10 pytan o przyszłość Internetu

Sytuacja dojrzała do tego, by zjednoczyć wysiłek badawczy dotyczący sieci społecznych w "realu" i "wirtualu" w celu udzielenia odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, które przybliżą nas do zrozumienia istoty społeczeństwa sieciowego.

Sytuacja dojrzała do tego, by zjednoczyć wysiłek badawczy dotyczący sieci społecznych w "realu" i "wirtualu" w celu udzielenia odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, które przybliżą nas do zrozumienia istoty społeczeństwa sieciowego.

10 pytan o przyszłość Internetu

Kazimierz Krzysztofek

W jakim stopniu Internet jest tylko narzędziem komunikacji, w jakim zaś staje się alternatywnym środowiskiem społecznym, w którym znajdzie ujście coraz więcej energii społecznej?

Uwolnienie się od stacjonarności, zwiększenie zdolności przesyłu coraz większych ilości danych, uporanie się z problemem ostatniej mili - wszystko to sprawi, że będzie można mówić o społeczeństwie online. O tym, jaka wiedza i jakie metody będą konieczne do badania fenomenu sieci w XXI w., zadecydują kierunki ich rozwoju. Internet nigdy nie będzie miał postaci skończonej (chyba że z powodu jakiegoś kataklizmu nie przetrwa), tym bardziej że znajduje się dopiero na początku swej drogi, także pod względem stopnia zintegrowania z mediami czy mobilną telekomunikacją.

Na razie bycie w świecie fizycznym jest stanem naturalnym, dla kontrastu natomiast w świecie wirtualnym stanem sztucznym. Wybitni wizjonerzy, nie tylko zresztą oni, bo także praktycy, technolodzy, wynalazcy i inni, zapowiadają, że już niedługo pojawi się pokolenie stale podłączone (generation always on) dzięki najróżniejszym urządzeniom symbiotycznym, które będziemy wciąż nosić przy sobie i na sobie. Trudno wyrokować, w jakim stopniu będzie to rewolucja społeczna, na ile zaś rozłożony w czasie proces, ale jedno nie ulega wątpliwości: będzie to burzenie starych wartości, wzorów i instytucji oraz tworzenie się nowych, funkcjonalnych dla XXI w.

Czy i w jakim stopniu dotychczasowe próby opisu organizacji społecznej (etnosów, narodów, państw) muszą się zmienić pod wpływem efektu sieci i właściwej dla niej samoorganizacji, samoregulacji i samodestrukcji? Czym staje się naród w transnarodowej ze swej istoty cyberprzestrzeni, czy państwo może być sieciowe, czy to nie będzie, jak przewiduje Castells: powerless state? Mówi się już nawet o sieciowej armii. Brzmi to nieco absurdalnie. Jakże to - armia - esencja hierarchii - ma zostać usieciowiona?

Wojskowi USA uwierzyli, że można zapewnić sobie kontrolę nad infostradami, co będzie oznaczać symboliczną kontrolę nad światem (a ta będzie decydująca). Jest to w istocie modernistyczna odpowiedź na niemodernistyczne wyzwania i zagrożenia płynące z plazmowej natury armii trzeciej fali. Dzięki sieciowej strukturze nie można zniszczyć dowództwa wroga, zniszczenie fragmentu nie powoduje trwałego ubytku. Nawet błyskotliwy Bill Clinton wpada w stare koleiny myślenia, wyrażając przekonanie, że wojnę z terroryzmem można wygrać tylko dzięki technologiom informacyjnym. Myli się: to jest batalia hierarchii z siecią. Ostatnią wojną z "kompatybilnym" wrogiem była wojna z komunizmem, bo to była wojna między systemami - dziś jest to już wojna "systemu" z "siecią".

W jakim stopniu wraz z odchodzeniem w przeszłość czasu z dominantą hierarchii przychodzi epoka, w której nie locus, przypisanie, status, miejsce w strukturze społecznej czy terytorium, lecz sieciowe fluksy, bezterytorialność, bezczasowość (timless time, by znowu przywołać Castellsa) decydować będą o ekonomii, polityce i kulturze?

Chodzi o zweryfikowanie poglądu (stającego się obiegowym), że przestrzeń przepływów sieciowych niszczy substancję społeczeństwa stacjonarnego. A może jakaś forma statusu, przypisania, hiperterytorialności przenosi się do sieci? Czy cyfrowy świat to nowa jakość, czy tylko sieć kabli nałożona na wcześniejsze sieci międzyludzkie?

Czy można zbudować nową jakość nie obciążoną kulturą sieci społecznych i na ile ta nowa nadbudowa musi zostać uzgodniona z wcześniejszą. Czy wydeptane ścieżki można omijać i wydeptywać nowe?

Pytania te można mnożyć, chodzi zaś o zbadanie, czy hierarchiczność i status są immanentne tylko dla świata rzeczywistego, czy dojdzie do ewolucji ku nowym hierarchiom (lokalne hierarchie już są, np. feudalny status tzw. adminów vel administratorów gier komputerowych). Czy też można się liczyć z tym, że "real" zostanie tak jak dotychczas zdominowany przez struktury hierarchiczne, a właściwa sieciom społecznym potrzeba wolności, twórczości itp. przeniesie się do Internetu? Chodzi m.in. o kryzys zaufania do instytucji "ziemskich", które stają się "zatrutą studnią", by użyć metafory zaproponowanej przez Edwina Bendyka.

W odpowiedzi na pytanie, czy technologie informacyjne to tylko nałożenie nowej formy na starą strukturę społeczną, przydaje się historia: Europa po Gutenbergu była inną Europą, USA po upowszechnieniu telewizji inną Ameryką. Zapewne tak samo będzie i tym razem.


TOP 200