Bliżej domu

Chociaż proces konsolidacji rynku szerokopasmowego postępuje, to nadal małe, lokalne sieci stanowią bardzo znaczącą część rynku Internetu w Polsce.

Chociaż proces konsolidacji rynku szerokopasmowego postępuje, to nadal małe, lokalne sieci stanowią bardzo znaczącą część rynku Internetu w Polsce.

Jak będziesz na wsi, to patrz na wieże kościelne" - mówi Wojciech Apel, jeden z szefów Śląskich Sieci Światłowodowych. Cóż takiego mają wieże do rozwoju infrastruktury dostępowej do Internetu? Bardzo wiele. Otóż na tych wieżach nierzadko bowiem dostrzec można urządzenia nadawcze sieci Wi-Fi, które swoim zasięgiem obejmują obszar małej miejscowości. A wieża kościelna to zazwyczaj w takiej okolicy najwyższy obiekt. Ktoś udostępnia w ten sposób łącze DSL, tak że mogą ze stałego dostępu do Internetu korzystać za małe pieniądze wszyscy mieszkańcy. "To zjawisko dzisiaj doprawdy masowe, w szczególności na obszarach wiejskich. Co prawda nie do tego miało służyć Wi-Fi, ale w Polsce, jak widać, służy z powodzeniem" - dodaje Wojciech Apel.

Imię jego legion

Ów nieoczekiwany, prowincjonalny mariaż Kościoła ze społeczeństwem informacyjnym to oczywiście tylko czubek góry lodowej. Fenomen wzrostu liczby lokalnych, małych dostawców Internetu czy społecznościowych sieci osiedlowych to zjawisko charakterystyczne dla polskiego rynku, trudne do zaobserwowania w krajach Europy Zachodniej. "Oceniamy, że użytkownicy tego rodzaju sieci to 20-25% polskiego rynku dostępu szerokopasmowego" - mówi Jacek Borgiel, wiceprezes giełdowej spółki Hyperion, która zajmuje się konsolidacją tego rynku. To bardzo dużo - więcej niż mają telewizje kablowe i połowa tego co ma Telekomunikacja Polska. W liczbach bezwzględnych przekłada się to na 600-800 tys. użytkowników dostępu szerokopasmowego. Rynek ten jest - z uwagi na jego rozproszenie - trudny do dokładnego zmierzenia, ale podawane liczby wynikają także z badań typowo konsumenckich, w których użytkownicy Internetu są pytani o to, z usług jakiego operatora korzystają.

"Historycznych korzeni rozwoju tego rynku należy szukać w końcu lat 90., gdy wśród konsumentów istniało ogromne zapotrzebowanie na dostęp do Internetu, którego w ogóle nie byli w stanie zaspokoić duzi operatorzy" - mówi Wojciech Apel. Telekomunikacja Polska udostępniała wtedy jedynie dial-up, dopiero potem pewną namiastkę dostępu szerokopasmowego w postaci usługi SDI. Ciśnienie rynku, którego potencjał był wyraźnie zlekceważony przez TP, doprowadził do wyzwolenia się lokalnych inicjatyw, do skrzykiwania się razem grup mieszkańców bloku czy osiedla, którzy zrzucali się na wspólny, szerokopasmowy dostęp do Internetu. Z czasem ze względów praktycznych te inicjatywy zaczynały przybierać formy działalności gospodarczej, ale silny akcent społecznościowy jest nadal obecny w wielu małych, lokalnych sieciach. "To było, oczywiście, zderzenie się pewnych filozofii działania. Z jednej strony podejście wyrosłe z ducha Internetu, czyli wspólnego działania dla dobra ogółu, z drugiej zaś traktowanie dostępu do Internetu jako zwykłej usługi świadczonej ludności przez duże podmioty gospodarcze" - uważa Wojciech Apel.

Być może właśnie odmienność tych filozofii sprawiła, że fenomen sieci osiedlowych okazał się tak trwały. "Oczywiście cały czas postępuje konsolidacja tego rynku. Sieci łączą się ze sobą i chodzi tu często nie tyle o przejęcie infrastruktury, która czasem ma bardzo różną jakość, ale przede wszystkim o przejęcie bazy klientów" - mówi Miłosz Segowia, dyrektor Działu Usług Telekomunikacyjnych w firmie ATM. "Jednak nie wszystkim właścicielom takich sieci odpowiada prosta sprzedaż posiadanego biznesu - wolą łączyć się w pewnego rodzaju konsorcja z innymi, podobnymi sieciami, tak aby nie utracić ich społecznościowego ducha" - dodaje. To zjawisko widać m.in. na rynku krakowskim. Jednak działalność takich firm jak Spry czy Hyperion stopniowo doprowadza do redukcji liczby małych podmiotów.

Ile jest takich sieci? "Tego dokładnie nikt nie wie. Na pewno jest kilkadziesiąt sieci, które mają po kilka i więcej tysięcy użytkowników. Takich, które obsługują ich do tysiąca, jest pewnie z kilkaset" - mówi Miłosz Segowia. W dużych miastach działa przynajmniej po kilku takich operatorów. Na przykład w Rybniku to sieć Rybnet, o której pewnie poza lokalną okolicą mało kto słyszał, a która ma kilka tysięcy użytkowników dostępu ethernetowego. Często tacy operatorzy lokalizują się na obrzeżach dużych aglomeracji, gdzie widać bardzo gwałtowny napływ nowych mieszkańców, a gdzie za rosnącym popytem zupełnie nie nadążają duzi operatorzy. Tak rośnie np. firma Konstancin .Net działająca na południowych obrzeżach Warszawy - dynamicznie i elastycznie dopasowując się do lokalnych potrzeb klientów, całkowicie pozbawiona obciążeń korporacyjnych charakterystycznych dla każdego dużego operatora.

Te podmioty są bardzo poważnym klientem dla wielu liczących się, dużych operatorów w Polsce - jak ATM, Energis czy Crowley. To lokalni operatorzy, a nie korporacje, kupują łącza o naprawdę dużej przepustowości, nawet po kilkaset Mb/s. Dlatego funkcjonowanie tych małych operatorów tworzy pewnego rodzaju ekonomiczny ekosystem, zapewniający przetrwanie lokalnym dealerom sprzętu sieciowego, jak i rozwój dużych alternatywnych operatorów transmisji danych. Polska B budzi duże zainteresowania dostawców sprzętu dostępowego - mali operatorzy dostępu szerokopasmowego tworzą bowiem rynek, który jest mniejszy jedynie od Telekomunikacji Polskiej.