Bajki o technice

Idealny handlowiec to taki, który potrafi sprzedać ratlerka jako psa obronnego. Od takiego sposobu myślenia o handlu nie jest także wolna branża IT.

Idealny handlowiec to taki, który potrafi sprzedać ratlerka jako psa obronnego. Od takiego sposobu myślenia o handlu nie jest także wolna branża IT.

Na wyspach Bergamutach...Podobno jest kot w butach

Przedstawiciele producentów prowadzący prezentacje uwielbiają powtarzać, że ponad 70% małych i średnich firm (tj. zatrudniających do 299 osób) nie zapewnia pracownikom możliwości pracy zdalnej i pracy w domu. Lub że ponad 70% gospodarstw domowych leży w zasięgu prezentowanych technologii, lecz o nich nie wie. Po czym pokazują rosnące, opasłe słupki, mające obrazować, jak wzrosną nasze przychody, gdy te 70% wyposażymy w totalną łączność. Wytrzeszczam oczy, nie wierzę uszom, gdy myślę, że powiedzmy 150-osobowa firma, zajmująca się tuczeniem gęsi, przetwarzaniem runa leśnego, sprzedażą używanych części samochodowych albo nawet układaniem kabli światłowodowych, aby odnieść sukces, potrzebuje zapewnić pracownikom niezawodną łączność 24 x 7 x 365 w formacie: głos x dane x wideo.

Widziano także osła, którego mrówka niosła

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że producenci i dystrybutorzy produktów przeznaczonych na rynek technologii informatycznych i telekomunikacyjnych są przekonani, że całe na- rody zajmują się wyłącznie czynnościami, które można wykonywać zdalnie za pomocą technik teleinformatycznych. Nikt nie żyje z pracy fizycznej, wszystkim zaś trzeba zapewnić home office/remote office.

Mimo zadyszki rynku, dystrybutorzy nieustannie przekonują o krociowych zyskach odbiorców ich oferty, którzy udostępnią klientom powszechne możliwości zdalnej nauki, zdalnej pracy oraz zdalnego wydawania pieniędzy.

Jest kura samograjka Znosząca złote jajka

Mam wątpliwości, czy rynek oczekuje tego rodzaju usług, czy konsumenci są w stanie podźwignąć nowe (wymyślane z coraz większym trudem) pomysły producentów na wydawanie pieniędzy.

Często rozmawiam z dostawcami. Proponuję im, by zawczasu w docelowym środowisku przetestować wszystkie elementy, służące zapewnieniu nowej usługi. Dostawca miałby przedłożyć gwarancję, że zobowiązuje się do dostarczenia ściśle określonych urządzeń i narzędzi w dokładnie określonym czasie. Takie podejście minimalizuje ryzyko chybionej inwestycji, jednocześnie pozwala usługobiorcy wywiązać się w terminie z przedwstępnych umów, gdy pojawi się popyt na rynku usług. Okazuje się jednak, że ani producenci, ani dystrybutorzy do takiej współpracy nie są przygotowani.

Na dębach rosną jabłka W gronostajowych czapkach

Producenci robią prezentacje, wręczają gadżety, składają ofertę, która zawiera płatne konsultacje. Następnie dostarczają urządzenia z nie sprawdzoną w boju funkcjonalnością, a zamiast zwykłej gwarancji, oferują wsparcie techniczne, które sprawia wrażenie, że problemy zostaną rozwiązane w ciągu 24 godzin. Podkreślam, że chodzi o słono płatne konsultacje, tak jakby pojęcia gwarancji i rękojmii zostały już zapomniane. Niestety, często na wrażeniu się kończy, bo o usłudze profesjonalnego wsparcia technicznego trudno mówić.

Niełatwo znaleźć prawdziwych fachowców, kompetentnych przedstawicieli producentów. I choć jeszcze mogę zrozumieć handlowców, którym zależy, żeby sprzedać, zainkasować prowizję i zapomnieć, to już trudniej mi to przychodzi w stosunku do inżynierów wsparcia technicznego, którzy po praniu mózgów, zwanym szkoleniem certyfikującym, też opowiadają bajki. Późnej ze zdumieniem przekonują się, że w warunkach rzeczywistych i realnym obciążeniu działa 1/4 założonej wydajności systemu i niestety żadne obiecane, ale kluczowe dla systemu usługi.


TOP 200