.


TOP 200